Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dowody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dowody. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 października 2012

Lewe prawo (208)


POSZLAKI JAK DOWODY

   Aby skazać kogoś za zabójstwo, trzeba mieć niepodważalne dowody popełnienia przez niego zbrodni. Truizm? Nie dla funkcjonariuszy tzw. wymiaru sprawiedliwości w III RP. Im wystarczają poszlaki.

   Dorota Kaźmierska została skazana przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy na 25 lat więzienia. Za rzekome zabicie męża z jego pistoletu. Ona twierdzi, że tego nie zrobiła. Do śmiertelnego strzału przyznała się natomiast, w obecności wezwanych pracowników pogotowia ratunkowego, jej nieletnia córka Patrycja.

   W tle tej tragedii w inteligenckiej, zamożnej rodzinie była psychiczna i fizyczna przemoc męża wobec żony. On często katował ją na oczach dzieci, po pijanemu i na trzeźwo. Potem przepraszał i zapewniał, że już nigdy więcej. Po czym upokarzał i bił znowu.

   Na pistolecie, który wcześniej jego właściciel niejednokrotnie przystawiał torturowanej kobiecie do skroni, nie znaleziono żadnych odcisków palców. Podstawę 25-letniego wyroku stanowiło domniemanie, że skoro zastrzelony znęcał się nad swoją żoną - to tylko ona mogła być sprawczynią mordu.

   Badający Kaźmierską psycholodzy uznali ją za osobę o wysokim ilorazie inteligencji, w naturze której nie leży zabijanie. Tymczasem sąd umniejszał znaczenie wszystkiego, co mogłoby wpływać na jej korzyść.

   Maciej Lisowski i Monika Kryk z monitorującej tę sprawę Fundacji "Lex Nostra" zapytali Kaźmierską, co radziłaby kobietom - ofiarom mężowskiej przemocy. Odpowiedziała tak: "Żeby się spakowały, uciekały jak najdalej od sprawcy i nigdy nie mówiły nikomu, gdzie są, bo to jest chyba jedyne wyjście".

   Obecnie skazana przebywa w więzieniu w Grudziądzu, gdzie zapracowała na bardzo pozytywną opinię. Po kilku latach odbywania kary, stara się przy pomocy kancelarii "Lex Nostra" o wznowienie postępowania.
 
 

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

MIRANDA v. ARIZONA - konstytucyjne prawa podejrzanego




Miranda v. Arizona

„... wiekuiste doświadczenie uczy, że wszelki człowiek, który posiada władzę, skłonny jest jej nadużyć; posuwa się tak daleko, aż napotka granice. Któż by powiedział! Nawet sama cnota potrzebuje granic." Monteskiusz

Każdy z nas spotkal się oglądając amerykańskie filmy kryminalne z „prawami Mirandy“, które aresztujący policjant czyta podejrzanemu –
Ø   Masz prawo do zachowania milczenia.
Ø   Wszystko, co powiesz  lub zrobisz, może być użyte przeciwko tobie w sądzie.
Ø   Masz prawo do adwokata.
Ø   Jeśli nie możesz pozwolić sobie na adwokata, zostanie ci przyznany z urzędu.
Ø   Czy rozumiesz  prawa, które właśnie ci przeczytałem?

Ale nie każdy wie jaka jest historia tych praw. A wszystko zaczęło się 2 marca 1963r w Arizonie, kiedy młoda kobieta Patty McGee zgłosiła na policji, że została porwana i zgwałcona. 11 dni później policja znalazła samochód Packard, którym kobieta została porwana. Samochód rozpoznał brat kobiety, który był widział ten samochód odjeżdżający z pod jej domu. Właścicielem samochodu okazał się Ernest Miranda. Policja aresztowała Mirandę.

Na posterunku policji, wezwana Patty rozpoznała gwałciciela. Po dwóch godzinach przesłuchania podejrzany przyznał się do porwania i gwałtu, a także do innego przestępstawa.

Miranda stanął przed sądem. Bronił go adwokat z urzędu wyznaczony przez sędziego. Jedynym dowodem w sprawie były zeznania oskarżonego . Ława przysięgłych uzńała go winnym  i sędzia skazał go na 25 lat więzienia.

Sąd apelacyjny podtrzymał wyrok. Z więzienia Miranda napisał petycję do Sądu Najwyższego. Sprawa Mirandy zainteresowała sędziów SN. Ernest Miranda uważał, że policja powinna poinformować każdego podejrzanego o jego prawach wynikających z  Piątej i Szóstej Poprawki. Sąd Najwyższy uznał, iż jest to problem wymagający rozstrzygnięcia, właśnie w takim kontekście.

W 1964 r. Sąd Najwyższy orzekł w sprawie  Escobedo v. Illionois, iż policja musi zezwolić podejrzanemu na skontaktowanie się z adwokatem na jego żądanie. Odmowa tego żądania pogwałciła prawo podejrzanego do milczenia  wynikające z Piątej Poprawki i wynikające z Szóstej Poprawki prawo do pomocy adwokata.

28 lutego 1966 roku, Sąd Najwyższy USA słuchał ustnych argumentów w sprawie Miranda przeciwko Arizonie.
Sala sądu wypełniona była po brzegi, ponieważ poprzednia sprawa dotyczyła dr Samuela Shepparda, którego zabójstwo żony był podstawą do serialu i filmu Ścigany.

Mirandę reprezentował John J. Flynn, renomowany obrońca w jednej z największych firm prawniczych w Phoenix - Lewis, Roca, Scoville, Beauchamps & Linton. Flynn wziął sprawę pro bono ( na prośbę The American Civil Liberties) i poprosił o pomoc  partnera, Johna P. Frank.

Gary Nelson, zastępca Prokuratora Generalnego Arizony przedstawił argumenty w imieniu Stanu Arizona.

Sąd Najwyższy połączył sprawę Mirandy z trzema podobnymi sprawami i rozpatrywał je razem. Kilkanaście organizacji złozyło prośbę o przyłaczenie się do sprawy jako przyjaciele sądu po obydwu stronach. Sąd przyjął pisemne opinie kilkunastu organizacji i zdecydował rownież wysłuchać Prokuratora Duane Nedruda z  Narodowego Stowarzyszenia Prokuratorów Okręgowych i Telforda Taylora, w imieniu stanu Nowy Jork.

Oryginalny dziewięcio stronicowy wniosek o podjęcie sprawy adwokatów Mirandy, po przyjęciu wszystkich pisemnych argumentów po obu stronach wynosił ponad 700 stron.

Pierwszy przedstwial swoje argumenty John Flynn.

Flynn zreferował sądowi  przebieg wydarzeń na komisariacie policji po aresztowaniu Mirandy. Ernest Miranda miał 23 lata, kiedy rankiem 13 marca 1963 roku został aresztowany i przewieziony na komisariat przez dwóch funkcjonariuszy Young i Cooley.  Na posterunku został natychmiast rozpoznany przez ofiarę gwałtu, a po złożeniu zeznań ( gdzie przyznał się też do innego przestępstwa - rabunku) został zidentyfikowany przez ofiarę rabunku. Podejrzany najpierw twierdził, że jest niewinny, po około 2 godzinach przesłuchania przyznał się, opowiedzial przebieg wydarzen i podpisał spisany na maszynie protokól przyznania się do winy.

FLYNN „... ​​w żadnym momencie podczas przesłuchania i przed jego „spowiedzią“ nie został poinformowany o jego prawie do milczenia, jego prawie do adwokata, czy jego prawie do skonsultowania się z obrońcą  i  taka była praktyka w Arizonie w tym czasie, jak przyznali  funkcjonariusze policji w ich zeznaniach....

Protokół zakończono formułą - Ja, Ernesto A. Miranda, niniejszym przysięgam, że to oświadczenie złożyłem z własnej nieprzymuszonej woli, bez żadnych gróźb, przymusu czy  obietnic, oraz z pełną świadomością swoich praw, rozumiejąc że to oświadczenie może być użyte przeciwko mnie.  Pod tą formułą złożył podpis podejrzany...

SĘDZIA FORTAS: Panie Flynn, przykro mi , że muszę przerwać panu, ale powiedział pan, że Miranda nie został poinformowany, że może milczeć? Czy można tak powiedzieć ?

 FLYNN: To prawda, Wysoki Sądzie.

SĘDZIA FORTAS: Czy istnieje spór co do tego?

 FLYNN: Tak, istnieje, Wysoki Sądzie i myślę, że wynika  z dodatkowego zarzutu rabunku. W związku z tym chciałbym odpowiedzieć na pytanie odwołując się do strony 52 składającego petycję...
FLYNN czyta ze stenogramu rozprawy sadu I instancji - zeznania oficerów, ktorzy przesłuchiwali podejrzanego:

Pytanie: "Czy w jakimkolwiek momencie, zanim złożył oświadczenie, podejrzany został poinformowany, że ​​cokolwiek powie może być użyte przeciwko niemu?

Odpowiedź:.'' Nie"
Pytanie: "Nie został ostrzeżony?"

Odpowiedź:.'' Nie“

Pytanie: "Czy został poinformowany o jego prawach dotyczących reprezentacji  adwokata?"

SĘDZIA STEWART zapytał co policja powinna zrobić, kiedy uważali, że mają sprawcę? Czy mial prawo do adwokata ( na tym etapie śledztwa)?

FLYNN: Myślę, że człowiek, jeśli zdawał sobie sprawę ze swoich praw, jeśli był wystarczająco zamożny, jeśli był wykształcony wiedziałby, że ma prawo do milczenia wynikające z Piątej Poprawki i do żądania reprezentowania przez adwokata. Ale w przypadku...Mirandy,  człowieka o ograniczonej edukacji, człowieka, który z pewnością jest chory psychicznie, który jest na pewno biedny....policja, przynajmniej, miała obowiązek  poinformowania go o jego prawach..

Po dłuższej wymianie zdań z Flynnem, sędzia Stewart zdecydował „przekierować“ dyskusję

SĘDZIA STEWART: Cóż, znowu niechciałbym przeskadzać i przepraszam, ale myślę, że po pierwsze najważniejsze jest określenie, co to są  za  prawa podejrzanego, wynikające z konstytucji.... Nie można  być poinformowaniym o swoich prawach, jeżeli ktoś  nie wie, co to  są za prawa.

FLYNN: To jest właśnie mój punkt widzenia. A jedyną osobą, która może odpowiednio poinformować podejrzanego...jest adwokat .

SĘDZIA STEWART: I o jakich prawach  adwokat poinformowalby podejrzanego ?

FLYNN: O tym, że ma prawo do milczenia, że miał prawo nie składać żadnego oświadczenia, że ​​miał prawo być reprezentowany przez adwokata, a jeżeli był zbyt biedny, aby zatrudnić adwokata,  powinien być poinformowany, że zostanie mu przyznana pomoc adwokata z urzędu.

Po dłuższych argumentach Flynna i pytaniach sędziów:

SĘDZIA STEWART: Czy zarzucasz w tym przypadku, że ta „spowiedź“ podejrzanego była wymuszona?

FLYNN: Nie, Wysoki Sądzie.

SĘDZIA STEWART: Napewno ?

FLYNN:. Napewno. Nigdy nie podnosiłem, że (Miranda) był „zmuszony“ do przyznania się w sensie grożenia, obiecywania, czy tego rodzaju nakazów etc.

SĘDZIA BLACK:  Chyba nie musi mieć przylożonego pistoletu do głowy, czy nie tak?

SĘDZIA WHITE: Pewnie że nie! Jednak według  pana teorii był zmuszony czy nie ?

FLYNN: Nie pistoletem przyłożonym do głowy, jak powiedział sędzia Black. Został pozbawiony praw, których nie znał i nie wiedział,  że może z nich korzystać.

Przewodniczący Sadu Najwyższego, były prokurator zapytał…

SĘDZIA WARREN: Panie Flynn, można by powiedzieć, że jeśli policja powiedziała do tego młodego człowieka: " Jesteś miłym młodym człowiekiem, a nie chcemy cię skrzywdzić...jesteśmy twoimi przyjaciółmi i jeśli tylko powiesz nam jak popełniłeś to przestępstwo, zawieziemy Cię do domu i nie będziemy cię ścigać ", że byłoby to naruszenie Piątej Poprawwki i że z technicznego punktu widzenia, nie byłoby „zmuszaniem "go do złożenia zeznań. Byłoby zachętą, prawda?

FLYNN: Zgadza się.

SĘDZIA WARREN: Przypuszczam, że chcesz dalej twierdzić, że nadal chodzi o Piątą Poprawkę, czy nie tak?

FLYNN: To jest dalej naruszenie  Piątej Poprawki.

SĘDZIA WARREN: To miałem na myśli.

Sędzia Black zapytał Flynna czy Konstytucja gwarantuje prawa WSZYSTKIM obywatelom?

FLYNN:  Napewno gwarantuje prawa  zamożnym, wykształconym i silnym – zamożni mają wystarczające środki finansowe do zatrudnienia adwokata, wykształceni mają wystarczającą wiedzę, żeby znać swoje prawa, a silni wytrzymają przesłuchanie policji i wymuszą swoje prawa.

Dalej Flynn argumentował, iż Konstytucja nie gwarantowała Mirandzie jego praw podczas przesłuchania na posterunku policji, ponieważ nie jest ani wykształcony,  ani zamożny.

Następnie zabrał głos zastępca Prokuratora Generalnego stanu Arizona – Gary Nelson

Argumentował on , że nie jest to kwestia naruszenia Piątej Poprawki do konstytucji ( prawo do milczenia, prawo odmowy udzielenia odpowiedzi, jeżeli mogłoby to narazić na odpowiedzialność za przestępstwo), lecz jedynie kwestia Szóstej Poprawki podobnie jak w decyzji SN w sprawie Escobedo. Wezwał sędziów do wyjaśnienia swego stanowiska w tej kwesti. Argumentował, że zmuszanie policji do informowania podejrzanych o ich prawach,  poważnie zagrozi bezpieczeństwu publicznemu.

Po przedstawieniu wstępnych argumentów, sędzia Abe Fortas zapytał Nelsona:

SĘDZIA FORTAS: Załóżmy, że był on (Miranda) poinformowany o przysługujących mu prawach. Czy pana zdaniem jest istotne, kiedy został poinformowany? To znaczy, czy było to na początku przesłuchania, czy też wtedy, gdy był gotów do podpisania pisemnego przyznania się? Czy jest jakaś różnica – kiedy?

NELSON: Zakładając na chwilę, że taka informacja i ostrzeżenie  ma być wymagane, myślę, że aby miały jakikolwiek sens (efekt), powinna być udzielona zanim podejrzany  złozy jakiekolwiek oświadczenie.
.
SĘDZIA FORTAS: Dobrze. Czy teraz uważa pan, że informacja i ostrzeżenie jest konieczne przed przesłuchaniem, bez obecności adwokata i  (uzyskane informacje podczas przesłuchania) mogą być wykorzystane  podczas procesu?

NELSON: Nie.

SĘDZIA FORTAS:  Jakie jest więc pana stanowisko na ten temat?

NELSON: Moja pozycja w zasadzie jest taka, iż …każda sprawa jest inna i sąd musialby ustalić, albo sąd albo prokurator …będzie musiał dokonać ustaleń odnośnie tego, czy oskarżonemu w związku z okolicznością złożenia zeznań odmówiono specyficznych praw, czy to prawa do adwokata, prawa do niezeznawania przeciwko sobie - i wtedy wszystkie te czynniki - jak wiedza oskarżonego, długość przesłuchania i inne okoliczności będą istotne  i (ocenione)

SĘDZIA FORTAS: Czyli,  sporem  tutaj jest, czy Miranda …miał prawo  do ostrzeżenia. i informacji. Czy zgodzi się pan z tym?

NELSON: Oczywiście jest to kwestia sporna. Obszernie argumentowałem, że ani jego charakter, ani jego stan psychiczny czy jego wykształcenie, nie wymagało więcej “niż dostał”. Innymi słowy, dostał ostrzeżenie i informacje  z wyjątkiem informacji o prawie do obrońcy. Nie miał obrońcy. Ale nie odmówiono mu adwokata, takiego wniosku nie składał. Jedynym możliwym prawem, którego odmówiono panu Mirandzie, zakładając, że miał on zdolność rozumienia tego w ogóle, jest fakt, że nie dostał informacji o prawie do obrońcy.

Następnie Nelson prosił sąd, aby nie zajmował “ekstremalnego” stanowiska w uznaniu prawa podejrzanemu do obrońcy (przed złożeniem zeznań)

NELSON: Musimy sobie uświadomić jedno: co obrońca zrobi jeżeli zostanie wezwany na przesłuchanie? Mówię o tym co poradzi podejrzanemu. Przynajmniej wśród prawników nie może być wątpliwości co do tego, że pełnomocnik…ma obowiązek reprezentowania podejrzanego w 100 procentach, wygrać, przegrać, albo remis,  winny czy niewinny. To nasz system. Kiedy obrońca stawi się na przesłuchaniu, przesłuchanie zakończy się!

Następnie sąd wysłuchał argument Telforda Taylora, którą pominę, ponieważ  dotyczyły głownie kwestii korelacji praw stanowych z prawem federalnym.  Dość powiedzieć, że Taylor apelował do sądu, aby wziął pod uwagę doświadczenie policji w przesłuchiwaniu i nie pozbawiał sądów zeznań przyznania się do winy przez podejrzanych, poprzez wprowadzenie obowiązku informowania podejrzanego o jego prawach.
 
Prokuratora Duane Nedrud z  Narodowego Stowarzyszenia Prokuratorów Okręgowych przedstawił swoje argumenty jako następny:

Nedrud twierdził, że policja ma obowiązek ochrony obywateli i orzeczenie na korzyść Mirandy pozbawi ich możliwości uzyskania od podejrzanego najważniejszego elementu materiału dowodowego. Policjanci chcą tylko spełniać swoje obowiązki i nie próbują wsadzać niewinnych ludzi do więzienia. Mają  doświadczenie i wiedzę, której innym brakuje, bo to jest ich praca, badanie przestępstw.

SĘDZIA FORTAS: Czy pan uważa, że powinniśmy lekceważyć (orzeczenie w sprawie) Escobedo ( v. Illionois, patrz wyżej)?

NEDRUD: Sir?

SĘDZIA FORTAS: Czy to pana stanowisko, że należy uchylić Escobedo?

NEDRUD: Myślę, że Sąd słusznie orzekł w sprawie ( Escobedo) w oparciu o fakty.

SĘDZIA FORTAS: Cóż, czyli nie chce pan uchylenia Escobedo?

NEDRUD: Nie, proszę Wysokiego Sądu. To w rezultacie nasz system sprawiedliwości, musimy akceptować zmiany…Jeśli poprosił o adwokata,..to powinien mieć adwokata. Myślę, że nawet państwo powinno i pójdzie tak daleko, aby wyznaczyć mu adwokata z urzędu, gdy prosi o adwokata. Nie sądzę jednak, że powinniśmy w efekcie zachęcić go do “posiadania” prawnika.

Prezes Sądu WARREN: Dlaczego mówisz, że nie powiniśmy zachęcać go, by mieć adwokata?  Czy prawnicy są zagrożeniem?

NEDRUD: Wysoki Sądzie, prawnik musi w naszym systemie sprawiedliwości próbować uwolnienia podejrzanego. To jest jego praca.

SĘDZIA WARREN: Ponieważ to jego zawodowy obowiązek bronić człowieka?

NEDRUD: Tak, proszę Wysokiego Sądu.

SĘDZIA WARREN: Czy uważa Pan, że (broniać człowieka) jest zagrożeniem dla naszego wymiaru sprawiedliwości?

NEDRUD: Myślę, że nie … jest  zagrożeniem per se, ale jest, czyniąc swoje obowiązki, i zapobiegając złożeniu zeznań.

SĘDZIA WARREN: Kiedy więc  przestanie być zagrożeniem?

NEDRUD:  Wysoki Sądzie, ja nie powiedziałem, że był zagrożeniem.

SĘDZIA WARREN: Dobrze, załóżmy, że mówimy tylko o ochronie konstytucyjnych praw podejrzanego – że nie może być zmuszany, aby go  skazać  na podstawie jego własnego świadectwa.

NEDRUD: Wysoki Sądzie ja oczywiście nie interpretuję Konstytucji. Jest to, oczywiście, przywilej Sądu, sir.

Do dyskusji właczył się Sędzia Douglas – chciał się dowiedzieć, kiedy zdaniem Nedruda prawo do milczenia i prawo do obrońcy powinno „zacząć działać“ po aresztowaniu podejrzanego. Po krøtkiej dyskusji Nedrud stwierdzil, że pytaniem na które musi odpowiedzieć sąd jest: czy chcemy, aby sąd  ustalał winę lub niewinność, czy chcemy obrońcy dla podejrzanego. Jeśli obrońca będzie na etapie aresztowania, to będzie on, tak jak powinien, radził podejrzanemu, aby nie zeznawał. Dalej Nedrud twierdził, że przyznanie prawa do obrony i prawa do milczenia podejrzanemu podczas aresztowania, będzie zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego. Zagrożeniem ponieważ uniemożliwi prokuratorom uzyskanie zeznań samooskarżających od podejrzanego, sporządzania aktów oskarżenia i przestępcy będe uwalniani masowo.

Po wysłuchaniu ustnych argumentów, sąd zamknął rozpprawę. Teraz nie pozostawało nic innego jak czekać kilka miesięcy na decyzję sadu.

Tradycyjnie SN USA słucha argumentøw w sprawach od poniedziałku do czwartku, w piątki sędziowie dyskutują sprawy, głosują i wyznacząją sędziego, który napisze uzasadnienie wyroku sądu.

Opinia w sprawie Mirandy została wydana 13 czerwca 1966 roku Prezes Sądu Najwyższego Earl Warren napisał uzasadnienie.  Zgodnie z tradycją w sprawach najbardziej kontrowersyjnych był to obowiązek szefa. Dopiero po trzech głosowaniach i burzliwych, niekończących się  dyskusjach, sporządzeniu trzech  pełnych, różnych projektów uzasadnienia, udało się Przewodniczącemu zabezpieczyć stanowisko większości. Miranda wygrał 5:4.

Sędzia Earl Warren w uzasadnieniu sformułował „Prawa Mirandy“, które musi znać każdy aresztujący funkcjonariusz w USA. Powstało nowe określenie „mirandyzowanie“

Przewidywania oponentów nie sprawdziły się i okazało się, że przestrzeganie praw konstytucyjnych podejrzanych wynikających z Piątej i Szóstej Poprawki nie skutkowało masowym uwalnianiem przestępców i nie zagroziły bezpieczeństwu publicznemu.

Miranda podczas ponownego procesu został skazany ponownie, tym razem na podstawie zeznań swojej konkubiny, która twierdziła, że Ernest w rozmowie z nią przyznał się do gwałtu. Po skazaniu jeszcze raz sprawa ta została skierowana do Sądu Najwyższego z zapytaniem – czy świadectwo jego konkubiny było dopuszczalne. Tym razem sąd nie przyjął sprawy,

Po wyjściu z więzienia w styczniu 1976r. Ernest Miranda został zasztyletowany przez nielegalnego emigranta zMeksyku. Miał 36 lat.

Policja po złapaniu zabójcy poinformowała go o prawach jakie mu przysługują – Prawach Mirandy.

W krajach europejskich standardy te na etapie aresztowania i zatrzymania, przed i po postawieniem zarzutów, są nieporównywalnie niższe. Bez względu na zróżnicowanie prawa, dostęp do adwokata  jest ograniczony, jak również prawo do milczenia i zawiadomienia osoby trzeciej o aresztowaniu.

Orzecznictwo ETPC wyznacza takie standardy  i wymusza na krajach, które podpisały Konwencję do zmiany przepisów krajowych. Niestety jest to proces bardzo wolny.

Najważniejsze orzeczenia ETPC dotyczące dostępu do obrońcy :
Najważniejszy - wyrok w sprawie Salduz v. Turcja (Wielka Izba Trybunału) z 27 listopada 2008. ETPC stwierdził, że prawo do rzetelnego procesu, w myśl art. 6 & 1, wyznacza rzeczywisty i efektywny dostęp do obrońcy przez cały okres postępowania, od momentu pierwszego przesłuchania.

Inne orzeczenia dot. obowiazkowego udziału obrońcy:

Płonka v. Polska, naruszenie art. 6 ust. 1 w zw. z art. 6 ust. 3 pkt c EKPC uznanie za dowód w sprawie wyjaśnień oskarżonej złożonych w postępowaniu przygotowawczym pod nieobecność obrońcy.

Brennan v. Wielkiej Brytanii, Wyrok ETPCz z 16 października 2001 –oskarżony ma prawo  do porozumienia się z adwokatem poza zasięgiem słuchu osoby trzeciej jest jednym z podstawowych wymagań rzetelnego procesu

Pishchalnikov v.  Rosji, Wyrok ETPCz z 24 września 2009
Ocalan v, Turcji, Wyrok ETPCz z 12 maja 2005
Dayanan v.  Turcji, Wyrok ETPCz z 13 października 2009

Regulacje prawne - Polska

Rozpatrując kwestię prawa podejrzango  do informacji o jego prawach – polska procedura karna rozróżnia  dwa pojecia prawne „osoba podejrzana” i „podejrzany”.
Osoba podejrzana może być zatrzymana przez policję na maksymalnie 48 godzin.  Jeżeli w ciągu tych 48 godz. nie zostanie złożony do sadu wniosek o tymczasowe aresztowanie, zatrzymanie może jeszce być przedłużone o 24 godziny.
Podejrzanym jest osoba, co do której wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów albo postawiono jej zarzut w związku z przystąpieniem do przesłuchania w charakterze podejrzanego.

Informacje

Zatrzymany powinien zostać natychmiast poinformowany o przyczynach zatrzymania i o przysługujących mu prawach.
➢ przyczyna zatrzymania powinna być podana w protokole zatrzymania.
➢ K.p.k. nie wymienia konkretnych praw, o których osoba podejrzana powinna zostać pouczona, oprøcz obowiązującego od  2009 r., art. 244 § 2 - zatrzymany powinien być poinformowany o przysługującym mu prawie do skorzystania z pomocy adwokata.

Teoretycznie przyjmuje się, że osoba podejrzana powinna zostać pouczona
• prawie do skorzystania z pomocy obrońcy,
• prawie zwrócenia się do organu sądowego o kontrolę legalności zatrzymania,
• o prawie do zawiadomienia najbliższych o zatrzymaniu. Przepisy nie ustanawiają obowiązku pouczenia osoby podejrzanej o prawie do zachowania milczenia [odmowy odpowiedzi na pytania]. Obowiązek taki istnieje wyłącznie w przypadku podejrzanego.
•  niezwłocznie po zatrzymaniu osoby podejrzanej policja powinna pouczyć ją o przysługującym jej prawie do złożenia oświadczenia, które wciągnięte do protokołu zatrzymania, nie może być wykorzystane jako dowód w sądzie. Protokół zatrzymania jest jednak dokumentem urzędowym i może być odczytany na rozprawie.



Według polskiej doktryny osoba podejrzana nie ma statusu podejrzanego i nie jest stroną procesową, a w związku z tym nie przysługuje jej prawo do korzystania z pomocy obrońcy.  Taka jest tez linia orzecznicza SN.
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podnosi niestrudzenie, że największe kłopoty z dostępem oskarżonych do pomocy prawnej występują na etapie postępowania przygotowawczego. A już korzystanie z pomocy prawnej w trakcie zatrzymania i tuż po zatrzymaniu ma w praktyce charakter incydentalny.

Zresztą nawet Trybunał Konstytucyjny uznał, że wynikające z art. 73 § 2 k.p.k. ograniczenie swobody podejrzanego do kontaktu z obrońcą jest zgodne z Konstytucją. Nie przewidziano też zaskarżalności ograniczen zarządzonych przez prokuratora na podstawie art. 73 k.p.k.

Czyli w praktyce i "osba podejrzana" i "podejrzany" tymczasowo aresztowany, może byç pozbawiony obrońcy.

Art. 215 § 1 k.k.w., tymczasowo aresztowany ma prawo do porozumiewania się z obrońcą podczas nieobecności innych osób oraz korespondencyjnie …ale prokurator może zastrzec, że będzie obecny, przy rozmowie z obrońcą - art. 245 § 1 k.p.k, może też "wyjątkowo" kontrolować korespondencję z obrońcą.

Obecnie trwają prace nad dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady UE dotycząca prawa dostępu do adwokata w postępowaniu karnym oraz prawa do powiadomienia osoby trzeciej o zatrzymaniu. Jest to trzecia wersja dyrektywy zagwarantowania minimalnych praw do rzetelnego procesu w każdym miejscu na terenie UE. Opracowanie dyrektyw bedzie realizacją rezolucji Rady z 30 XI 2009 dotyczącej harmonogramu działań mających na celu umocnienie praw procesowych osób podejrzanych lub oskarżonych w postępowaniu karnym, załączonego do programu sztokholmskiego zatwierdzonego przez Radę Europejską w dniach 10–11 XII 2010.

Poki co prawa zatrzymanego czy tymczasowo aresztowanego sa w stosunku do standardow amerykańskich BARDZO OGRANICZONE.


czwartek, 2 sierpnia 2012

Studium bezprawia - odsłona pierwsza - super śledczy


Gdy prokurator fałszuje prawdę, a sędzia jest również oskarżycielem stanowi to triumf siły, a nie sprawiedliwości.
Informuję czytelników, iż wszystkie zbieżności z prawdziwymi postaciami i wydarzeniami nie są żadnym przypadkiem. Historia jest prawdziwa i występujące postacie są prawdziwe.
Wolność wypowiedzi i swoboda wyrażania swoich poglądów jest zagwarantowana art. 54 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Artykuł ten gwarantuje również prawo do informowania o działalności i jakosci tej dzialalnosci - osób pełniących funkcje publiczne.
Pisząc i publikując ten tekst byłam i jestem świadoma odpowiedzialności karnej z art. 212 & 1 i 2 Kk i oświadczam, iż informacje w tej publikacji podlegają ochronie art. 213 & 2 Kk.
“Osoby wykonujące funkcje publiczne- ze względu na swą pozycję i możliwość oddziaływania zachowaniami, decyzjami, postawami, poglądami na sytuację szerszych grup społecznych – muszą zaakceptować ryzyko wystawienia się na surowszą ocenę opinii publicznej...”  WyrokTrybunału Konstytucyjnego SK 43/05 12.05.2008
Z praktycznych wzgledow ograniczylam sie do opisania najistotniejszych elementow tej historii. Wszystkie nazwiska bohaterow sa zmienione. 

Wszystkie fakty wzięłam z akt sprawy i można je bez trudu zweryfikować.
Rozdział I
Wakacje zbliżały się do końca. 24
 sierpień – asesor Wuj ze wstrętem 
patrzył na swoje biurko, zawalone teczkami spraw, które aktualnie prowadził.
 Włamania, kilka kradzieży samochodów, pobicia. Wsadzanie za kratki drobnych 
przestępców przestało go bawić. Miał 28 lat i marzył o szybkiej i
 spektakularnej karierze w prokuraturze. Potrzebne mu było jakieś zabójstwo, porwanie, może gang narkotykowy. To były sprawy, które gwarantowały
 zainteresowanie mediów krajowych i przełożonych. Z niechęcią otworzył teczkę z
 aktami nastepnej sprawy.
I w tym czasie zadzwonił telefon - Wuj, zbierajcie
się, jedziecie do Pipidowki urlopowicze znaleźli tam czaszke ludzką. Zawiadomiłem już doktora Porągiewkę, za godzinę tam będzie. Miejsce zabezpieczył
 miejscowy posterunkowy.
Kiedy skończył rozmowę z Szefem, asesorowi Wujowi trzęsły sie rece ze zdenerwowania i podniecenia -. Nareszcie !... to
 jest sprawa.
Podróż do Pipidowki zajęła mu długie 20 minut.
 Część jeziora byla odgrodzona od gapiów i ciekawskich taśmą policyjną. Na
brzegu leżała torba plastikowa. Doktor Porągiewka wlasnie podjechał swoim najnowszym
 Mercedesem. Obydwaj obejrzeli czaszkę, doktor podyktował do protokołu oględzin:
  - czaszka oddzielona od ciała siekierą lub toporem, jeden postrzał w 
potylice, otwór wylotowy w okolicach oczodołu, czaszka częściowo
 zeszkieletowana, tkanka miękka częściowo zachowana, szczególnie dobrze na
 dziaslach. Na żuchwie, 6- brak zęba, utracony zażyciowo, wskazuje na to zębodół dobrze
 zabliźniony…
Po powrocie do Olsztyna, Wuj wrócił 
do biura. Rozsadzała go energia. Musiał przejrzeć zgłoszenia osób zaginionych i
 załatwić płetwonurków, aby przeszukali jezioro. Zarzadzil Policji przegląd listy osób 
zaginionych i informacje o wynikach. Policja na drugi dzien przygotowala notatki – miedzy innymi o zaginięciu Jana Kowalskiego z Suwałk.
 Do notatki dolaczono informacje o J.Kowalskim i Jerzym Wojdaku. Wojdak znal Kowalskiego i mial w Pipidowce kolege, Wiktora Gamuza. Fakt, ze czaszke znaleziono w Pipidowce, byc moze ma zwiazek z Wojdakiem.
 Następnego dnia Porągiewka miał
 zaplanowaną autopsję czaszki. Autopsję wg przepisów przeprowadza prokurator
przy udziale medyka sądowego, ale Wuj miał ważniejsze sprawy i zadzwonił do
 Porągiewki, aby zrobił autopsję sam. Wuj tymczasem wezwał podkomendanta policji
 Wieczorka, aby zreferował mu co wie o Wojdaku. Wieczorek przyszedł z grubą 
teczką. Wojdak, znany w Olsztynie złodziej, obecnie ma firmę handlu 
nieruchomościami, przyjaźni się z Kamilem Panisiewiczem z Suwałk, często go
 tam odwiedza. Panisewicz stracił nogę, kiedy wybuchla bomba podłożona w garażu jego domu. Podejrzanym
o podłożenie bomby był między innymi zaginiony Jan Kowalski.
Po spotkaniu z Wieczorkiem,
asesor Wuj nie mógł opanować podniecenia. Wszystko tak pięknie zaczyna się
 układać. Czaszkę znaleziono w Pipidowce, Wojdak ma tam kolegę. W Suwałkach
 zaginął Kowalski, podejrzany o podłożenie bomby przyjacielowi Wojdaka. Ta
 czaszka to musi być zaginiony Kowalski – no i mam mordercow.
Kilka dni później, płetwonurkowie przeszukując jezioro znaleźli kilka plastikowych worków. Nadzorujący
 pracę policjant Karbowiak sporządził stosowne protokoły i zostawił nieotwarte 
worki do dyspozycji i procesowania
 asesorowi Wujowi i doktorowi 
Porągiewce. Protokol wydobycia worków zakonczył o godz. 10.30. Wuj z Porągiewką
 zjawili się około 12.00. Otworzyli worki, przecinajac je.( video) W workach znaleźli dwa ( lub jedno) podudzia(e) i
 dwie dłonie. Po wykonaniu odpowiednich
 czynności, łącznie z oględzinami szczątków i sporządzeniu odpowiednich 
protokołów, szczątki przewieziono do Olsztyna.
Następnego dnia doktor Porągiewka
 przeprowadził autopsję szczątków, podczas której pobrał na wszelki wypadek
 materiał do badań DNA. Prokurator Wuj
 nie miał czasu uczestniczyć w tej czynności. Uskrzydlony wizją przyszłych
 laurów, nie spoczął na tychze i zajął się
 gorączkową pracą nad budowaniem teorii zabójstwa.
14 września teoria była gotowa.
Poszedł z nią do Szefa, który z uznaniem pokiwał głową.
Duża sprawa – rozpoczniemy rozpracowanie operacyjne tych bydlakow, podsluchy, inwigilacja etc. Trzeba znaleźć jakiś
 kryptonim dla tej operacji – myslal glosno Szef.
Może „Czacha" - nieśmiało zaproponował Wuj.
Swietnie, zabierajcie się Wuj do roboty
i żebyście mi nic nie spieprzyli  operacji 
„Czacha" ha..ha..ha..- zasmial sie 
Szef.
W ciągu następnych 2 miesięcy
 asesor Wuj, ciężko pracował nad swoją teorią i dopasowywaniem dowodów, aby
 wszystko trzymało się kupy. Założył, że mordercą był Jerzy Wojdak, jego przyjaciel bez
nogi Kamil Panisiewicz, a także kolega Wojdaka z Plusk, Wiktor Gamus. Motyw był 
jasny, Panisiewicz zemścił się za podłożenie bomby, Wojdak się podłączył, bo
 miał swoje porachunki z Kowalskim - jego byla żona miała krótki romans z tymże,
 a Gamus, tak dla sportu, ale musiał maczać w tym ręce, bo znał Wojdaka, no i
 szczątki znaleziono w okolicy Pipidowki, gdzie przeciez mieszkal.
Po 2 miesiącach Wuj mógł się pochwalić następującymi
 osiągnięciami:
Ø Badanie DNA wykazało, że poszczególne szczątki nalezą do 
tej samej osoby.
Ø Nie przeprowadzono badania porównawczego uzębienia NN
 szczątków z uzębieniem Kowalskiego, ponieważ asesor Wuj utrzymywal, iz nie moze znaleźć więziennej 
książki zdrowia Kowalskiego. (znalazl ja w aktach sprawy Sad Najwyzszy 5 lat pozniej, niestety ktos usunal z niej  wpisy dentystyczne)
Ø Wobec tego zlecono badanie antropologiczne czaszki. 
Antropolog z AM w Poznaniu odtworzyła przypuszczalny wygląd czaszki, ale jakoś 
nie bardzo był podobny do Kowalskiego. Właściwie to wcale nie był podobny.
Ø Antropolog do swoich badań musiała poddać czaszkę 
maceracji, czyli oczyścić ją z tkanki miękkiej. Zanim to uczyniła, opisała
 czaszkę. Po prawej stronie żuchwy ząb 6- brak, tkanka miękka dobrze zachowana,
zębodół zarośnięty. Zuchwa złamana dokładnie w miejscu brakującego zęba i
 zarośniętego zębodołu. Po maceracji okazało się, że NN dokładnie
 w opisanym powyżej miejscu zlamania –zebodol zarosniety po utracie zeba 6-, ma otwór po postrzale.
Ø 
Wuj przepytał rodzinę i znajomych Kowalskiego – niestety 
twierdzili, że ten nie był nigdy postrzelony.
Ø Prokurator na razie nie przejął się tym i zlecił badanie 
porównawcze DNA szczątków i DNA domniemanej matki i domniemanej siostry. DNA 
zawsze poważnie wygląda na rozprawie, a kto się na tym tak naprawdę zna poza genetykami?
Ø Opinia DNA nie przyniosła odpowiedzi na pytanie czy są to 
szczątki Kowalskiego, genetyk stwierdził że szczątki i badane kobiety są „bliskimi krewnymi". Na wszelki wypadek nie
 załączył do opinii badań statystycznych, które są integralną częścią takowej i moglyby statystycznie potwierdzic lub zaprzeczyc nawet tak lakonicznemu ustaleniu “bliskiego pokrewienstwa” W 
opinii tej jeden z fragmentów DNA miał inną wartość, niż w opiniii stwierdzającej, że wszystkie szczątki należą do tej samej osoby. Jeżeli była to ta sama osoba,
wszystkie fragmenty powinny być identyczne!
Ø Asesora Wuja takie drobiazgi nie zrażały, zlecił na wszelki wypadek jeszcze jedną ekspertyzę antropologiczną, licząc na to, że biegła aluzju paniała.
Czekając na tę ekspertyzę, postanowił zająć się dopinaniem a raczej dopasowywaniem
/produkowaniem innych dowodów. A trzeba było się trochę
 nagimnastykować.
Ponizsze domniemania sa wynikiem logicznych wnioskow z dokumentacji sprawy.
Ø 
Po pierwsze z jeziora wyłowiono dwa podudzia. Wskazywalo na to szereg dokumentow, o czym ponizej.
Ø  Jednego podudzia musial sie asesor Wuj pozbyć z dokumentów, ponieważ na tym podudziu nie było tatuażu, a
 Kowalski miał takowy. O tym problemie wiedział prokurator już we wrześniu. Na 
wszelki wypadek nie nadał na dziennik podawczy dokumentów dotyczących znalezisk
w w jeziorze.
Ø Usunął wiec z tych dokumentów protokół oględzin z wydobycia 
podudzi i część zdjęć. Nie jest jasne, kto napisal nowy – wydaje sie (nikt nie chce zrobic porownania pisma z kopi, a oryginalami dysponuje sad), iz napisany jest przez te sama osobe, ktora spisala protokol ze znalezienia czaszki, chociaz nazwisko protokulanta jest inne. W protokole jest 
jedno podudzie.Protokol ten nie jest podpisany ani przez doktora Poragiewke, ani tez przez prokuratora i wymienionego w tym dokumencie protokolanta.
Ø Usunął też oryginalny protokół policjanta Karbowiaka i zastąpil go przeredagowanym.
Niestety podczas przepisywania protokołu Karbowiaka, przedobrzono. Jak wynikało z tego protokołu, Karbowiak spisal protokol i zakonczyl około 10.30, nie otwierając worków, a więc nie mogl znac ich
 zawartości, mógł tylko domniemywać, że znajdują się w nich szczątki. (na rozprawie stwierdzil, ze opuścił on miejsce 
wydobycia szczątków przed otwarciem workow). Tymczasem 
protokół z rozpędu zatytułowano „Wydobycie szczątków ludzkich",  a przeciez rozpoczynajac ten protokol, policjant mogl co najwyzej przypuszczac, iz poszukiwania pletwonurkow moga zakonczyc sie znalezieniem ciala ofiary. Co więcej w
 treści protokolu opisujacej znaleziska jest zdanie „W worku jest noga", jak wiec Karbowiak to wiedział nie
 otwierając worków?, a żeby było jeszcze weselej na szkicu jeziora zaznaczylgdzie wydobyto poszczególne worki i co zawierały.
Ø 20 listopada- trzy miesiace od znalezienia szczatkow asesor Wujzdecydowal sie i przekazał na dziennik nadawczy 
„uzupełnioną" dokumentację znalezisk, autopsji etc.
Ø W pośpiechu Wuj zarejestrował obydwie autopsje, dwie różne
 czynności sledcze, które odbyły się w innym czasie ( jedna 27.09 druga 3.09) pod jednym numerem, co więcej nie 
zauważył, że w protokole autopsji szczątków, opisane są przez Porągiewkę dwa 
podudzia. Również w protokołach pobrania materiału biologicznego, jest opisane pobranie materiału z prawego i lewego podudzia. Fakt ten odzwierciedla rowniez opinia DNA – w opisie otrzymanego mat. biologicznego.
Ø W pośpiechu nie zauwazył tez, iz jestwiecej workow przekazanych do ekspertyz daktyloskopijnych, niz podane i opisane w protokole ogledzin znalezisk nad jeziorem i w protokole Karbowiaka.
 Po tych drobnych zabiegach,
asesor Wuj spokojnie czekał na drugą ekspertyzę antropologiczną biegłej z 
Poznania. Wysłał też do badania DNA ślady śliny znalezione na taśmach, którymi
 oklejone były worki ze szczątkami.
Ekspertyzę antropologiczną dostał w 
marcu. Biegła tym razem nie zawiodła. Zeby się wszystko mniej więcej zgadzało, 
za podstawę drugiej ekspertyzy w części „Analiza antropologiczna czaszki" wstawiła z pierwszej opinii - opis cech 
twarzy Kowalskiego, a nie czaszki. Różnice były zasadnicze jak np. czaszka  - cytaty z opinii antropolog
               czoło - szerokie,
              kości jarzmowe - dość wysokie, masywnie urzeźbione,
              zgryz -
lekki tyłozgryz,
             bródka - silnie wykształcony trójkąt,
             żuchwa - masywna
Natomiast te same charakterystyki twarzy Kowalskiego
czoło - średnio
zaznaczone,
            kości jarzmowe - zaznaczone miernie,
zgryz - prawidłowy,
bródka -
średnio zaznaczona, zaokrąglona,
żuchwa - kąt żuchwy zaznaczony miernie.
Tym drobnym zabiegiem zostały zlikwidowane niejasnosci w wygladzie czaszki – przynajmniej na papierze. Następnie dla ulatwienia na podstawie zdjęcia
 17-letniego Kowalskiego (w czasie zaginięcia miał 28 lat!) antropolog zrobiła
 tzw.superprojekcję. Nawet ta komputerowa manipulacja, nie wyeliminowała widocznych
 nawet dla laika różnic w budowie czaszki
 znalezionej w jeziorze i zdjęcia Kowalskiego. Profil w ogóle nie pokrywał się,
poniewaz czaszka miała wyrażny tyłozgryz, którego nie miał Kowalski. Biegła 
stwierdziła, iż ma 100% pewności, że czaszka nalezy do Kowalskiego. Zapomniala jednak, iz takiego stanowczego stwierdzenia unikaja rzetelni naukowcy, albowiem taka manipulacja komputerowa jest zawsze w mniejszym lub wiekszym stopniu przyblizeniem i o100% pewnosci nie moze byc mowy– o czym sama napisala zreszta kilka tekstow naukowych. Ponadto jezeli wezmie sie pod uwage obydwie jej opinie w tej sprawie – taki wniosek jest nielogiczny i nie moze byc prawdziwy. Jezeli odtwarzajac przypuszczalny wyglad tej czaszki - otrzymala wizerunek osoby zupelnie niepodobnej do Kowalskiego – to nasuwa sie jedyny logiczny wniosek, iz mozliwe bylo otrzymanie dwoch roznych przypuszczalnych wizerunkow tej czaszki, a wiec nie moze byc prawdziwe twierdzenie, iz “pasuje” ona na 100% tylko do wizerunku Kowalskiego. Skad wiec ten zupelnie nie przypominajacy Kowalskiego wizerunek przypuszczalnego wygladu czaszki? Przeciez podstawa otrzymania tego wizerunku byla ta sama czaszka!
Teraz już asesor Wuj, miał
 nareszcie z głowy identyfikację szczątków - 100% pewności, że to jest Kowalski.
Trochę zaniepokoiła go opinia DNA z 
badania śliny z taśm, którymi oklejone były worki, której profil genetyczny
 porównano z profilami podejrzanych m. in. Wojdaka, Panisiewicza i Gamusa.
Okazało się, że ślina należała do kobiety, a tu wszyscy podejrzani to mężczyźni.
 Postanowił jednak nie psuć sobie humoru takimi głupotami i rad nie rad dołączył 
do akt tę opinię. Nie kiwnal nawet palcem, aby poszukac tej kobiety, ktorej profilem DNA dysponowal.
Był czerwiec, 10 miesięcy od chwili rozpoczecia 
 śledztwa. Wprawdzie nie aresztował jeszcze żadnego z podejrzanych (czyt.wytypowanych), ale wiedział, że teraz jest już blisko. Przesłuchiwanie
 podejrzanych to co innego niż zdawanie się na naukowców i kryminologów,
 dynamika zupełnie inna i zawsze można postraszyć, przycisnąć rodzinę,
 zablefować – w ogole pomanipulowac. To lubił.
Szef był bardzo zadowolony z
wyników operacji „Czacha" i postepow w sledztwie. Wuj byl pewien, ze sukces i awans jest murowany.
Z tymi postepami w sledztwie to Szef troche, a nawet mocno przesadzil, poniewaz po za powyzej wymienionymi dzialaniami – sledztwo stalo w miejscu. Wprawdzie Wujwytypowal winnych i udowodnil, ze szczatki naleza do zaginionego Kowalskiego, ale nie bardzo wiedzial jak udowodnicmorderstwo i wine wytypowanych. Przez caly ten czas nie podjeto zadnych dzialan w Pipidowce – ot chociazby przepytania mieszkancow czy jesienia 1998r lub wiosna 1999r nie widzieli jakichs podejrzanych obcych w okolicy miejsca znalezienia szczatkow, moze zapamietali cos odstajacego od normalnych zdarzen – a czas lecial i minelo  juz 10 miesiecy od znalezienia szczatkow. Nie przesluchano tez nawet Wiktora Gamuza, czy jego rodziny, ani zadnego innego podejrzanego.
Niestety w lipcu Szef Szefa - z
Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku, zarządził przeniesienie śledztwa do Białegostoku - uwazal, ze sledztwo jest spratolone i trzeba je oddac fachowcom. Asesor Wuj był bardzo zawiedziony, no ale przecież i tak wywindował się na tej sprawie.
 Skończyły się drobne kradzieże i włamania. Akurat Olsztyn nawiedziła fala
 porwań i wiadomo było, że Wuj ma dobre plecy u Szefa i dostanie te sprawe. I dostał. Z przykrością musimy zostawić naszego bohatera w Olsztynie, zaspokoję
 tylko ciekawość czytelników i dodam, że juz teraz prokurator Wuj zrobił karierę. Po dwóch 
latach śledztwa przy wydatnej pomocy Stowarzyszenia na rzecz Bezpieczeństwa 
założonego przez olsztyńskich
 biznesmenów ( wielu o niezbyt swietlanej przeszlosci np. byli przestepcy, jeden np. czlonek mafii pruszkowskiej) wsadził za kratki 16 oskarżonych i został ogólnopolskim specem od 
porwań. Miał 31 lat.
Tymczasem w Białymstoku śledztwo 
przydzielono prokuratorowi Kawalcowi. Zabrał sią dziarsko do roboty.
Ustalił, że Panisiewicz zamówił 
metalową klatkę dla psa. To było bardzo podejrzane działanie. Prokurator zalozyl, ze klatka byla potrzebna Panisiewiczowi do przetrzymywania Kowalskiego.
Po roku od znalezienia szczatkow przeszukano kilkakrotne posesje Gamuza i Burego – bez rezultatow. Przeszukano tez okolice Pipidowki i miejsce znalezienia (przed rokiem!) szczatkow. Pomimo zmasowanej akcji sledczych, Policji i CBS nie znaleziono literalnie nic. Nie żeby to zniechęciło prokuratora Kawalca. W końcu logicznym jest, że jak Panisiewicz zamawial klatke – to nie dla psa. A jak szczatki znaleziono w okolicy Pipidowki, to wiadomo, ze i klatka musiala tu byc. I trzeba znaleźć to miejsce,
 a jak nie to chociaz te klatke, no w ostatecznosci chociaz jakis jej kawalek.
W czasie, kiedy przeszukiwano rozne miejsca w Pipidowce i okolicy, prokurator Kawalec i podkomendant Mackiewicz – jego prawa reka,   przesluchali tez kilkunastu mieszkancow Pipidowki m.innymi matke Gamuza, (zone Burego) a takze opiekunke Burego z PCK. Przesluchiwani nie mieli zadnych informacji, ktore posunelyby sledztwo do przodu. Nikt nie widzial, ani Kowalskiego, ani klatki, ani zadnych podejrzanych dzialan, czy podejrzanych typow. No i jak tu udowodnic teze, ze 
Kowalskiego - około 6 - 8 – przetrzymywano w okolicy Pipidowki w klatce, a mordercy torturowali Kowalskiego, a wiec musieli albo gdzies zatrzymac sie w okolicy, albo dojezdzac?
Prokurator postanowil przesluchac podejrzanych, z ktorych czesc juz aresztowal.Trzeba przeciez jakos połączyć
 zaginięcie Kowalskiego w Suwałkach ze szczatkami znalezionymi w Pipidowce i udowodnic, ze tam przetrzymywano i zamordowano Kowalskiego.
Jak dotad bylo z tym było
 trochę kłopotu, ale prokurator Kawalec wprowadzał już nie raz w życie motto 
super-śledczego wszechczasów, towarzysza Dzierżyńskiego -nie ma niewinnych, są
tylko źle przesłuchiwani. I tym razem metoda nie zawiodła.
Jeden z podejrzanych, niejaki
 Krzysio Ropko, siedział w areszcie tymczasowym jako podejrzany i miękł. Nie to, żeby Kawalec
naprawde go  podejrzewał, ale Krzysio był młody i podatny na manipulacje. Prokurator
uważał, że będzie świetnym świadkiem oskarżenia. Krzysio znał dobrze 
Panisiewicza i bywał czesto u niego. Zbliżały się
 święta Bożego Narodzenia. Kawalec wziął go na przesłuchanie 21 grudnia.
 Najpierw próbował prostej metody, naszczuć na innego podejrzanego - padło na 
Wojdaka. Pokazał Krzysiowi zeznania Wojdaka (ten nie byl jeszcze aresztowany), w których tenże obciążał Krzysia.
 Oczywiście takich zeznań nie było, ale o ty Krzysio nie mogl tego wiedziec - zaczął łapać przynętę. Na razie
 się nie złamał. Kawalec rzucił więcej, jak złoży zeznania obciążające Wojdaka i
 Panasiewicza na święta będzie w domu. Krzysio się zgodził, szkopuł w tym, że 
nie bardzo wiedział co zeznawać. Prokurator go uspokoił - spoko - ja napiszę, a 
ty podpiszesz. Tak też się stało i Krzysio na święta był w domu.
A oto co Kawalec napisał, o
 przepraszam spisał w protokole.
Kilka dni po zaginięciu
 Kowalskiego, Krzysio był z wizytą u Panisiewicza. Siłował się w siłowni i nagle
 usłyszał rozmowę Panisiewicza z Wojdakiem. Rozmawiali w garażu, który jest o
poziom wyżej od siłowni i nadto oddziela te pomieszczenia szeroka klatka schodowa. Z
rozmowy tej dowiedział się, że Kowalski nie żyje. Najpierw Wojdak powiedział -
 no cóż, co miałem zrobić, przecież spał z moją żoną,ale po jakimś czasie miał powiedzieć cos zupelnie innego - że zabił go Gamuz - on to
 tak ujął, że Gamuz przeholował, torturując Kowalskiego, czyli to mial byc, taki więcej
 wypadek. Dadał też, że Kowalski siedział w klatce, w lesie, w
 okolicach Pipidowki.
Troszkę to się nie bardzo zgadzało,
z tym scenariuszem przetrzymywania Kowalskiego tygodniami w Pipidowce, bo 
rozmowa miała się odbyć dwa, trzy dni po zarzucanym porwaniu i nie bardzo było jasne, kto
 zamordował, bo niby na zdrowy chłopski rozum to jest albo - albo. Albo zabił 
Wojdak, bo cóż miał zrobić? przecież Kowalski spał z jego żoną, albo Gamuz
 przeholował w torturowaniu.Ale przetrzymywanie tygodniami lepiej wyglądało, bo 
można było dorzucić zarzut szczególnego okrucieństwa i wielotygodniowego
 torturowania. Prokurator Kawalec nie zawracal sobie takimi detalami glowy.
Krzysio zeznał również, że Wojdak 
dzwonił do niego tego dnia, kiedy zaginął Kowalski i pytał o jego szefa, Marka
 Rudowskiego, właściciela komisu samochodowego i wspólnika Panisiewicza. Krzysio 
to zinterpretował jako pociąganie go za język, po porwaniu Kowalskiego.
Z tym tetefonowaniem Wojdaka, to 
Kawalec trochę przesadził, bo wprawdzie miał kwit z TP, że numer, z którego
 wykonano połączenie na numer domowy Krzysia, należał do firmy Wojdaka, ale 
wiedział też, że numer ten przejął Wojdak od Rudowskiego pół roku po 
domniemanym porwaniu. W dniu porwania należał on do szefa Krzysia. Czyli na zdrowy chłopski rozum, to szef albo 
inny pracownik dzwonił do Krzysia z
 komisu, a nie Wojdak. Gdyby natomiast
 Wojdak był tego dnia w komisie i dzwonił do domu do Krzysia,( nikt nie widział
 Wojdaka w komisie tego dnia) aby wybadać sytuację, to po cóż się pytał o 
Rudowskiego. Przecież dzwonił z jego komisu.
Krzysio zeznał, też na okoliczność 
porwawnia, a mianowicie widział, jak Kowalski wsiadał do samochodu Dyzia 
Dynki. Dyzio miał trochę nie pokolei w głowie, a w tej sprawie był również
 oskarżony jako trzeci bezpośredni morderca. Sąd uznał go za chorego psychicznie
i w związku z tym nieodpowiadającego za swoje akcje. Dalej Krzysio powiedzał, 
iż cały dzień nie wychodził z pracy i do
końca dnia nie widział, aby Dyzio wrócił z Kowalskim. Inni świadkowie zeznali, 
że Kowalski wrócił z Dyziem. (Kowalski miał sklep z częściami samochodowymi 
przy komisie Rudowskiego). To zeznanie Krzysia mialo byc dowodem uprowadzenia Kowalskiego.
 Ale jeżeli ktoś z komisu dzwonił do 
Krzysia, to znaczy, że przynajmniej w tym czasie nie było go w komisie! A wiec nie mogl wiedziec czy Kowalski wrocil z Dyziem, czy tez nie.
Prokurator przesluchal tez innych swiadkow i podejrzanych i chociaz zaden nie byl tak spolegliwy jak Ropko i nie dostarczyli oni zadnych rewelacji, to jednak powoli jego teza mogla byc tu i owdzie poparta.
W tym czasie podkomendant Mackiewicz tez nie proznowal, przesluchiwal swiadkow i często wizytowal ojczyma Gamuza, pana
 Burego. O tych wizytach podkomendanta opowiedzial Bury na rozprawie – podkomendant wpadal do niego na pogawedki. Same te pogawedkiz przyszlym swiadkiem sa dosc nietypowym i nie bardzo etycznym dzialaniem, a i podkomendant wpadajac na te pogawedki, kazdorazowo musial pokonac ponad 600 km w obydwie strony ! Bury podal tez, ze czesto rozmawiali o szczatkach i morderstwie.
Byc moze dlatego, Burego nie przesluchano w latem i jesienia 2000r, kiedy przesluchiwano swiadkow w Pipidowce. Nie byl jeszcze  przygotowany!? Bury po tych pogawedkach z Mackiewiczem zeznawal w koncu po raz pierwszy  pod koniec stycznia 2001r , wiecej niz poltora roku po domniemanym morderstwie.
Zeznal, iz owszem jacyś mężczyźni przywieźli na posesję pręty metalowe, zawinięte w szary papier i wnosili na strych. To było 
to co potrzebował Kawalec. Wprawdzie wykonawca klatki zeznał, że zespawał
 klatkę z katownikow i prętów, tworząc elementy (ścianki), które łatwo można było złożyć, a 
tu byly same pręty, a nie zespawane elementy, ale w końcu nie można wybrzydzać -
 wszystko to w koncu metal - a to jest najważniejsze. Bury nie widział znoszenia
 prętów ze strychu, ale od czego dedukcja
 śledczego. Mordercy znieśli jak Bury np. spał. Jak złożyli klatkę z tych 
prętów? Zespawali? To po co zamawiali
 zespawaną, żeby „rozspawać" i mieć pręty, a potem znowu je spawac? Jak i gdzie? Czy nie prościej było kupić wobec 
tego pręty? Jak każdy porządny prokurator, Kawalec nie zwracał uwagi na takie
 niuanse. Miał przecież morderców i trzeba było uwolnić od nich porządne społeczeństwo.
Prokurator Kawalec mial juz punkt zaczepienia do dalszego udawadniania, ze zabojstwa dokonano w okolicach Pipidowki - w odludnym miejscu.
Nic to, że Pipidowka i okolice zabudowane pałacami
 letniskowymi prominentów z Olsztyna i Warszawy, a ruch w okolicy jak na 
Marszałkowskiej. Kowalski miał być tam przetrzymywany od połowy kwietnia do
 początków czerwca. A wiec wtedy kiedy letnicy, ci na emeryturach, a takze mlode matki z malymi dziecmi przenosza sie do domow letniskowych. Ponadto w 1999r pobliski osrodek wypoczynkowy Rady Ministrow byl jak za czasow PRLu, zamknietym i strzezonym przez sluzby specjalne obiektem– co wiazalo sie ze stalym patrolowaniem lasow w okolicy Pipidowki. Znalezienie odludnego miejsca w tej okolicy bylo nierealne i niemozliwe. Kazdy mieszkaniec tamtych terenow to wiedzial. Do tego wiosna 1999r nadlesnictwo przeprowadzalo klasyfikacje drzew do wycinki w tych lasach, co wiazalo sie z zatrudnieniem dodatkowych pracownikow lesnych, ktorzy w czasie klasyfikacji sprawdzili kazdy metr lasu.
Ale tych faktow nie mogl brac pod uwage prokurator, poniewaz kladlo to cala hipoteze z takim wysilkiem budowana przez asesora Wuja i przez niego.
Nawet gdyby takie odludne miejsce znalezli mordercy, jest fizyczna niemozliwoscia, aby, nawet po ponad roku, Policja i fachowcy z CBS nie odnalezli tego miejsca. A mianowicie:
Dorosły mężczyzna przez 8 tygodni przetrzymywania w klatce 
na powierzchni 1,5 m kwadratowego wyeliminowałby okolo 160 l moczu i 
60 kg kału (Bury zeznał, że pasierb nosił jedzenie do lasu!). Do tego trzeba dodac krew podczas morderstwa i rozkawalkowania ofiary. Miejsce to, gdyby 
rzeczywiście istniało, byłoby „czuć" conajmniej w promieniu kilkudziesięciu 
metrów, jak również miejsce to przez następne kilka miesięcy byłoby atrakcją
 dla setek tysiecy much i innych insektów. Sam fetor i charakterystyczny hałas setek tysięcy
 much i innych insektów, nie mógłby pozostać niezauważony.
Wyniszczenie fizyczne (pod wpyłwem ciężaru klatki i
 wagi Kowalskiego, a także „oprawców") i chemiczne podściółki lasu, potrzebowałoby 
regeneracji conajmniej kilku lat.
Niemozliwe bylo zatarcie tych sladow. Aby to zrobic potrzebna bylaby koparka, by usunac taka ilosc podsciolki i ziemi z wsiaknietymi odchodami i krwia ofiary – dobre pol tony albo i wiecej. Jest oczywistym, ze mordercy nie mogli uzywac zadnych maszyn, a wiec pozostawaly im lopaty i worki i wynoszenie ich na plecach i “na piechote”. Jak daleko od miejsca przetrzymywania mogliby przenosic te ziemie ze “sladami”? I jaki mialoby to sens? Przeciez w miejscu gdzie przeniesliby te slady – byloby to oczywiste i widoczne nawet po roku czy dwoch. A w miejscu usuniecia bylaby wielki dol. Jak mordercy ukryli ten dol przed fachowym okiem specow z CBS? Czy wypelnili go nowa ziemia, skad ja wzieli? I jak taka aktywnosc, chociazby przebywanie w tej okolicy tylu obcych umknelo uwadze miejscowych, sluzb specjalnych, pracownikow lesnych?. Nie znaleziono nawet jednego swiadka, ktory widzialby ktoregokolwiek z oskarzonych w lesie czy w okolicy lasu, czy w samej miejscowosci Pipidowka. Caly ten scenariusz byl absurdalny.
Ale takich watpliwosci nie mial prokurator Kawalec.
Bury zeznal. iz słyszał „od kwietnia do czerwca” dwa strzały. I to był wg Kawalca moment 
zabójstwa Kowalskiego. Wprawdzie nie wyeliminowal innych możliwości - leśniczy czasami
 strzela, działa tam też koło łowieckie, jest tez problem z klusownikami. Bury zeznał tez, że tego dnia, kiedy słyszał dwa strzały, pasierb udał się do lasu
 z piłą mechaniczna i kolegą Kaczyńskim. A więc prokurator wydedukował, że to właśnie tą piłą
 rozkawałkowano zwłoki Kowalskiego. Fakt, ze Bury zeznal, ze po powrocie z lasu przyniesli naciete drewno i zaladowali je do bagaznika Kaczynskiego, nie mial zadnego wplywu na process dedukcyjny prokuratora.
W tym zeznaniu było parę dziur, po 
pierwsze nie było w tym zeznaniu wzmianki o innych podejrzanych – Wojdaku, Panisiewiczu czy Dynce. No cóż dobrze, że był Gamuz i
 poszedł do lasu z narzedziem tnacym do lasu . Trzeba byc optymista. Ta piła to też trochę była nie na rękę prokuratorowi, bo przecież
 doktor Porągiewka stwierdził, że rozkawałkowano ciało siekierą czy toporem. 
O to nie martwił się prokurator, bo wiadomo, że zapenial Porągiewce chlebek i to juz nie z szyka ale z kawiorem, a 
inteligientny biegły, zawsze zeznana tak jak potrzebuje prokurator. Nie wazne, że każda kura domowa rozróżni
po sladach na kosciach - rąbankę odnowocześnie pociętego piła mięsa z kością. Zeby nie utrudniać,
 Kawalec nie przreprowadził żadnych badań piły.
A przeciez , gdyby rzeczywiscie rozkawalkowano nia ofiare, szansa, ze pozostaly na niej mikroskopijne chociazby slady krwi byla bardzo duza.  Dyskretnie pominął też tego Kaczyńskiego, z którym Gamuz udał się do 
lasu ( nie byl na liscie podejrzanych!?) i nawet przesłuchując go, nie zapytał o tę wycieczkę do lasu w dniu morderstwa. W końcu byli już
 znani mordercy, a Kaczyński wprawdzie bywał w Pipidowce, ale nie miał motywu. Po
 co komu komplikacje w śledztwie.
Natomiast na podstawie tego
 zeznania ustalił prokurator Kawalec, że wprawdzie Bury nie widział (tego dnia 
kiedy słyszał dwa strzały) Wojdaka na
 posesji, nie widział też Wojdaka udającego się do lasu, nie widział
go też powracającego z lasu, to jednak nie ulega wątpliwości, że tam był i
 tylko, duża ilość samochodów zaparkowanych na posesji, przeszkadzała w 
obserwacji świadkowi Buremu. Oczywiście ta duża ilość, nie przeszkadzała w
 obserwacji Gamuza i Kaczyńskiego udających się i wracających z lasu, nie wspominajac o tym, ze Bury nie mogl widziec zaparkowanych samochodow, ani drogi do lasu z podworka przed wejsciem do domu – a tylko tam mogl sie poruszac na wozku inwalidzkim bez pomocy innej osoby.
Zeby dopiąć wszystko na ostatni
 guzik. Kawalec wydedukował, że dowodem na to, iż Kowalski był przetrzymywany i
 zamordowany w Pipidowce, są zeznania policjanta w powiązaniu z zeznaniami
 Burego. Policjant zeznał, że 11 września 1999r.podsłuchał rozmowę telefoniczną (operacja Czacha) 
pomiędzy Panisiewiczem a Kaczyńskim. Kaczyński przekazał Panisiewiczowi 
wiadomość od Gamuza, ktory chciał, żeby
 Panisiewicz zapłacił mu, za przysługę jaką zrobił Wojdakowi. Zeznanie Burego - 
jak przyjechało pogotowie z Olsztyna do narzeczonej Gamuza, widział u pasierba „dużą ilość pieniędzy
w portfelu" jak ten nachylił się nad noszami i poła marynarki uchyliła się.
 Pogotowie przyjechało do Pipidowki 15 sierpnia ! Ale Kowalec to wykształcony człowiek i
 teorie Einsteina nie sa mu obce, a podróż w przeszłość tej dużej ilości pieniędzy
 całkiem przecie możliwa, bo tylko przy takim zalozeniu wszystko tak sie ladnie sklada w logiczna calosc. Ta zaplata to miala byc wg prokuratora za udostepnienie miejsca do przetrzymywania Kowalskiegoprzez Gamuza – Wojdakowi. Dlaczego akurat Wojdakowi, a nie wszystkim mordercom? I jakie to miejsce udostepnial Gamuz? nie posiadal on ani ziemi ani kawalka lasu ani w ludnym ani w bezludnym miejscu! Czy udostepnilbezludne miejsce w publicznym lesie? i za to kazal sobie placic? 27 dni po tym jak ojczym widzial juz duza ilosc pieniedzy w jego portfelu, ktore wg prokuratora byly ta zaplata?
Mając morderców i dowody,
 prokurator Kawalec zaczął pisać akt oskarżenia. I tu stała się rzecz 
zadziwiająca. Pewnego dnia Kawalec poprosił podkomendanta Mackiewicza - 
wystosował notatkę służbową - aby ten odnalazł grób Kowalskiego, bo zamierza
 ekshumować szczątki. Mackiewicz odnalazł grób i odpowiednie informacje na
 piśmie plus szkic kwatery na cmentarzu, przekazał prokuratorowi. Nie wiadomo, 
dlaczego Kawalec chciał ekshumować, można co najwyżej domniemywać, iż powziął 
jakieś podejrzenia co do rzetelności identyfikacji prokuratora Wuja, albo uznal, ze cala ta identyfikacja za grubymi nicmi szyta, aby sie pod nia podpisac.  Prokurator Wuj byl juz w 
tym czasie krajową gwiazdą od wykrywania porwań.
Byc moze doszedl do wniosku, ze troche przesadzil z tymskladajacym sie w logiczna calosc "rozciagnieciem w czasie"  przetrzymywania i zamordowania Kowalskiego - z 2-3 dni wg dowodow z zeznania K.Ropko do prawie dwoch m-cy wg dowodow z zeznan Burego. 
Słusznie się domyślasz czytelniku, Kowalec został odsunięty od śledztwa, a w niedługim czasie prokuratura 
pożegnała go na dobre. Nie żeby ten fachowiec się marnował, np w 
adwokaturze, przyhołubił go IPN w 
Białymstoku, a obecnie jest prokuratorem w centrali w Warszawie.
Trzecim i ostatnim super-sledczym w tej sprawie, został prokurator Grzegorz Dyza.
Po niemilym epizodzie z Kawalcem i ekshumacja, przyszedl prikaz z gory, aby wyprostowac te niedorobki z identyfikacja szczatkow NN. Prokurator Dyza rozpoczął swoją pracę od 
przesłuchania doktora Porągiewki. Doktor hurtowo w tym zeznaniu poprawił
 wszystkie swoje wcześniejsze „pomyłki" Na temat tych dwóch podudzi w protokole
 sekcji, co to przez nieuwagę prokurator Wuj podłączył do akt prawdziwy, powiedział że „.. „... w związku z 
tym, że dysponuje dużą ilościa szczątek doszło do
 technicznej pomyłki przy przepisywaniu protokołu..." i zamiast pisać o jednej 
nodze, której sekcję robił, pisał o dwóch.
Nie wyjaśnił dlaczego pobrał mat.
biologiczny z dwóch podudzi - w protokole stoi jak wół - lewa i prawa.
Ponieważ bylo to nieszczesne zeznanie z przed roku, kiedy nie zorientowany doktor upieral sie, ze znaleziono dwa podudzia, w którym wspomagając 
swoją pamięć zdjęciami powiedział „...z
 materiału zdjęciowego wynika, że z jeziora wydobyto dwa podudzia..."
 tym razem zeznał, że nie wie jak to się stało, że powiedział dwa podudzia. Musiał się pomylić (sic!), bo teraz zeznaje oglądając te zdjęcia i widzi wyraźnie, że wydobyto tylko
 jedno podudzie.Niewątpliwie były to nie “te” a inne zdjęcia, czyli nie “te”, ktore oglądał rok wcześniej w
 Olsztynie - wspomagając swoją pamięć i widzac dwa podudzia!
Następnie z całą mocą podkreślił,
 że do rozkawałkowaniadoszło przy użyciu piły, a jego wcześniejsze ustalenia,
 że użyto siekiery lub topora wcale nie są błędem, bo to też narzedzia tnące!
Wyjaśniał też, dlaczego nie opisał
 i nie zauważył otworu po postrzale w żuchwie, który odkryła antropolog po 
usunięciu tkanki miękkiej dziąsła. A mianowicie zeznał, że część twarzo-czaszki
 miała wiele złamań i nie mógł zauważyć otworu po postrzale , ale nie wyklucza, 
że był nawet i trzeci. Nie sprecyzował gdzie konkretnie miałby być ten 
ewentualny postrzał, ani co ma piernik do wiatraka, to znaczy co ma złamanie do 
tego , że nie ma otworu po postrzale czy postrzałach. Zresztą Dyza nie
 przyciskał, bo przecież Bury słyszał tylko dwa strzały i tyle otworów po
 postrzale potrzebował.Nieważne, że jeden był pod zarośniętym dziąsłem - liczy sie liczba otworow!.
Porągiewka zmienił też swoją
 opinię, co do faktu czy podudzia(e) odcięto za życia ofiary, czy po śmierci. W
 protokole oględzin i w protokole autopsji stwierdził, że po śmierci. Teraz Dyza miał zeznanie świadka, który
 słyszał „na mieście, że wśród złodziei
 jest mówione, że Kowalskiemu obcięli nogę kiedy żył" i Porągiewka zeznał, że
 faktycznie nogę odcięto za życia ofiary.
Po tej i paru innych drobnych poprawkach, prokurator Dyza nie mial problemow z polaczeniem powyzszych dowodow w logiczny lancuch poszlak, ktore wskazywaly na jedna tylko logiczna ewentualnosc przebiegu wydarzen. Napisaniem akt oskarżenia i przedstawił go Sadowi Okregowemu w Suwalkach. Cale sledztwo trawalo 3 lata.
CDN