Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność słowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność słowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 listopada 2012

Lewe prawo (224)


   Z archiwum mojego "Bloga weredyka" - dwa teksty o granicach wolności słowa na jednym konkretnym przykładzie.

KIBOLE: TUSK, TY MATOLE!

ŁYSIAK: TY ANTYPOLSKI GENSEKU!

   Nad wolnością słowa w USA i Polsce pochylił się nieprzyjazny rządowi Donalda Tuska dziennikarz – Waldemar Łysiak w swoim felietonie w tygodniku „Uważam Rze” z 30.05-5.06.2011. Napisał m.in.:

   „Gdyby któryś bojowy członek PO (…) przyswoił sobie język angielski, mógłby się wyżalić anglosaskim (amerykańskim i angielskim) politykom oraz dziennikarzom, że w jego kraju przezywa się prezesa rady ministrów „matołem”. Ale ich reakcja bardzo by go zdziwiła – zostałby wyśmiany. U nich taki epitet w politycznej naparzance słownej to eufemizm (nikogo tam nie bulwersuje pokazywanie rodziny prezydenta Baracka Obamy jako familii szympansów) – popukaliby platformersowi w głowę. Tak samo by pewnie zrobili, gdyby ktoś im doniósł, iż tuskowiec Sławomir Nowak podlizuje się pryncypałowi określając go mianem „geniusza” (zarezerwowanym dla najwybitniejszych twórców i wynalazców) – ten format wazeliny jest tam uważany za przesadny, ergo: za grubą polityczną niezręczność, czyli chybiony pijar”.

   Sam Łysiak nie kibol i zamiast od matoła wyzywa Tuska subtelniej – od antypolskiego genseka. Taki przynajmniej wydźwięk mają, w mojej ocenie, następujące fragmenty felietonu:

   „Tusk nie robi niczego pozytywnego, rozwojowego – ino trwa. Kłania się stary dowcip o przywódcach sowieckich: „Stalin udowodnił, że krajem może rządzić jeden człowiek. Chruszczow udowodnił, że krajem może rządzić jakikolwiek człowiek. Breżniew udowodnił, że krajem może w ogóle nikt nie rządzić”. Według adwersarzy Tuska, spełnia on wszystkie trzy kryteria wzorowo”.

   „Czymś zupełnie absurdalnym byłoby wytaczanie przez persony rządowe procesów (za używanie obelg/epitetów) krytykom poczynań władz. Immunitety dygnitarzy blokują adekwatny kontratak - ich nie można pozwać do sądu. Ale wyobraźmy sobie cud: Donald Tusk honorowo (to rzeczywiście byłby cud) rezygnuje z immunitetu, by sąd mógł rozpatrzyć sprawę. Jaką sprawę? Wniesioną przez patriotów zarzucających Kaszubowi antypolskość. Dowód? Wypowiedź Tuska dla Znaku (1987): „Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło śmieszny teatr niespełnionych marzeń oraz nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać”. To po jaką cholerę, człowieku, dźwigasz?! Zrzuć to „brzemię”, którym tak gardziłeś, a jednak, żeby dorwać się do stołka, wziąłeś nawet ślub kościelny po paru dekadach małżeństwa, tuż przed wyborami, dla niedrażnienia elektoratu! Za cytowane wyżej słowa żaden sąd nie zrobiłby premierowi krzywdy (oddalono by pozew migiem), bo obecne sądy wiedzą komu można przylać, a kogo trzeba głaskać, bez przejmowania się treścią i wymową dowodów, nawet tych bezspornych. Lecz jedno jest pewne: za tego rodzaju przejaw niechęci wobec ojczyzny żaden polityk nie mógłby w swoim kraju sięgnąć po wysoki państwowy urząd. Takie rzeczy to tylko (…) u nas , w III RP, proszę rodactwa”.

   Jak widać i słychać: ring wolny, polityczna napierdalanka trwa! Zresztą nie tylko na stadionach i w prasie.

05.2011
 
 
"TY MATOLE!"

A WOLNOŚĆ SŁOWA

   Co ja sądzę o kibolskim "ty matole!"? Adresowanym do premiera Donalda Tuska za decyzje - co prawda podjęte przez podległych mu wojewodów, ale z jego wyraźnej woli politycznej - zamykania stadionów przed wszystkimi kibicami piłkarskimi.

   Sądzę, że taka krytyka ad personam jest niedopuszczalna. Podpada mi pod znieważenie funkcjonariusza publicznego.

   Osobiście wyraziłbym się, że postępowanie szefa rządu było matołectwem (czyli czymś niedorzecznym, nonsensownym). Taką krytykę ad rem - dotyczącą nie osoby, lecz sprawy - uważam za uzasadnioną.

   W gniewie może nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że premier zachował się jak matoł. Wyczuwacie tę subtelną różnicę?

   A tak w ogóle, to w państwie demokratycznym wolność słowa powinna się kończyć dopiero tam, gdzie zaczynają się groźby, użycia przemocy zwłaszcza. Reszta - prawnie dozwolona (co najwyżej ograniczona dobrym obyczajem).

06.2011
 
 

środa, 18 lipca 2012

Cohen v. Kalifornia – głos w sprawie wolności słowa i wolności zgromadzeń


 W 1964 roku w Berkeley w Kalifornii rozpoczął się ruch studencki nazwany pózniej Ruchem na rzecz wolności słowa (Free Speech Movement). Studenci rozczarowani akademicką biurokracją i skostniałymi poglądami kadry akademickiej żyjącej w zamkniętym Lalaland, bez zrozumienia dla problemów współczesnosnego świata organizowali protesty, „siedzące strajki“ etc. W 1965 roku, wraz z eskalacją wojny w Wietnamie dla studentów głównym celem protestów stała się opozycja w stosunku do wojny w Wietnamie. "Make Love Not War" stało się nowym hasłem. Biura poborowe stały się naturalnymi miejscami pikiet, “siedzących strajków” i palenia kart poborowych. Od 1965 do 1967 charakter protestów studenckich powoli zmieniał się z pokojowych demonstracji do bardziej agresywnej taktyki, łącznie z nawoływaniem wręcz do rewolucji. W tym czasie aktywność studentów i protesty dramatycznie wzrosły na uczelniach w całym kraju.

W dniu 26 kwietnia 1968 roku, na korytarzu sądu Los Angeles County policjant zauważył 19-letniego Paula Roberta Cohena w kurtce z napisem “ Pierdolę pobór“ ( Fuck the draft). Kiedy Cohen wszedł do jedenej z sal sądowych, policjant poprosił sędziego o ukaranie Cohena za obrazę sądu. Sędzia odmówił. Po wyjściu Cohena na korytarz, policjant aresztował go za zakłócanie porządku publicznego przez obrazliwe zachowanie.

Podczas procesu, Cohen oświadczył, że miał na sobie kurtkę, aby publicznie wyrazić swój protest przeciwko wojnie w Wietnamie i poborowi. Wykazał, że nie wywołał żadnej awantury i nie używał przemocy. Cohen został uznany winnym zakłócania spokoju publicznego i skazany na trzydzieści dni więzienia.

 Odwołał się do Sądu Apelacyjnego, który podtrzymał wyrok sądu I inastancji. Sąd uznał, że oskarżony zachowywał się „obrażliwie“ i zdefiniował "obraźliwe zachowanie" jako zachowanie, które zmierza do sprowokowania przemocy lub zakłócenia spokoju publicznego. Sąd stwierdził, że napis na kurtce mógł rozgniewać kogoś na tyle, aby go zaatakować lub spróbować zerwać z niego „obraźliwą“ kurtkę.

Cohen odwołał się ponownie, tym razem do Sądu Najwyższego Kalifornii, ale sąd ten postanowił nie badać sprawy. Zdesperowany Cohen odwołał się do Sądu Najwyższego USA. SN USA postanowił rozpatrzyć sprawę, albowiem uznał, iż będzie ona dla Amerykanów najważniejszym testem prawa do wolności słowa zagwarantowanej Pierwszą Poprawką do Konstytucji,  która weszła w życie 180 lat wcześniej (15 grudnia 1791roku).
Cohen argumentował, że jego skazanie naruszało wolność słowa. Pierwsza Poprawka chroni wolność słowa mówiąc: "Kongres nie może stanowić ustaw... ograniczających wolność słowa." Państwo, również w stanie Kalifornia musi przestrzegać konstytucyjnych praw obywatela zgodnie z XIV Poprawką do Konstytucji.

Sąd Najwyższy wydał wyrok 7 czerwca 1971 roku i decyzją 5 - 4, uchylił zaskarżony wyrok.
 Legendarny Sędzia John Marshall Harlan II był autorem opinii sądu. John Marshall Harlan II był Sędzią Sądu Najwyższego od 1955 do 1971.
Jego dziadek John Marshall Harlan, był Sędzią SN od 1877 do 1911.

Harlan był specjalistą w pisaniu opinii do orzeczeń SN dotyczących Pierwszej Poprawki - wolności słowa i zgromadzeń.
W sprawie Cohen v. Kalifornia Sędzia Harlan stwierdził, że napis na jego kurtce nie stanowił żadnej „napaści słownej” ponieważ nie był adresowany do żadnej konkretnej osoby. Wyrok skazujący nie był usprawiedliwiony również tym, że ludzie obecni na korytarzu sądowym byli narażeni na czytanie wulgarnego napisu wbrew swojej woli lub tym, że napis ten mógł sprowokować kogoś z nich do gwałtownej reakcji. Być może, stwierdził Sędzia, że w tej sytuacji mógł znalezć się ktoś, kto nie będzie umiał zapanować nad nerwami i posunie się do fizycznej napaści na osobę ubraną w kurtkę z wulgarnym napisem, jednak taka obawa nie jest dostatecznym powodem do ograniczenia wolności słowa. Argument, że Cohen powinien ponieść konsekwencje (być ukarany) dlatego tylko,  że może się znaleźć człowiek, który zareaguje na jego zachowanie przemocą, byłby równoznaczny z propozycją, że w celu uniknięcia fizycznej reakcji i cenzurowania kogoś, kogo zamiarem nie było wywołanie takiej reakcji, przez hipotetyczną osobę - nerwowową i łamiącą prawo - właściwym jest, by władze stanowe same stosowały cenzurę.

Sędzia Harlan, uznał za sprzeczny z konstytucją argument, że słowo „f..ck” jest tak wulgarne i Pierwsza Poprawka nie chroni jego publicznego użycia. Stwierdził że „nie można pominąć faktu, który ilustruje incident będący przedmiotem rozpatrywanej sprawy, że większość językowych ekspresji pełni podwójną funkcję: przekazuje nie tylko idee, które dadzą się w sposób względnie precyzyjny wyjaśnić, lecz także emocje, których nie sposób inaczej wyrazić. Tak więc sam fakt, że słowo „fuck” na kurtce Cohena być może jest bardziej ostre i ordynarne od innych słów podobnego rodzaju, to niemniej jest prawdą, że coś, co dla jednej osoby jest wulgaryzmem, dla innej jest poezją. Nie ma też żadnej prawnej zasady, by właśnie to jedno obraźliwe słowo miałoby zostać uznane za specjalnie wyróżniające się i wyjątkowe od innych. Z pewnością Kalifornia nie ma prawa do tego, by “czyścić” publiczną debatę do takiego stopnia, by nie pojawiało się w niej nic, co mogłoby urazić czyjąś wrażliwość. Byłoby też naiwnością zakładanie, że można zakazać używania jakichś konkretnych słów bez popadania w fundamentalne ryzyko, że taki zakaz doprowadzi do tłumienia ekspresji emocji i idei. Konsekwencje byłyby takie, iż rząd mógłby z łatwością użyć prawa zakazującego używania pewnych wyrazów, jako wygodnego pretekstu do cenzurowania i karania za de facto wyrażanie niepopularnych i niewygodnych dla niego poglądów i opinii - a takie działania są nie do pogodzenia z prawem do wolności słowa.

Obywatel ma konstytucyjne prawo wyrażania swoich opinii, nie tylko przez formalną i odpowiedzialną krytykę, ale też przez inne swobodne i kontrowersyjne formy ekspresji.

38 lat pózniej Sąd Najwyższy Południowej Dakoty orzekł w sprawie Marcusa J.Suhna i uznał, że jego ekstremalnie wulgarne, obelżywe i chamskie wyzwiska pod adresem policjantów są chronione przez Pierwszą Poprawkę.
We wrześniu 2007 r. w liczącym około 18 tys. mieszkańców miasteczku Brookings w Południowej Dakocie, po 1 w nocy, na głównej ulicy miasta,  Marcus Suhn z około setką innych zgromadzonych tam, podpitych ludzi, zauważył przejeżdżający radiowóz policyjny. Kiedy policjanci przejeżdżali obok zgromadzonych, 
siedzący obok kierowcy oficer David Gibson usłyszał, jak Marcus krzyczał:
Pierdolony glina, kawał gówna! Ty pierdolony policyjny dupku! Gliny to banda pierdolonych odbytów w dupie!”

Oficer Gibson aresztował Suhna za zakłócenie porządku publicznego.  Marcus J. Suhn oskarżony został o poważne zakłócenie porządku i spokoju publicznego. Kodeks przewidywał karę aresztu do 30 dni lub grzywny do 500 dolarów za takie wykroczenie i Suhn został uznany winnym i skazany. Odwołał się od tego wyroku, twierdząc, że skazanie go za obelgi pod adresem policjanta było naruszeniem gwarancji konstytucyjnych zawartych w Pierwszej Poprawce.

Sprawę rozpatrywał Sąd Najwyższy Południowej Dakoty, autorką opinii była sędzina Judith Meierheny. Sędzina stwierdziła, że „swoboda wypowiedzi jest jedną z naszych najbardziej cenionych i gorliwie strzeżonych konstytucyjnych wolności”. Wolność ta nie jest jednak absolutna – w wydanym w 1942 r. orzeczeniu w sprawie Chaplinsky v. New Hamshire Sąd Najwyższy USA uznał, iż „istnieją pewne dobrze zdefiniowane i wąsko określone kategorie wypowiedzi”, które nie podlegają ochronie przed sankcjami prawnymi, jak inne rodzaje wypowiedzi, albowiem „nie są zasadniczą częścią prezentowania jakichkolwiek idei i mają tak niewielką wartość społeczną jako krok do prawdy, tak że nad jakąkolwiek korzyścią, jaka może z nich wynikać, przeważa interes społeczny w utrzymaniu porządku i moralności…” i należą do nich „…wypowiedzi sprośne, obleśne, wulgarne, a także zniewagi lub napaści słowne, które same przez się wyrządzają krzywdę lub skłaniają do natychmiastowej reakcji naruszającej spokój…”.

Jednak od orzeczenia w sprawie Chaplinky’ego upłynęlo ponad pół wieku i gwarancje konstytucyjne dotyczące wolności słowa podlegały dziesiątkom testów w Sądzie Najwyższym i uległy znacznemu rozszerzeniu. Zwiększenie zakresu wolności słowa powodowało zawężanie kategorii wypowiedzi, które w opinii Sądu Najwyższego nie zasługują na ochronę Pierwszej Poprawki.
Dotyczyły te zmiany również kategorii napaści słownych, za jakie uznał wulgarne krzyki Suhna sąd I instancji. Sąd Najwyższy Południowej Dakoty rozważał więc kwestię – jakie racje powodowały potraktowanie obrazliwych krzyków Marcusa jako przestępstwo? i czy taka kwalifikacja była zgodna z duchem i gwarancjami Pierwszej i XIV Poprawki do konstytucji ?

Sąd doszedł do wniosku, iż obelg Suhna pod adresem policjantów nie można traktować jako napaści słownej nie objętej gwarancjami Pierwszej Poprawki, albowiem nie była to wypowiedz, „...którą przeciętnie inteligentny człowiek zrozumie jako zaproszenie do bójki ( agresji)...“Nie było żadnych przesłanek w zachowaniu tak Suhna, jak i wśród ludzi w tłumie, aby policjanci mieli obawy, że zostaną zaatakowani czy pobici, nie zablokowano też drogi radiowozowi. Zachowanie Suhna nie wskazywało, iż jest agresywny i skłonny do przemocy, tak iż niezbędna jest interwencja policji, aby go powstrzymać. Tylko dlatego, że epitety oskarżonego pod adresem policji mogły ich albo kogoś innego obrazić, zirytować lub nawet zdenerwować, nie jest wystarczającą przesłanką, aby uznać je za napaści słowne wyłączone z pod ochrony Pierwszej Poprawki.

Sąd doszedł również do wniosku, że inwektywy wykrzykiwane przez Suhna pod adresem policjantów nie  uniemożliwiały i nawet nie utrudniały im pełniania ich obowiązków służbowych. Prawdą jest, iz były one ektremalnie wulgarne i mogły być odebrane przez adresatów jako bolesne, nieprzyjemne, przykre i obrazliwe, ale nie jest to wystarczający powód, aby uznać je za nie objęte konstytucyjną gwarancją wolności słowa.

Co więcej w orzecznictwie amerykańskim funkcjonariusze policji jak i inni funkcjonariusze publiczni nie muszą być chronieni przed inwektywami obywateli w takim stopniu jak zwykli zjadacze chleba. W orzeczeniu w sprawie Lewis v. City of New Orleans SN USA 1974 Sędzia Louis Powell stwierdził, że gdyby obelgi wypowiedziane były „twarzą w twarz” przez zwykłego obywatela, powinny być traktowane jako napaść słowna i nie podlegałyby ochronie Pierwszej Poprawki, natomiast gdy skierowane były do wyszkolonego funkcjonariusza policji, można się po nim spodziewać znacznie bardziej powściągliwej reakcji i powstrzymania się od przemocy, podczas gdy zwykły obywatel w analogicznej sytuacji mógłby łatwo zostać sprowokowany.

Sąd Najwyższy Południowej Dakoty uznał, iż ani dążenie do zachowania elementarnej kultury i przyzwoitości w wypowiedziach obywateli, ani ochrona abstrakcyjnego autorytetu funkcjonariuszy policji, ani ochrona przed nieprzyjemnymi dolegliwościami, czy to psychicznymi, czy moralnymi jakie obelgi mogły wywołać u adresatów – nie są wystarczającymi przesłankami, aby wypowiedziane przez Suhna inwektywy nie podlegały konstytucyjnej ochronie wolności słowa.
Sahn został uniewinniony. 
Kazde spoleczenstwo ma tyle praw i wolnosci, ile sobie wywalczy i tyle bezprawia i zamordyzmu na ile pozwoli.®
W normalnych demokracjach ta regula dotyczy tak w szerokim rozumieniu funkcjonariuszy publicznych jak i osob w szerokim rozumieniu “publicznych” m.inn. takich, ktore maja wplyw na formulowanie pogladow i zapatrywan spoleczenstwa, czy czesci spoleczenstwa – a wiec powinna ta regula dotyczyc tak "dziennikarzy” jak i politykow. Kazdy kto korzysta z wolnosci slowa w spoleczenstwie demokratycznym winien miec pewnosc prawa, ktore bedzie efektywnie chronilo jego wolnosci i zapobiegalo “zamykaniu ust” w obawie ryzyka poniesienia odpowiedzialnosci prawnej w wyniku arbitralnego dzialania sadow.
W państwie szanującym prawo swych obywateli do swobodnego wypowiadania się, ludzie wyrażający niepopularne poglądy i ujawniający niewygodne fakty, kiedy zaangażowane są ewidentnie emocje, muszą mieć również prawo do ostrego, a więc często dosadnego i być może obrazliwego języka tak, aby od swobodnego wypowiadania się nie odstraszać innych, którzy mają do powiedzenia rzeczy ważne i kontrowersyjne.
Swoboda wyrażania pejoratywnych opinii o tych, którym społeczeństwo powierzyło sprawowanie władzy i o tych ktorzy uzurpuja sobie “rzad dusz” – jest w demokratycznym i szanującym prawa i wolności człowieka państwie rzeczą najważniejszą. Istnienie – lub brak - takiej swobody jest zasadniczym testem na charakter danego państwa i żyjącego w nim społeczeństwa
„żadne społeczeństwo, w którym istnieje przestępstwo zniewazenia wladzy (czy innej osoby publicznej) nie jest, bez względu na to, jakie są inne jego cechy, społeczeństwem wolnym”. Harry Kalven
( najwybitniejszy konstytucjonalisyta amerykański)
Dokładnie takie same argumenty nie tracą swej zasadności w kwesti zgromadzeń. Wolność zgromadzeń jest integralnym elementem i narzędziem wolności słowa. To jest fundamentalna  sprawa  - “byc albo nie byc” jednego z nielicznych narzedzi demokracji, ktore na razie mamy, ale juz niedlugo. Nie dlatego, ze PO, czy inna partia jest be – w koncu graja w co wygrywaja - ale dlatego, że my Naród, Suweren  naszą bezczynnoscią na to przyzwalamy.

wtorek, 10 lipca 2012

"Czucie demokratycznych wartości"




W czerwcu zeszłego roku minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski odpowiadając red.Igorowi Janke na pytanie „ co łączy dziś Polskę i Stany Zjednoczone? odpowiedział:
“Spotykamy się dziś ze Stanami Zjednoczonymi tam, gdzie zbiegają się nasze wartości i interesy…
Po pierwsze spotykamy się jako dwa kraje, które czują wartości demokratyczne do szpiku kości. Jako kraje, które w swej działalności motywowane są wartościami. Wspólnie promujemy demokrację.”


Czy rzeczywiście dla Polaków i Amerykanów “czucie demokratycznych wartości do szpiku kości” oznacza to samo?
Być może odpowiedż na to pytanie znajdziemy tutaj.

  New York Times v. United States sygnatura 403 U.S 713 1971  - to kolejny bardzo wązny wyrok Sądu Najwyższego USA                                                                                                                                                                                                                                                                                                         
Dokladnie 40 lat od przecieku części tzw. Pentagon Papers, całość Raportu sporządzonego w roku 1967/68 z inicjatywy Sekretarza Obrony Roberta McNamary została udostępniona społeczeństwu amerykańskiemu 13 czerwca 2011r.

Robert McNamara powołał Vietnam Study Task Force w czerwcu 1967. Zadaniem 36 analityków ( 19 oficerów wojska, 17 naukowców i cywilnych pracowników administracji) bylo sporządzenie „encyklopedycznej historii Wojny Wietnamskiej“. Do dzisiaj nie wiadomo w jakim celu McNamara zarządził sporządzenie tego  studium. McNamara twierdził, że chciał pozostawić spisaną historę wojny dla historyków, ale nawet Prezydent Lyndon Johson i Sekretarz Stanu Dean Rusk nie wiedzieli nic o tym studium do czasu opublikowania przez Times. Historycy uważają, że McNamara planował przekazanie tego studium swojemu przyjacielowi Robertowi F. Kennedy, który zamierzał kandydować w wyborach prezydenckich w 1968r.

Studium to nazwane przez prasę Pentagon Papers zawierało 3.000 stron historycznych analiz i 4.000 stron oryginalnych dokumentów w 47 tomach zaklasyfikowanych “Ściśle tajne“ (Top Secret – Sensitive). "Sensitive" nie była oficjalną klasyfikacją I oznaczała, iż publikacja studium może być żenująca (be embarrassing) dla administracji.
Daniel Ellsenberg, który przekazał Pentagon Papers reporterowi New York Times – Neil Sheehan, zrobił ksero całego studium i usiłował zainteresować nim polityków od pazdziernika 1969 do lutego 1971 roku  - między innymi Henry Kissingera i Senatorów Williama Fulbrighta i Georga McGoverna, ponieważ nie wykazali oni zainteresowania, zwrócił sie do prasy. Ellsenberg przekazał 43 z 47 tomów dokumentów New York Times w marcu 1971 roku.
Daniel Ellsberg wyjaśniając powody swojej decyzji powiedział – dokumenty te demonstrowały niekonstytucyjne działania przez szereg prezydentów USA, pogwałcenie przez nich przysięgi prezydenckiej, a głównie uważał, że prawda o Wojnie Wietnamskiej przyczyni się do szerokiej debaty publicznej i szybkiego zakończenia tej „ niesprawiedliwej wojny“.
13 czerwca 1971 roku New York Times opublikował 6 stron artykułów i dokumentów z Tajnego Raportu Departamentu Obrony. Rząd USA wystąpił do Sędziów Federalnych w Nowym Yorku i Washingtonie z petycją zakazania New York Times i Washington Post publikowania dalszych części Pentagon Papers. Sędziowie apelacyjni w obydwu miastach po nadzwyczajnych posiedzeniach wydali wykluczające się postanowienia. Sąd Najwyższy USA postanowił rozpatrzyć sprawę.

Ta bezprecedensowa sprawa dotyczyła kwesti niezwykle doniosłej i świetej dla Amerykanów - wolności słowa i wolności prasy zagwarantowanych Pierwszą Poprawką do Konstytucji. Po raz kolejny zwróciła uwagę na szczególną funkcję wolności słowa w społeczeństwie demokratycznym, podkreślając, że każdy kto korzysta z wolności słowa powinien mieć zaufanie do państwa i stanowionego przez nie prawa. Tylko bowiem pewność prawa prowadzi do efektywnej ochrony wolności słowa i zapobiega samoocenzurowaniu się ze względu na ryzyko poniesienia odpowiedzialności prawnej w wyniku arbitralnego działania sądu. Podstawową demokratyczną funkcją wolności słowa jest możliwość kontroli i krytykowaniu działań rządzących.
Pierwsza Poprawka do Konstytucji USA
“ Kongres nie może stanowić praw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani praw ograniczających wolność słowa lub prasy lub naruszających prawo do spokojnego odbywania zebrań i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd…” (poprawka weszła w życie 15 grudnia 1791 roku.W amerykańskiej doktrynie konstytucyjnej przyjmuje się, że XIV Poprawka do Konstytucji rozciąga to postanowienie na władze stanowe.
Normalnie w USA potrzebne jest conajmniej dwa lata, aby sprawa dotarła do Sądu Najwyższego. Ta sprawa byla rozpatrzona przez ten sąd po 12 dniach !  Co więcej Sąd Najwyższy był na urlopie ! Prezes SN USA zwołał nadzwyczajne posiedzenia, odbyły się  one 25, 26 czerwca 1971 roku.


 Prezes Sądu Najwyższego USA, Sędzia Warren Burger przewodniczył rozprawie.
Erwin Griswold, były Dziekan Harvard Law School, przedstawiał i argumentował pozycję Rządu USA.
Aleksander Bickel, profesor Prawa - Yale Law School,  przedstawiał i argumentował pozycję New York Times, William Glendon - pozycję Washington Post.

Poniżej wybrane i w mojej opinii najistotniejsze fragmenty argumentacji obydwu stron i postanowienia, a takze opinii Sędziów Sądu Najwyższego.

Sędzia Burger przywitał adwokatów obydwu stron i publikę. Oddał głos adwokatowi Rządu.


Griswold - Jest bardzo istotne, uważam, aby na tę sprawę spojrzeć z perspektywy. Sprawa ta podnosi niezwykle istotną i trudną kwestię konstytucyjnego prawa do wolności słowa i wolności prasy i słyszeliśmy o tym dużo w ostatnich dwóch tygodniach. Ale też podnosi niezwykle istotną kwestię równie fundamentalną i ważną – prawo Rządu do efektywnego rządzenia. Główny nacisk w tej sprawie położono na Pierwszą Poprawkę i moim zdaniem słusznie. Nie można jednak pominąć w tej sprawie fundamentalnej kwesti podziału władzy w takim sensie, że władza i autorytet, które Konstytucja przyznaje prezydentowi, jako szefowi rządu i głównodowądzącemu Armii i Marynarki i wynikająca z tych kompetencji kwestia integralności instytucji prezydentury: czy ta instytucja – jedna z trzech władz zgodnie z podziałem władzy – może funkcjonować efektywnie....
Problem jest bardzo skomplikowany, jak wszystkie problemy konstytucyjnego prawa i wymaga rozstrzygnięcia dotyczącego konkurujących ze sobą zasad…
Dalej Griswold twierdził, że stempel „ściśle tajne“ na 10 dokumentach w Pentagon Papers  uzasadnia zakaz publikowania. 


Sędzia Potter Stewart - Nie chciałbym odwracać uwagi od sedna sprawy ( dosł. bring in a red herring) – ale chyba to robię – czy chce Pan też powiedzieć, iż te 10 dokumentów, o których Pan mówił, w pełni usprawiedliwiają czy uzasadniają klasyfikację jaka była im nadana?


Griswold – Moja pozycja ...te 10 dokumentów poprawnie są zaklasyfikowane „ściśle tajne“.


Sędzia Potter Stewart – Dziękuję. Jak ja zrozumiałem....


Griswold wchodzi w słowo Sędziemu – Jeden dokument. Powinienem mówić jaśniej, to są cztery tomy z 47 tomów. Wszystkie cztery tomy dotyczą jednego tematu, którego wyciąganie ...byłoby niezwykłej wagi naruszeniem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.
„Cztery tomy“ dotyczyły negocjacji dyplomatycznych USA z Północnym Wietnamem. Griswold nie wiedział, że Ellsberg ( który przekazał Pentagon Papers dziennikarzowi New York Times) nie przekazał tych dokumentów, aby chronić dyplomatów.
Sędzia Burger – Jak zrozumiałem – i proszę mnie poprawić, jeżeli zle zrozumiałem – sprawa ta tak naprawdę nie jest uzałeżniona od klasyfikacji tego materiału, czy od kwesti czy w ogóle jest klasyfikowany i jak ?


Griswold – Rzeczywiście, uważam, że takie twierdzenie jest prawdziwe. Myślę jednak, że najważniejsze jest to, ze publikacja tych materiałów ma wpływ na bezpieczeństwo USA. Bedzie miała wpływ na życie wielu ludzi. Bedzie miała wpływ na zakończenie wojny. Będzie miała wpływ na więzniów wojennych i ich uwolnienie...Moim zdaniem taki wpływ na bezpieczeństwo USA powinien być podstawą zakazu publikacji.


Griswold– jeżeli ten materiał nie był nigdy tajny, myślę że mielibyśmy dużo większe trudności z argumentami w tej sprawie: na przyklad załóżmy gdyby ten materiał był częścią publicznego wystąpienia prezydenta.


Sąd – Ale wtedy ten materiał już bylby publiczną domeną. To zupełnie co innego.


Griswold – Zgoda. Ale nie mozemy też tylko powiedzieć „Nie możecie tego publikować, ponieważ to bedzie miało śmiertelny wpływ na bezpieczeństwo Stanów“ ...


Sąd – I wtedy sprawa opierałaby się na nieprzekonywujących i niepewnych faktach. I w takim razie, w Pana domniemaniu sprawa opiera się na faktach. Czy tak?....musimy więc zająć się faktami, ewidencją w tej sprawie - przedstawionej jako tajna.


Griswold – Proszę Wysokiego Sądu - w większości tak...

Griswold krytykuje poniżej postanowienie Sędziego Gerarharda Gesell, który orzekał w sprawie Washington Post. Sędzia Gesell stwierdził, że Rząd musi udowodnić „natychmiastowe i bezpośrednie niebezpieczeństwo“ dla USA, aby uzasadnić zakaz publikacji.
                                                                                                                                                                  
Griswold – Jeżeli standard jest taki, że nie możemy zapobiec publikacji nielegalnie zdobytych materiałów, chyba że udowodnimy i teotetycznie i praktycznie....że może to spowodować zerwanie relacji dyplomatycznych, czy ze spowoduje to atak wojskowy na USA, sugeruję, że standard śędziego Gesell jest zbyt zawężony. Ten standard powinien brzmieć „ wielkie i nienaprawialne szkody dla bezpieczeństwa USA“...Nie mam najmniejszych wątpliwości, że materiał już opublikowany i publikacja dalszych materiałow będzie miała wpływ na życie Amerykanów i jest to niezwykłej wagi wpływ. Powiedzenie, że prawo do publikacji moze byc odebrane tylko, jeżeli jutro rano wybuchnie wojna, kiedy ta wojna już trwa jest nieusprawiedliwionym zawężeniem problemu.


Sędzia Burger oddaje głos Aleksandrowi Bickel.


Bickel – Wysoki Sądzie , nawet przez chwilę nie twierdziłem, ze prezydent nie ma prawa do ustalenia systemu klasyfikacji dokumentów rządowych i że nie ma władzy aby zarządzać tym systemem i procedurami w ramach pryznależnej mu władzy wykonawczej....Zgadzamy się z argumentami w tej sprawie, że zakaz  publikacji, podobnie jak wszystkie inne prawa konstytucyjne nie jest absolutem. I po za tym stwierdzeniem proszę Wysokiego Sądu, nasza pozycja jest odmienna i dużo bardziej skomplikowana.
Po pierwsze nasza pozycja dotycząca fundamentalnej zasady rozdzialu władzy – naszym zdaniem prezydent nie ma takich uprawnień, które mogłyby być podstawą i uzasadniać zakaz publikacji. I po wtóre, rozpatrując pryncypia Pierwszej Poprawki, które dotyczą i punktu pierwszego, nasuwa się pytanie dotyczące standardu przed poznaniem faktów – standardu, który interpretujemy całkowicie odmiennie niż strona Rządu.


Sąd – Z tego rozumiem, że może Pan zgodzić się bez problemu z twierdzeniem, ze te 47 tomów materiałów, chociaż satysfakcjonują definicję „ściśle tajne“ na potrzeby władzy wykonawczej, to jednak nie satysfakcjonują Pana standardów?


Blickel– Tak , głównie z powodu notorycznego klasyfikowania...


Sąd przerywa – Nie, nie moje pytanie brzmiało - umówmy się na chwilę, że są jakieś dokumenty ... poprawnie zaklasyfikowane „ściśle tajne“. Czy chce Pan powiedzieć, ze to niekoniecznie oznacza, ze pański standard jest usatysfakcjonowany?


Blickel – Dokładnie tak, Proszę Wysokiego Sądu, powiedzial bym, że....


Sąd - Dobrze, ja uważam – i nie znalazłem nigdzie w Pana dokumentach, czy w dokumentach tych spraw, gdzie gazety sugerowałyby, chociaż przez moment, że w tych materiałach, w tych 47 tomach nie ma dokumentów, ktore uzasadnialyby poprawnie zdefiniowanie ich jako „ściśle tajne“.


Blickel – Po zapoznaniu się z wnioskami strony rządowej, uważam, że nie ma tam takowych. ...Gdyby takowe były, na pewno dawno wiedzielibyśmy o nich.


Sędzia Stewart – Teraz Panie Blickel, ponieważ większość akt w tej sprawie jest tajna,.. musimy rozpatrywać ją abstrakcyjnie....Załóżmy, że kiedy członkowie tego sądu zapoznają się z tymi dokumentami, znajdziemy tam absolutnie przekonywujące dowody, że konsekwencją ujawnienia tych dokumentów bedzie śmierć stu młodych ludzi, któtych jedynym przestępstwem było to, iż mieli po 19 lat i byli najwyżej na liście poboru. Co wtedy mamy zrobić?


Blickel -  Chciałbym żeby był paragraf i na taką sytuację.


Sędzia Stewart – Ale takiego paragrafu nie ma. Pytam się Pana - co mamy zrobić w tej sprawie? Czy powie Pan, że Konstytucja wymaga opublikowania tych dokumentów, a ci chlopcy mają umrzeć? Czy tak?


Blickel – Nie, nie. Myślę, że w takiej sytuacji....człowieczeństwo będzie ważniejsze od  bardziej abstrakcyjnej „dewocji“ do gwarancji Pierwszej Poprawki...


Sędzia Hugo Black – zapytał czy Kongres może zakazać publikacji prasie.


Blickel -  Nie stoimy poki co przed takim problemem ....musialbym zapoznać się ewentualnie z taką ustawą....


Sędzia Hugo Black -  Dlaczego ustawa miałaby jakieś znaczenie? Przecież Pierwsza Poprawka stanowi wyraznie - „Kongres nie może ograniczać wolności prasy“. Pan interpretuje to, że Kongres może ustanowić „jakieś prawo“ ograniczające wolność prasy?


Blickel –Nie, proszę Wysokiego Sądu. Zgodziłem się tylko...że jakieś ograniczenia dotyczące absolutności tego zakazu jest możliwe....


Sędzia  Black – To jest bardzo dziwne, iż Pan podnosi taki argument będąc adwokatem Times, że Kongres może ustanowić taką bezprawną ustawę!


Blickel – Nie taki był mój argument. Przynajmniej mam nadzieję...


Sędzia Black – Taka była moja impresja i to jest to co pamiętam najwyrazniej z Pana argumentacji.

Sędzia Burger oddał głos adwokatowi Washington Post - Williamowi Glendonowi.


Sędzia Burger – Panie Glendon, jak Rząd może udowodnić swoją pozycję, spełniając standard postawiony przez Sędziego Gesell? Ta sprawa nie spowoduje pojawienia się statków wojennych w Porcie Nowego Jorku, nie uruchomi rakiet, ale czy może Pan powiedzieć, ze nie jest to sprawa życia i śmierci?


Glendon -  Proszę Wysokiego Sądu, myślę, że jeżeli mamy rozważać możliwości czy przypuszczenia przeciwko zawieszeniu, czy okrojeniu Pierwszej Poprawki, odpowiedz jest oczywista. Możliwość i przypuszczalne hipotezy, że negocjacje dyplomatyczne będą trudniejsze, czy żenujące nie usprawiedliwiają i nie uzasadniają – i to jest sedno tej sprawy - ....nie usprawiedliwiają zawieszenia Pierwszej Poprawki.


Sędzia Burger – Pana pozycja jest teraz taka, że żąda Pan, aby gwarancje Pierwszej Poprawki były respektowane?


Glendon – Tak właśnie.


Sędzia Burger – I mówi Pan, że gazeta ma prawo do ochrony swoich zródeł, ale Rząd nie ma takiego prawa?


Glendon – Nie widzę tutaj żadnej rozbieżności. Jestesmy tutaj na pozycji żądającego, aby nie wprowadzono zakazu publikacji, ponieważ byłoby to naruszeniem naszych gwarancji konstytucyjnych, a przecież równość ( wobec prawa) tego zabrania. Jesteśmy także w takiej sytuacji, że możemy twierdzić, iż zgodnie z gwarancjami Pierwszej Poprawki, mamy prawo do ochrony naszych zródeł. I prawdę mówiąc nie znajduję  tutaj żadnej rozbieżności czy konfliktu....Nie tylko Stany Zjednoczone są tu ofiarą. Sędzia Gesell słusznie podniósł – i uważam, że jest to ważny argument, i ja też tak uważam - że Rząd zapomina o tym, że interesy Stanów Zjednoczonych to interesy obywateli. I jeżeli rozważamy tutaj okrojenie Pierwszej Poprawki, to będzie  to prawo obywateli do  tej wiedzy. Być może jest to tylko abstrakcja, ale na takich abstrakcjach zbudowaliśmy ten kraj i ten Naród, przez ponad dwiescie lat budowaliśmy jego wielkość i potęgę, a teraz  mamy zaakceptować coś, czego nigdy Rząd nie wymagał od nas....

Jeszcze raz dostał głos Griswold. Sędziowie Thurgood Marshall i Hugo Black pytali.


Griswold – W mojej opinii, jeżeli poprawnie sklasyfikowany materiał, został „niepoprawnie“ zdobyty i można wykazać, ze ma to natychmiastowy impakt na bezpieczeństwo kraju, jego publikacja powinna być zakazana.


Sędzia Marshall – Czy w takim razie federalne sądy miałyby spełniać rolę cenzora?


Griswold – Wysoki Sądzie to jest pejoratywna opinia. Nie wiem czy jest jakaś alternatywa.


Sędzia Marshall – Pierwsza Poprawka może nią być. ( śmiech na sali)


Griswold – Tak Proszę Wysokiego Sądu. .... problemem w tej sprawie jest konstrukcja Pierwszej Poprawki. Jest wszystkim znana interpretacja Sędziego Black, iż „żadne prawo“ oznacza „żadne prawo“ i ja szanuję tę pozycję.


Sędzia Black – Tak też myślałem.


Griswold -  Mogę tylko powiedzieć, Wysoki Sądzie, że dla mnie jest równie oczywiste, że „żadne prawo“ nie oznacza zawsze  „żadne prawo“ i chciałbym przekonać Sąd, że to jest prawda.
Cztery dni pózniej Sąd Najwyższy wydał postanowienie w sprawie Pentagon Papers. W trzech krótkich paragrafach sześciu sędziów zgodziło się, iż Rząd nie uzasadnił wystarczająco i przekonywująco swojejego żądania zakazu publikacji Pentagon Papers i zawieszenia tym samym gwarancji Pierwszej Poprawki. Orzeczenie Sąu Apelacyjnego District Columbia ( Sędziego Gesell w sprawie Washington Post) zostało podtrzymane. Orzeczenie Sądu Apelacyjnego Second Circuit ( w sprawie New York Times) zostało skasowane i podtrzymane orzeczenie District Court dla Southern District Nowego Jorku.


6 Sędziów, których opinie były zbieżne i zadecydowały o werdykcie:



Hugo Black podkreślił absolutną wyższość Pierwszej Poprawki i był przeciwny jakiejkolwiek ingerencji w swobodę wypowiedzi bez względu treść i źródła dokumentów.


William O. Douglas w dużej mierze poparł opinię Sędziego Black, twierdząc, że zapotrzebowanie na wolną prasę jako narzędzia kontrolujcego poczynania rządu nie może podlegać ograniczeniu.


William J. Brennan, Jr stwierdził, że publikacji tych  dokumentów nie można zakwalifikować jako jeden z trzech wyjątków od wolności słowa jak w wyroku Near v. Minnesota (1931).


Potter Stewart i Byron R. White zgodzili się, że odpowiedzialność władzy wykonawczej w celu zapewnienia bezpieczeństwa narodowego to także ochrona  danych. Jednakże w dziedzinie obrony narodowej i spraw międzynarodowych, prezydent Stanów Zjednoczonych posiada zbyt dużą konstytucyjną niezależność, która jest praktycznie niekontrolowana przez władzę legislacyjną i władzę sądowniczą. "W przypadku braku kontroli rządu i równowagi, jedynym skutecznym ograniczeniem dla polityki władzy wykonawczej może byç oświecenie obywateli - a co za tym idzie świadoma i krytyczna opinia publiczna, która sama może decydować o ochronie wartości demokratycznych.


Thurgood Marshall twierdził, że termin "bezpieczeństwo narodowe" jest zbyt szeroki, aby usankcjonować zakaz publikacji.
3 Sędziów nie zgodziło się z werdyktem i wyrazili zdania odrębne.


Prezes Sądu Najwyższego Warren Burger twierdził, że "imperatyw wolnej prasy i wolności słowa wchodzi w kolizję z imperatywem skutecznego funkcjonowania nowoczesnego rządu ". Twierdził on,  że pośpieszne postępowanie, oraz z uwagi na ilość - rozmiar dokumentów, Sąd nie był w stanie uzyskać wystarczających ilość informacji, aby podjąć poprawną decyzję. Sędzia Burger  również twierdził, że Times powinien omówić możliwe konsekwencje z rządem przed publikacją materiału. Sędzia nie twierdzi, że rząd udowodnił swoje tezy, ale raczej, że decyzja nie powinna być dokonana tak szybko.

Sędziowie John M. Harlan i Harry A. Blackmun dołączyli do Prezesa Sądu i poparli jego opinię.