Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plichta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plichta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Lewe prawo (128)


GRAMY?

   Mam pomysł - za "Bóg zapłać" - dla bukmacherów: przyjmujcie zakłady, co w najbliższej przyszłości stanie się z Marcinem P., twórcą piramidy finansowej Amber Gold, innowacyjnym jak Lech Wałęsa (tak jeszcze niedawno przyrównywał go prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, polityk Platformy Obywatelskiej), mężem Katarzyny Plichty (póki co, jej nazwisko jest jawne). Powiększy towarzystwo "seryjnych samobójców", osób publicznych umierających w tajemniczych okolicznościach, czy ucieknie za granicę, by tam żyć jeszcze długo i szczęśliwie za pieniądze ukradzione klientom swego parabanku?

   Obstawiam, że Marcin P. będzie chciał jednak uniknąć rychłego pogrzebu. I jeśli mu się poszczęści, jak dotychczas z prokuraturami i sądami, to może dotrwa na przymusowej emigracji nawet do premiery nowego filmu Andrzeja Wajdy, zatytułowanego oczywiście "Człowiek ze złota".

www.adam-klykow.blog.onet.pl

pro1@onet.eu

środa, 15 sierpnia 2012

Lewe prawo (120)


OBYWATELE, ODSTOSUNKUJCIE SIĘ

OD BIZNESOWEGO GENIUSZA!

   Sorry, ale od wczoraj (dziś mamy 15.08.2012) jestem porządnie wnerwiony i muszę się odstresować na piśmie.

   Premier Donald Tusk, polityczny idol lemingów i innych użytecznych idiotów, uświadomił Polakom, w jakim "państwie prawa" żyją. Z pewną nieśmiałością podzielił się z narodem złoto-bursztynową myślą, że nie każde oszustwo (z kontekstu wynikało, że finansowe też!) to przestępstwo.

   Jeśli dobrze zrozumiałem, prezes Amber Gold Marcin Plichta jest w porządku, bo zgodnie z prawem rejestrował swoje kolejne firmy i obiecywał powierzającym mu pieniądze klientom, że oni może nie zawsze będą młodzi i piękni, ale bogaci - jak najbardziej. A że w rzeczywistości zamiast zyskać, tracili - no trudno, chciał chłop dobrze.

   Kiedy ja zmądrzeję i przestanie mnie dziwić, że w sprawach przeciwko Plichcie, biznesowemu geniuszowi, prokuratorzy umarzali śledztwa albo wręcz odmawiali wszczęcia postępowań? Sędziowie natomiast, jeśli już tego recydywistę skazywali, to tylko w zawiasach, by w więzieniu nie zabrakło miejsca dla pijanych rowerzystów itp. szczególnie niebezpiecznych typów.

   Dowodem mojej głupoty jest domniemywanie, że ten Plichta to potrafi korumpować kogo trzeba. Oj, należy mi się autoreprymenda: Kłykow, frajerze jeden, ty kompletnie nie rozumiesz, co znaczy budować w Polsce prawdziwy kapitalizm wspólnym wysiłkiem Tuska, Plichty, prokuratorów, sędziów etc.!


wtorek, 14 sierpnia 2012

Lewe prawo (117)


KRACH BURSZTYNOWEGO ZŁOTA

   Parabank Amber Gold zbankrutował. Jego klienci zamiast nadzwyczajnych zysków z lokat w złoto - liczą takież straty, a media karmią publikę coraz bardziej zdumiewającymi faktami.

   Okazuje się, że szef Amber Gold - Marcin Plichta vel Marcin Stefański (na zdjęciu) dorobił się w swojej biznesowej karierze nie trzech, lecz sześciu wyroków sądowych za przekręty finansowe. Był kwartał w areszcie, ale ani jednego dnia w więzieniu! Ostatnio zdążył zarejestrować w sądzie bez żadnych kłopotów kolejną spółkę do robienia pieniędzy. Z żoną jako prezesem i sobą w radzie nadzorczej! Co sądzić o takich sądach? Co myśleć o naszym "państwie prawa"?

   Ten i ów na kontaktach z Plichtą to i owo zarobił. Księża z gdańskiego kościoła świętego Mikołaja - ponad milion złotych darowizn, a Michał Tusk vel Józef Bąk - po 5.950 zł plus VAT (początkowo wymieniano kwotę 5.500 zł) wynagrodzeń przez kilka miesięcy za dublowanie swoich obowiązków służbowych, pełnionych w Porcie Lotniczym im. Lecha Wałęsy (gdzie po odliczeniu podatku dostawał 3.300 zł), w konkurencyjnej firmie OLT Express, ściśle związanej z Amber Gold.

   Z premierowiczem, który sam siebie trafnie nazywa debilem, jest też inny poważny problem, któremu na imię naruszenie zasad etyki zawodowej dziennikarzy. Gdy był jeszcze pismakiem "Gazety Wyborczej", uczestniczył w układaniu pytań i odpowiedzi (sic!) do wydrukowanego w tym dzienniku wywiadu z dyrektorem OLT Express - Jarosławem Frankowskim.

    Co na to premier i tatuś Michała zarazem? Mija kilkanaście dni od upublicznienia afery z Amber Gold w roli głównej i synem szefa rządu w tle, a złotousty zazwyczaj Donald Tusk jakby zaniemówił...


czwartek, 9 sierpnia 2012

Lewe prawo (110)


ABY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ.
  
SYNOWI PREMIERA

   Bagatelizowanie przez szefa rządu nawet raportów Najwyższej Izby Kontroli zaowocowało aferą, której odprysk trafił w premierowicza.

   Michał Tusk, syn Donalda, był przez 7 lat dziennikarzem "Gazety Wyborczej". Specjalizował się w tematyce transportowej.

   Zrobiło się o nim głośno, gdy PKP zafundowały mu wycieczkę do Chin za pieniądze publiczne. Próbowano wówczas tłumaczyć, że to nagroda za najlepszy tekst dziennikarski w konkursie "Człowiek roku - przyjaciel kolei". Wnet wyszło na jaw, że syn premiera żadnym laureatem nie był. Był tylko jednym z uczestników konkursu, hojnie wyróżnionym "za pochodzenie".

   Potem okazało się - piszą Dorota Kania, Wojciech Mucha i Tadeusz Święchowicz w Gazecie Polskiej z 8.08.2012 - że młody Tusk jest bardziej przyjacielem lotnictwa niż kolei. Tak wielkim, że w bieżącym roku był wręcz rozchwytywany przez konkurujące ze sobą firmy: Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy w Gdańsku i upadłą zaledwie 3-4 miesiące po starcie tanią linię lotniczą OLT Express - spółkę podległą również bankrutującemu parabankowi Amber Gold.

   Dla obu firm Michał Tusk wykonywał te same usługi. Analizował mianowicie ruch lotniczy z Gdańska. Za dublowanie pracy otrzymywał z OLT Express wynagrodzenie w wysokości 5,5 tys. zł miesięcznie. Więcej niż zarabiał w macierzystym Porcie Lotniczym!

   Umowę z OLT Express, będącą klasycznym przykładem konfliktu interesów, syn premiera zawarł bezpośrednio z prezesem Amber Gold Marcinem Plichtą. Człowiekiem, który gdy był Marcinem Stefańskim (nazwisko zmienił po ożenku, pożyczając je od żony Katarzyny) zaliczył trzy wyroki sądowe (każdorazowo: kary więzienia z zawieszeniem) za wyłudzenia i oszustwa finansowe.

   Jeszcze dwie dające do myślenia ciekawostki. W korespondencji elektronicznej z firmą Plichty, Michał Tusk posługiwał się adresem mejlowym na nazwisko Józef Bąk. A ze swych kontaktów z biznesowym przestępcą tłumaczył się w wywiadzie w "Gazecie Wyborczej", który został opublikowany tylko w gdańskiej mutacji tego ogólnopolskiego dziennika.

   Gwoli obiektywizmu dodam, że Donald Tusk, ojciec Michała, na wieść o nieuczciwej współpracy syna z Plichtą podobno się na swego potomka porządnie wkur…zył  i go opier…niczył.