Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwarancje prawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwarancje prawne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

APEL -STOP BEZPRAWIU SĄDÓW I PROKURATUR

Zaczynamy ogólnopolską akcję protestacyjną:...
Jerzy Jachnik26 sierpnia 16:44
Zaczynamy ogólnopolską akcję protestacyjną: STOP BEZPRAWIU SĄDÓW i PROKURATUR

niedziela, 26 sierpnia 2012 21:31

PROSIMY o ROZPOWSZECHNIANIE TEJ WIADOMOŚCI:

Uwaga: W związku z 30 dniową głodówką pokrzywdzonych pod Sądem Okręgowym w Krakowie i brakiem decyzji w sprawie pokrzywdzonych przez krakowskie sądy, Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu w Bielsku-Białej wzywa WSZYSTKICH POKRZYWDZONYCH przez PROKURARURY I SĄDY do rozpoczęcia kroczącej akcji protestacyjnej w 10 miejscowościach Polski, w których siedziby mają Sądy Apelacyjne i Prokuratury Apelacyjne. Poniżej podajemy miasta i terminy rozpoczęcia ogólnopolskie akcji protestacyjnej:
Sąd Apelacyjny w Gdańsku – początek – 3.09.2012 r. – ul. Nowe Ogrody 28/29
Sąd Apelacyjny w Białymstoku – początek – 5.09.2012 r. – ul. A. Mickiewicza 5
Sąd Apelacyjny w Warszawie - początek - 7.09.2012 r. - PL. Krasińskich 2/4/6
Sąd Apelacyjny we Wrocławiu - początek - 9.09.2012 r. – ul. Energetyczna 4
Sąd Apelacyjny w Katowicach - początek – 11..09.2012 r. – Al. Korfantego 117/119
Sąd Apelacyjny w Lublinie - początek – 13.09.2012 r. – ul. Obrońców Pokoju 1
Sąd Apelacyjny w Łodzi - początek - 15.09.2012 r. - Pl. Dąbrowskiego 5
Sąd Apelacyjny w Poznaniu - początek - 17.09.2012 r. – ul. Trójpole 21
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie - początek - 19.09.2012 r. - ul. Ul. J. Piłsudskiego 28
Sąd Apelacyjny w Szczecinie - początek - 21.09.2012 r. – ul. A. Mickiewicza 163
Do dnia 5 godz. 16 prosimy o przekazanie na adres info@aferyibezprawie.org danych osobowych chętnych do podjęcia głodówki w w/w miastach i przygotowanie dokumentów w swoich sprawach. Sprawa pilna. Musimy zgłosić zgromadzenia aby protest był legalny.
Akcja w poszczególnych miastach będzie rozpoczynała się ( o ile będą chętni), zgodnie z podanym powyżej harmonogramem.
W związku z sytuacją, iż w miesiącu wrześniu i październiku są już chłodne noce zwracamy się do mieszkańców wszystkich miast, którzy posiadają przyczepy campingowe, o ich udostępnienie na czas akcji protestacyjnej.
W imieniu głodujących w Krakowie specjalną prośbę kierujemy do mieszkańców Krakowa:
POTRZEBNA PILNIE PRZYCZEPA CAMPINGOWA POD SĄD OKRĘGOWY W KRAKOWIE !!!
KONTAKT TELEFONICZNY: 504 105 220

czwartek, 2 sierpnia 2012

Studium bezprawia - odsłona pierwsza - super śledczy


Gdy prokurator fałszuje prawdę, a sędzia jest również oskarżycielem stanowi to triumf siły, a nie sprawiedliwości.
Informuję czytelników, iż wszystkie zbieżności z prawdziwymi postaciami i wydarzeniami nie są żadnym przypadkiem. Historia jest prawdziwa i występujące postacie są prawdziwe.
Wolność wypowiedzi i swoboda wyrażania swoich poglądów jest zagwarantowana art. 54 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Artykuł ten gwarantuje również prawo do informowania o działalności i jakosci tej dzialalnosci - osób pełniących funkcje publiczne.
Pisząc i publikując ten tekst byłam i jestem świadoma odpowiedzialności karnej z art. 212 & 1 i 2 Kk i oświadczam, iż informacje w tej publikacji podlegają ochronie art. 213 & 2 Kk.
“Osoby wykonujące funkcje publiczne- ze względu na swą pozycję i możliwość oddziaływania zachowaniami, decyzjami, postawami, poglądami na sytuację szerszych grup społecznych – muszą zaakceptować ryzyko wystawienia się na surowszą ocenę opinii publicznej...”  WyrokTrybunału Konstytucyjnego SK 43/05 12.05.2008
Z praktycznych wzgledow ograniczylam sie do opisania najistotniejszych elementow tej historii. Wszystkie nazwiska bohaterow sa zmienione. 

Wszystkie fakty wzięłam z akt sprawy i można je bez trudu zweryfikować.
Rozdział I
Wakacje zbliżały się do końca. 24
 sierpień – asesor Wuj ze wstrętem 
patrzył na swoje biurko, zawalone teczkami spraw, które aktualnie prowadził.
 Włamania, kilka kradzieży samochodów, pobicia. Wsadzanie za kratki drobnych 
przestępców przestało go bawić. Miał 28 lat i marzył o szybkiej i
 spektakularnej karierze w prokuraturze. Potrzebne mu było jakieś zabójstwo, porwanie, może gang narkotykowy. To były sprawy, które gwarantowały
 zainteresowanie mediów krajowych i przełożonych. Z niechęcią otworzył teczkę z
 aktami nastepnej sprawy.
I w tym czasie zadzwonił telefon - Wuj, zbierajcie
się, jedziecie do Pipidowki urlopowicze znaleźli tam czaszke ludzką. Zawiadomiłem już doktora Porągiewkę, za godzinę tam będzie. Miejsce zabezpieczył
 miejscowy posterunkowy.
Kiedy skończył rozmowę z Szefem, asesorowi Wujowi trzęsły sie rece ze zdenerwowania i podniecenia -. Nareszcie !... to
 jest sprawa.
Podróż do Pipidowki zajęła mu długie 20 minut.
 Część jeziora byla odgrodzona od gapiów i ciekawskich taśmą policyjną. Na
brzegu leżała torba plastikowa. Doktor Porągiewka wlasnie podjechał swoim najnowszym
 Mercedesem. Obydwaj obejrzeli czaszkę, doktor podyktował do protokołu oględzin:
  - czaszka oddzielona od ciała siekierą lub toporem, jeden postrzał w 
potylice, otwór wylotowy w okolicach oczodołu, czaszka częściowo
 zeszkieletowana, tkanka miękka częściowo zachowana, szczególnie dobrze na
 dziaslach. Na żuchwie, 6- brak zęba, utracony zażyciowo, wskazuje na to zębodół dobrze
 zabliźniony…
Po powrocie do Olsztyna, Wuj wrócił 
do biura. Rozsadzała go energia. Musiał przejrzeć zgłoszenia osób zaginionych i
 załatwić płetwonurków, aby przeszukali jezioro. Zarzadzil Policji przegląd listy osób 
zaginionych i informacje o wynikach. Policja na drugi dzien przygotowala notatki – miedzy innymi o zaginięciu Jana Kowalskiego z Suwałk.
 Do notatki dolaczono informacje o J.Kowalskim i Jerzym Wojdaku. Wojdak znal Kowalskiego i mial w Pipidowce kolege, Wiktora Gamuza. Fakt, ze czaszke znaleziono w Pipidowce, byc moze ma zwiazek z Wojdakiem.
 Następnego dnia Porągiewka miał
 zaplanowaną autopsję czaszki. Autopsję wg przepisów przeprowadza prokurator
przy udziale medyka sądowego, ale Wuj miał ważniejsze sprawy i zadzwonił do
 Porągiewki, aby zrobił autopsję sam. Wuj tymczasem wezwał podkomendanta policji
 Wieczorka, aby zreferował mu co wie o Wojdaku. Wieczorek przyszedł z grubą 
teczką. Wojdak, znany w Olsztynie złodziej, obecnie ma firmę handlu 
nieruchomościami, przyjaźni się z Kamilem Panisiewiczem z Suwałk, często go
 tam odwiedza. Panisewicz stracił nogę, kiedy wybuchla bomba podłożona w garażu jego domu. Podejrzanym
o podłożenie bomby był między innymi zaginiony Jan Kowalski.
Po spotkaniu z Wieczorkiem,
asesor Wuj nie mógł opanować podniecenia. Wszystko tak pięknie zaczyna się
 układać. Czaszkę znaleziono w Pipidowce, Wojdak ma tam kolegę. W Suwałkach
 zaginął Kowalski, podejrzany o podłożenie bomby przyjacielowi Wojdaka. Ta
 czaszka to musi być zaginiony Kowalski – no i mam mordercow.
Kilka dni później, płetwonurkowie przeszukując jezioro znaleźli kilka plastikowych worków. Nadzorujący
 pracę policjant Karbowiak sporządził stosowne protokoły i zostawił nieotwarte 
worki do dyspozycji i procesowania
 asesorowi Wujowi i doktorowi 
Porągiewce. Protokol wydobycia worków zakonczył o godz. 10.30. Wuj z Porągiewką
 zjawili się około 12.00. Otworzyli worki, przecinajac je.( video) W workach znaleźli dwa ( lub jedno) podudzia(e) i
 dwie dłonie. Po wykonaniu odpowiednich
 czynności, łącznie z oględzinami szczątków i sporządzeniu odpowiednich 
protokołów, szczątki przewieziono do Olsztyna.
Następnego dnia doktor Porągiewka
 przeprowadził autopsję szczątków, podczas której pobrał na wszelki wypadek
 materiał do badań DNA. Prokurator Wuj
 nie miał czasu uczestniczyć w tej czynności. Uskrzydlony wizją przyszłych
 laurów, nie spoczął na tychze i zajął się
 gorączkową pracą nad budowaniem teorii zabójstwa.
14 września teoria była gotowa.
Poszedł z nią do Szefa, który z uznaniem pokiwał głową.
Duża sprawa – rozpoczniemy rozpracowanie operacyjne tych bydlakow, podsluchy, inwigilacja etc. Trzeba znaleźć jakiś
 kryptonim dla tej operacji – myslal glosno Szef.
Może „Czacha" - nieśmiało zaproponował Wuj.
Swietnie, zabierajcie się Wuj do roboty
i żebyście mi nic nie spieprzyli  operacji 
„Czacha" ha..ha..ha..- zasmial sie 
Szef.
W ciągu następnych 2 miesięcy
 asesor Wuj, ciężko pracował nad swoją teorią i dopasowywaniem dowodów, aby
 wszystko trzymało się kupy. Założył, że mordercą był Jerzy Wojdak, jego przyjaciel bez
nogi Kamil Panisiewicz, a także kolega Wojdaka z Plusk, Wiktor Gamus. Motyw był 
jasny, Panisiewicz zemścił się za podłożenie bomby, Wojdak się podłączył, bo
 miał swoje porachunki z Kowalskim - jego byla żona miała krótki romans z tymże,
 a Gamus, tak dla sportu, ale musiał maczać w tym ręce, bo znał Wojdaka, no i
 szczątki znaleziono w okolicy Pipidowki, gdzie przeciez mieszkal.
Po 2 miesiącach Wuj mógł się pochwalić następującymi
 osiągnięciami:
Ø Badanie DNA wykazało, że poszczególne szczątki nalezą do 
tej samej osoby.
Ø Nie przeprowadzono badania porównawczego uzębienia NN
 szczątków z uzębieniem Kowalskiego, ponieważ asesor Wuj utrzymywal, iz nie moze znaleźć więziennej 
książki zdrowia Kowalskiego. (znalazl ja w aktach sprawy Sad Najwyzszy 5 lat pozniej, niestety ktos usunal z niej  wpisy dentystyczne)
Ø Wobec tego zlecono badanie antropologiczne czaszki. 
Antropolog z AM w Poznaniu odtworzyła przypuszczalny wygląd czaszki, ale jakoś 
nie bardzo był podobny do Kowalskiego. Właściwie to wcale nie był podobny.
Ø Antropolog do swoich badań musiała poddać czaszkę 
maceracji, czyli oczyścić ją z tkanki miękkiej. Zanim to uczyniła, opisała
 czaszkę. Po prawej stronie żuchwy ząb 6- brak, tkanka miękka dobrze zachowana,
zębodół zarośnięty. Zuchwa złamana dokładnie w miejscu brakującego zęba i
 zarośniętego zębodołu. Po maceracji okazało się, że NN dokładnie
 w opisanym powyżej miejscu zlamania –zebodol zarosniety po utracie zeba 6-, ma otwór po postrzale.
Ø 
Wuj przepytał rodzinę i znajomych Kowalskiego – niestety 
twierdzili, że ten nie był nigdy postrzelony.
Ø Prokurator na razie nie przejął się tym i zlecił badanie 
porównawcze DNA szczątków i DNA domniemanej matki i domniemanej siostry. DNA 
zawsze poważnie wygląda na rozprawie, a kto się na tym tak naprawdę zna poza genetykami?
Ø Opinia DNA nie przyniosła odpowiedzi na pytanie czy są to 
szczątki Kowalskiego, genetyk stwierdził że szczątki i badane kobiety są „bliskimi krewnymi". Na wszelki wypadek nie
 załączył do opinii badań statystycznych, które są integralną częścią takowej i moglyby statystycznie potwierdzic lub zaprzeczyc nawet tak lakonicznemu ustaleniu “bliskiego pokrewienstwa” W 
opinii tej jeden z fragmentów DNA miał inną wartość, niż w opiniii stwierdzającej, że wszystkie szczątki należą do tej samej osoby. Jeżeli była to ta sama osoba,
wszystkie fragmenty powinny być identyczne!
Ø Asesora Wuja takie drobiazgi nie zrażały, zlecił na wszelki wypadek jeszcze jedną ekspertyzę antropologiczną, licząc na to, że biegła aluzju paniała.
Czekając na tę ekspertyzę, postanowił zająć się dopinaniem a raczej dopasowywaniem
/produkowaniem innych dowodów. A trzeba było się trochę
 nagimnastykować.
Ponizsze domniemania sa wynikiem logicznych wnioskow z dokumentacji sprawy.
Ø 
Po pierwsze z jeziora wyłowiono dwa podudzia. Wskazywalo na to szereg dokumentow, o czym ponizej.
Ø  Jednego podudzia musial sie asesor Wuj pozbyć z dokumentów, ponieważ na tym podudziu nie było tatuażu, a
 Kowalski miał takowy. O tym problemie wiedział prokurator już we wrześniu. Na 
wszelki wypadek nie nadał na dziennik podawczy dokumentów dotyczących znalezisk
w w jeziorze.
Ø Usunął wiec z tych dokumentów protokół oględzin z wydobycia 
podudzi i część zdjęć. Nie jest jasne, kto napisal nowy – wydaje sie (nikt nie chce zrobic porownania pisma z kopi, a oryginalami dysponuje sad), iz napisany jest przez te sama osobe, ktora spisala protokol ze znalezienia czaszki, chociaz nazwisko protokulanta jest inne. W protokole jest 
jedno podudzie.Protokol ten nie jest podpisany ani przez doktora Poragiewke, ani tez przez prokuratora i wymienionego w tym dokumencie protokolanta.
Ø Usunął też oryginalny protokół policjanta Karbowiaka i zastąpil go przeredagowanym.
Niestety podczas przepisywania protokołu Karbowiaka, przedobrzono. Jak wynikało z tego protokołu, Karbowiak spisal protokol i zakonczyl około 10.30, nie otwierając worków, a więc nie mogl znac ich
 zawartości, mógł tylko domniemywać, że znajdują się w nich szczątki. (na rozprawie stwierdzil, ze opuścił on miejsce 
wydobycia szczątków przed otwarciem workow). Tymczasem 
protokół z rozpędu zatytułowano „Wydobycie szczątków ludzkich",  a przeciez rozpoczynajac ten protokol, policjant mogl co najwyzej przypuszczac, iz poszukiwania pletwonurkow moga zakonczyc sie znalezieniem ciala ofiary. Co więcej w
 treści protokolu opisujacej znaleziska jest zdanie „W worku jest noga", jak wiec Karbowiak to wiedział nie
 otwierając worków?, a żeby było jeszcze weselej na szkicu jeziora zaznaczylgdzie wydobyto poszczególne worki i co zawierały.
Ø 20 listopada- trzy miesiace od znalezienia szczatkow asesor Wujzdecydowal sie i przekazał na dziennik nadawczy 
„uzupełnioną" dokumentację znalezisk, autopsji etc.
Ø W pośpiechu Wuj zarejestrował obydwie autopsje, dwie różne
 czynności sledcze, które odbyły się w innym czasie ( jedna 27.09 druga 3.09) pod jednym numerem, co więcej nie 
zauważył, że w protokole autopsji szczątków, opisane są przez Porągiewkę dwa 
podudzia. Również w protokołach pobrania materiału biologicznego, jest opisane pobranie materiału z prawego i lewego podudzia. Fakt ten odzwierciedla rowniez opinia DNA – w opisie otrzymanego mat. biologicznego.
Ø W pośpiechu nie zauwazył tez, iz jestwiecej workow przekazanych do ekspertyz daktyloskopijnych, niz podane i opisane w protokole ogledzin znalezisk nad jeziorem i w protokole Karbowiaka.
 Po tych drobnych zabiegach,
asesor Wuj spokojnie czekał na drugą ekspertyzę antropologiczną biegłej z 
Poznania. Wysłał też do badania DNA ślady śliny znalezione na taśmach, którymi
 oklejone były worki ze szczątkami.
Ekspertyzę antropologiczną dostał w 
marcu. Biegła tym razem nie zawiodła. Zeby się wszystko mniej więcej zgadzało, 
za podstawę drugiej ekspertyzy w części „Analiza antropologiczna czaszki" wstawiła z pierwszej opinii - opis cech 
twarzy Kowalskiego, a nie czaszki. Różnice były zasadnicze jak np. czaszka  - cytaty z opinii antropolog
               czoło - szerokie,
              kości jarzmowe - dość wysokie, masywnie urzeźbione,
              zgryz -
lekki tyłozgryz,
             bródka - silnie wykształcony trójkąt,
             żuchwa - masywna
Natomiast te same charakterystyki twarzy Kowalskiego
czoło - średnio
zaznaczone,
            kości jarzmowe - zaznaczone miernie,
zgryz - prawidłowy,
bródka -
średnio zaznaczona, zaokrąglona,
żuchwa - kąt żuchwy zaznaczony miernie.
Tym drobnym zabiegiem zostały zlikwidowane niejasnosci w wygladzie czaszki – przynajmniej na papierze. Następnie dla ulatwienia na podstawie zdjęcia
 17-letniego Kowalskiego (w czasie zaginięcia miał 28 lat!) antropolog zrobiła
 tzw.superprojekcję. Nawet ta komputerowa manipulacja, nie wyeliminowała widocznych
 nawet dla laika różnic w budowie czaszki
 znalezionej w jeziorze i zdjęcia Kowalskiego. Profil w ogóle nie pokrywał się,
poniewaz czaszka miała wyrażny tyłozgryz, którego nie miał Kowalski. Biegła 
stwierdziła, iż ma 100% pewności, że czaszka nalezy do Kowalskiego. Zapomniala jednak, iz takiego stanowczego stwierdzenia unikaja rzetelni naukowcy, albowiem taka manipulacja komputerowa jest zawsze w mniejszym lub wiekszym stopniu przyblizeniem i o100% pewnosci nie moze byc mowy– o czym sama napisala zreszta kilka tekstow naukowych. Ponadto jezeli wezmie sie pod uwage obydwie jej opinie w tej sprawie – taki wniosek jest nielogiczny i nie moze byc prawdziwy. Jezeli odtwarzajac przypuszczalny wyglad tej czaszki - otrzymala wizerunek osoby zupelnie niepodobnej do Kowalskiego – to nasuwa sie jedyny logiczny wniosek, iz mozliwe bylo otrzymanie dwoch roznych przypuszczalnych wizerunkow tej czaszki, a wiec nie moze byc prawdziwe twierdzenie, iz “pasuje” ona na 100% tylko do wizerunku Kowalskiego. Skad wiec ten zupelnie nie przypominajacy Kowalskiego wizerunek przypuszczalnego wygladu czaszki? Przeciez podstawa otrzymania tego wizerunku byla ta sama czaszka!
Teraz już asesor Wuj, miał
 nareszcie z głowy identyfikację szczątków - 100% pewności, że to jest Kowalski.
Trochę zaniepokoiła go opinia DNA z 
badania śliny z taśm, którymi oklejone były worki, której profil genetyczny
 porównano z profilami podejrzanych m. in. Wojdaka, Panisiewicza i Gamusa.
Okazało się, że ślina należała do kobiety, a tu wszyscy podejrzani to mężczyźni.
 Postanowił jednak nie psuć sobie humoru takimi głupotami i rad nie rad dołączył 
do akt tę opinię. Nie kiwnal nawet palcem, aby poszukac tej kobiety, ktorej profilem DNA dysponowal.
Był czerwiec, 10 miesięcy od chwili rozpoczecia 
 śledztwa. Wprawdzie nie aresztował jeszcze żadnego z podejrzanych (czyt.wytypowanych), ale wiedział, że teraz jest już blisko. Przesłuchiwanie
 podejrzanych to co innego niż zdawanie się na naukowców i kryminologów,
 dynamika zupełnie inna i zawsze można postraszyć, przycisnąć rodzinę,
 zablefować – w ogole pomanipulowac. To lubił.
Szef był bardzo zadowolony z
wyników operacji „Czacha" i postepow w sledztwie. Wuj byl pewien, ze sukces i awans jest murowany.
Z tymi postepami w sledztwie to Szef troche, a nawet mocno przesadzil, poniewaz po za powyzej wymienionymi dzialaniami – sledztwo stalo w miejscu. Wprawdzie Wujwytypowal winnych i udowodnil, ze szczatki naleza do zaginionego Kowalskiego, ale nie bardzo wiedzial jak udowodnicmorderstwo i wine wytypowanych. Przez caly ten czas nie podjeto zadnych dzialan w Pipidowce – ot chociazby przepytania mieszkancow czy jesienia 1998r lub wiosna 1999r nie widzieli jakichs podejrzanych obcych w okolicy miejsca znalezienia szczatkow, moze zapamietali cos odstajacego od normalnych zdarzen – a czas lecial i minelo  juz 10 miesiecy od znalezienia szczatkow. Nie przesluchano tez nawet Wiktora Gamuza, czy jego rodziny, ani zadnego innego podejrzanego.
Niestety w lipcu Szef Szefa - z
Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku, zarządził przeniesienie śledztwa do Białegostoku - uwazal, ze sledztwo jest spratolone i trzeba je oddac fachowcom. Asesor Wuj był bardzo zawiedziony, no ale przecież i tak wywindował się na tej sprawie.
 Skończyły się drobne kradzieże i włamania. Akurat Olsztyn nawiedziła fala
 porwań i wiadomo było, że Wuj ma dobre plecy u Szefa i dostanie te sprawe. I dostał. Z przykrością musimy zostawić naszego bohatera w Olsztynie, zaspokoję
 tylko ciekawość czytelników i dodam, że juz teraz prokurator Wuj zrobił karierę. Po dwóch 
latach śledztwa przy wydatnej pomocy Stowarzyszenia na rzecz Bezpieczeństwa 
założonego przez olsztyńskich
 biznesmenów ( wielu o niezbyt swietlanej przeszlosci np. byli przestepcy, jeden np. czlonek mafii pruszkowskiej) wsadził za kratki 16 oskarżonych i został ogólnopolskim specem od 
porwań. Miał 31 lat.
Tymczasem w Białymstoku śledztwo 
przydzielono prokuratorowi Kawalcowi. Zabrał sią dziarsko do roboty.
Ustalił, że Panisiewicz zamówił 
metalową klatkę dla psa. To było bardzo podejrzane działanie. Prokurator zalozyl, ze klatka byla potrzebna Panisiewiczowi do przetrzymywania Kowalskiego.
Po roku od znalezienia szczatkow przeszukano kilkakrotne posesje Gamuza i Burego – bez rezultatow. Przeszukano tez okolice Pipidowki i miejsce znalezienia (przed rokiem!) szczatkow. Pomimo zmasowanej akcji sledczych, Policji i CBS nie znaleziono literalnie nic. Nie żeby to zniechęciło prokuratora Kawalca. W końcu logicznym jest, że jak Panisiewicz zamawial klatke – to nie dla psa. A jak szczatki znaleziono w okolicy Pipidowki, to wiadomo, ze i klatka musiala tu byc. I trzeba znaleźć to miejsce,
 a jak nie to chociaz te klatke, no w ostatecznosci chociaz jakis jej kawalek.
W czasie, kiedy przeszukiwano rozne miejsca w Pipidowce i okolicy, prokurator Kawalec i podkomendant Mackiewicz – jego prawa reka,   przesluchali tez kilkunastu mieszkancow Pipidowki m.innymi matke Gamuza, (zone Burego) a takze opiekunke Burego z PCK. Przesluchiwani nie mieli zadnych informacji, ktore posunelyby sledztwo do przodu. Nikt nie widzial, ani Kowalskiego, ani klatki, ani zadnych podejrzanych dzialan, czy podejrzanych typow. No i jak tu udowodnic teze, ze 
Kowalskiego - około 6 - 8 – przetrzymywano w okolicy Pipidowki w klatce, a mordercy torturowali Kowalskiego, a wiec musieli albo gdzies zatrzymac sie w okolicy, albo dojezdzac?
Prokurator postanowil przesluchac podejrzanych, z ktorych czesc juz aresztowal.Trzeba przeciez jakos połączyć
 zaginięcie Kowalskiego w Suwałkach ze szczatkami znalezionymi w Pipidowce i udowodnic, ze tam przetrzymywano i zamordowano Kowalskiego.
Jak dotad bylo z tym było
 trochę kłopotu, ale prokurator Kawalec wprowadzał już nie raz w życie motto 
super-śledczego wszechczasów, towarzysza Dzierżyńskiego -nie ma niewinnych, są
tylko źle przesłuchiwani. I tym razem metoda nie zawiodła.
Jeden z podejrzanych, niejaki
 Krzysio Ropko, siedział w areszcie tymczasowym jako podejrzany i miękł. Nie to, żeby Kawalec
naprawde go  podejrzewał, ale Krzysio był młody i podatny na manipulacje. Prokurator
uważał, że będzie świetnym świadkiem oskarżenia. Krzysio znał dobrze 
Panisiewicza i bywał czesto u niego. Zbliżały się
 święta Bożego Narodzenia. Kawalec wziął go na przesłuchanie 21 grudnia.
 Najpierw próbował prostej metody, naszczuć na innego podejrzanego - padło na 
Wojdaka. Pokazał Krzysiowi zeznania Wojdaka (ten nie byl jeszcze aresztowany), w których tenże obciążał Krzysia.
 Oczywiście takich zeznań nie było, ale o ty Krzysio nie mogl tego wiedziec - zaczął łapać przynętę. Na razie
 się nie złamał. Kawalec rzucił więcej, jak złoży zeznania obciążające Wojdaka i
 Panasiewicza na święta będzie w domu. Krzysio się zgodził, szkopuł w tym, że 
nie bardzo wiedział co zeznawać. Prokurator go uspokoił - spoko - ja napiszę, a 
ty podpiszesz. Tak też się stało i Krzysio na święta był w domu.
A oto co Kawalec napisał, o
 przepraszam spisał w protokole.
Kilka dni po zaginięciu
 Kowalskiego, Krzysio był z wizytą u Panisiewicza. Siłował się w siłowni i nagle
 usłyszał rozmowę Panisiewicza z Wojdakiem. Rozmawiali w garażu, który jest o
poziom wyżej od siłowni i nadto oddziela te pomieszczenia szeroka klatka schodowa. Z
rozmowy tej dowiedział się, że Kowalski nie żyje. Najpierw Wojdak powiedział -
 no cóż, co miałem zrobić, przecież spał z moją żoną,ale po jakimś czasie miał powiedzieć cos zupelnie innego - że zabił go Gamuz - on to
 tak ujął, że Gamuz przeholował, torturując Kowalskiego, czyli to mial byc, taki więcej
 wypadek. Dadał też, że Kowalski siedział w klatce, w lesie, w
 okolicach Pipidowki.
Troszkę to się nie bardzo zgadzało,
z tym scenariuszem przetrzymywania Kowalskiego tygodniami w Pipidowce, bo 
rozmowa miała się odbyć dwa, trzy dni po zarzucanym porwaniu i nie bardzo było jasne, kto
 zamordował, bo niby na zdrowy chłopski rozum to jest albo - albo. Albo zabił 
Wojdak, bo cóż miał zrobić? przecież Kowalski spał z jego żoną, albo Gamuz
 przeholował w torturowaniu.Ale przetrzymywanie tygodniami lepiej wyglądało, bo 
można było dorzucić zarzut szczególnego okrucieństwa i wielotygodniowego
 torturowania. Prokurator Kawalec nie zawracal sobie takimi detalami glowy.
Krzysio zeznał również, że Wojdak 
dzwonił do niego tego dnia, kiedy zaginął Kowalski i pytał o jego szefa, Marka
 Rudowskiego, właściciela komisu samochodowego i wspólnika Panisiewicza. Krzysio 
to zinterpretował jako pociąganie go za język, po porwaniu Kowalskiego.
Z tym tetefonowaniem Wojdaka, to 
Kawalec trochę przesadził, bo wprawdzie miał kwit z TP, że numer, z którego
 wykonano połączenie na numer domowy Krzysia, należał do firmy Wojdaka, ale 
wiedział też, że numer ten przejął Wojdak od Rudowskiego pół roku po 
domniemanym porwaniu. W dniu porwania należał on do szefa Krzysia. Czyli na zdrowy chłopski rozum, to szef albo 
inny pracownik dzwonił do Krzysia z
 komisu, a nie Wojdak. Gdyby natomiast
 Wojdak był tego dnia w komisie i dzwonił do domu do Krzysia,( nikt nie widział
 Wojdaka w komisie tego dnia) aby wybadać sytuację, to po cóż się pytał o 
Rudowskiego. Przecież dzwonił z jego komisu.
Krzysio zeznał, też na okoliczność 
porwawnia, a mianowicie widział, jak Kowalski wsiadał do samochodu Dyzia 
Dynki. Dyzio miał trochę nie pokolei w głowie, a w tej sprawie był również
 oskarżony jako trzeci bezpośredni morderca. Sąd uznał go za chorego psychicznie
i w związku z tym nieodpowiadającego za swoje akcje. Dalej Krzysio powiedzał, 
iż cały dzień nie wychodził z pracy i do
końca dnia nie widział, aby Dyzio wrócił z Kowalskim. Inni świadkowie zeznali, 
że Kowalski wrócił z Dyziem. (Kowalski miał sklep z częściami samochodowymi 
przy komisie Rudowskiego). To zeznanie Krzysia mialo byc dowodem uprowadzenia Kowalskiego.
 Ale jeżeli ktoś z komisu dzwonił do 
Krzysia, to znaczy, że przynajmniej w tym czasie nie było go w komisie! A wiec nie mogl wiedziec czy Kowalski wrocil z Dyziem, czy tez nie.
Prokurator przesluchal tez innych swiadkow i podejrzanych i chociaz zaden nie byl tak spolegliwy jak Ropko i nie dostarczyli oni zadnych rewelacji, to jednak powoli jego teza mogla byc tu i owdzie poparta.
W tym czasie podkomendant Mackiewicz tez nie proznowal, przesluchiwal swiadkow i często wizytowal ojczyma Gamuza, pana
 Burego. O tych wizytach podkomendanta opowiedzial Bury na rozprawie – podkomendant wpadal do niego na pogawedki. Same te pogawedkiz przyszlym swiadkiem sa dosc nietypowym i nie bardzo etycznym dzialaniem, a i podkomendant wpadajac na te pogawedki, kazdorazowo musial pokonac ponad 600 km w obydwie strony ! Bury podal tez, ze czesto rozmawiali o szczatkach i morderstwie.
Byc moze dlatego, Burego nie przesluchano w latem i jesienia 2000r, kiedy przesluchiwano swiadkow w Pipidowce. Nie byl jeszcze  przygotowany!? Bury po tych pogawedkach z Mackiewiczem zeznawal w koncu po raz pierwszy  pod koniec stycznia 2001r , wiecej niz poltora roku po domniemanym morderstwie.
Zeznal, iz owszem jacyś mężczyźni przywieźli na posesję pręty metalowe, zawinięte w szary papier i wnosili na strych. To było 
to co potrzebował Kawalec. Wprawdzie wykonawca klatki zeznał, że zespawał
 klatkę z katownikow i prętów, tworząc elementy (ścianki), które łatwo można było złożyć, a 
tu byly same pręty, a nie zespawane elementy, ale w końcu nie można wybrzydzać -
 wszystko to w koncu metal - a to jest najważniejsze. Bury nie widział znoszenia
 prętów ze strychu, ale od czego dedukcja
 śledczego. Mordercy znieśli jak Bury np. spał. Jak złożyli klatkę z tych 
prętów? Zespawali? To po co zamawiali
 zespawaną, żeby „rozspawać" i mieć pręty, a potem znowu je spawac? Jak i gdzie? Czy nie prościej było kupić wobec 
tego pręty? Jak każdy porządny prokurator, Kawalec nie zwracał uwagi na takie
 niuanse. Miał przecież morderców i trzeba było uwolnić od nich porządne społeczeństwo.
Prokurator Kawalec mial juz punkt zaczepienia do dalszego udawadniania, ze zabojstwa dokonano w okolicach Pipidowki - w odludnym miejscu.
Nic to, że Pipidowka i okolice zabudowane pałacami
 letniskowymi prominentów z Olsztyna i Warszawy, a ruch w okolicy jak na 
Marszałkowskiej. Kowalski miał być tam przetrzymywany od połowy kwietnia do
 początków czerwca. A wiec wtedy kiedy letnicy, ci na emeryturach, a takze mlode matki z malymi dziecmi przenosza sie do domow letniskowych. Ponadto w 1999r pobliski osrodek wypoczynkowy Rady Ministrow byl jak za czasow PRLu, zamknietym i strzezonym przez sluzby specjalne obiektem– co wiazalo sie ze stalym patrolowaniem lasow w okolicy Pipidowki. Znalezienie odludnego miejsca w tej okolicy bylo nierealne i niemozliwe. Kazdy mieszkaniec tamtych terenow to wiedzial. Do tego wiosna 1999r nadlesnictwo przeprowadzalo klasyfikacje drzew do wycinki w tych lasach, co wiazalo sie z zatrudnieniem dodatkowych pracownikow lesnych, ktorzy w czasie klasyfikacji sprawdzili kazdy metr lasu.
Ale tych faktow nie mogl brac pod uwage prokurator, poniewaz kladlo to cala hipoteze z takim wysilkiem budowana przez asesora Wuja i przez niego.
Nawet gdyby takie odludne miejsce znalezli mordercy, jest fizyczna niemozliwoscia, aby, nawet po ponad roku, Policja i fachowcy z CBS nie odnalezli tego miejsca. A mianowicie:
Dorosły mężczyzna przez 8 tygodni przetrzymywania w klatce 
na powierzchni 1,5 m kwadratowego wyeliminowałby okolo 160 l moczu i 
60 kg kału (Bury zeznał, że pasierb nosił jedzenie do lasu!). Do tego trzeba dodac krew podczas morderstwa i rozkawalkowania ofiary. Miejsce to, gdyby 
rzeczywiście istniało, byłoby „czuć" conajmniej w promieniu kilkudziesięciu 
metrów, jak również miejsce to przez następne kilka miesięcy byłoby atrakcją
 dla setek tysiecy much i innych insektów. Sam fetor i charakterystyczny hałas setek tysięcy
 much i innych insektów, nie mógłby pozostać niezauważony.
Wyniszczenie fizyczne (pod wpyłwem ciężaru klatki i
 wagi Kowalskiego, a także „oprawców") i chemiczne podściółki lasu, potrzebowałoby 
regeneracji conajmniej kilku lat.
Niemozliwe bylo zatarcie tych sladow. Aby to zrobic potrzebna bylaby koparka, by usunac taka ilosc podsciolki i ziemi z wsiaknietymi odchodami i krwia ofiary – dobre pol tony albo i wiecej. Jest oczywistym, ze mordercy nie mogli uzywac zadnych maszyn, a wiec pozostawaly im lopaty i worki i wynoszenie ich na plecach i “na piechote”. Jak daleko od miejsca przetrzymywania mogliby przenosic te ziemie ze “sladami”? I jaki mialoby to sens? Przeciez w miejscu gdzie przeniesliby te slady – byloby to oczywiste i widoczne nawet po roku czy dwoch. A w miejscu usuniecia bylaby wielki dol. Jak mordercy ukryli ten dol przed fachowym okiem specow z CBS? Czy wypelnili go nowa ziemia, skad ja wzieli? I jak taka aktywnosc, chociazby przebywanie w tej okolicy tylu obcych umknelo uwadze miejscowych, sluzb specjalnych, pracownikow lesnych?. Nie znaleziono nawet jednego swiadka, ktory widzialby ktoregokolwiek z oskarzonych w lesie czy w okolicy lasu, czy w samej miejscowosci Pipidowka. Caly ten scenariusz byl absurdalny.
Ale takich watpliwosci nie mial prokurator Kawalec.
Bury zeznal. iz słyszał „od kwietnia do czerwca” dwa strzały. I to był wg Kawalca moment 
zabójstwa Kowalskiego. Wprawdzie nie wyeliminowal innych możliwości - leśniczy czasami
 strzela, działa tam też koło łowieckie, jest tez problem z klusownikami. Bury zeznał tez, że tego dnia, kiedy słyszał dwa strzały, pasierb udał się do lasu
 z piłą mechaniczna i kolegą Kaczyńskim. A więc prokurator wydedukował, że to właśnie tą piłą
 rozkawałkowano zwłoki Kowalskiego. Fakt, ze Bury zeznal, ze po powrocie z lasu przyniesli naciete drewno i zaladowali je do bagaznika Kaczynskiego, nie mial zadnego wplywu na process dedukcyjny prokuratora.
W tym zeznaniu było parę dziur, po 
pierwsze nie było w tym zeznaniu wzmianki o innych podejrzanych – Wojdaku, Panisiewiczu czy Dynce. No cóż dobrze, że był Gamuz i
 poszedł do lasu z narzedziem tnacym do lasu . Trzeba byc optymista. Ta piła to też trochę była nie na rękę prokuratorowi, bo przecież
 doktor Porągiewka stwierdził, że rozkawałkowano ciało siekierą czy toporem. 
O to nie martwił się prokurator, bo wiadomo, że zapenial Porągiewce chlebek i to juz nie z szyka ale z kawiorem, a 
inteligientny biegły, zawsze zeznana tak jak potrzebuje prokurator. Nie wazne, że każda kura domowa rozróżni
po sladach na kosciach - rąbankę odnowocześnie pociętego piła mięsa z kością. Zeby nie utrudniać,
 Kawalec nie przreprowadził żadnych badań piły.
A przeciez , gdyby rzeczywiscie rozkawalkowano nia ofiare, szansa, ze pozostaly na niej mikroskopijne chociazby slady krwi byla bardzo duza.  Dyskretnie pominął też tego Kaczyńskiego, z którym Gamuz udał się do 
lasu ( nie byl na liscie podejrzanych!?) i nawet przesłuchując go, nie zapytał o tę wycieczkę do lasu w dniu morderstwa. W końcu byli już
 znani mordercy, a Kaczyński wprawdzie bywał w Pipidowce, ale nie miał motywu. Po
 co komu komplikacje w śledztwie.
Natomiast na podstawie tego
 zeznania ustalił prokurator Kawalec, że wprawdzie Bury nie widział (tego dnia 
kiedy słyszał dwa strzały) Wojdaka na
 posesji, nie widział też Wojdaka udającego się do lasu, nie widział
go też powracającego z lasu, to jednak nie ulega wątpliwości, że tam był i
 tylko, duża ilość samochodów zaparkowanych na posesji, przeszkadzała w 
obserwacji świadkowi Buremu. Oczywiście ta duża ilość, nie przeszkadzała w
 obserwacji Gamuza i Kaczyńskiego udających się i wracających z lasu, nie wspominajac o tym, ze Bury nie mogl widziec zaparkowanych samochodow, ani drogi do lasu z podworka przed wejsciem do domu – a tylko tam mogl sie poruszac na wozku inwalidzkim bez pomocy innej osoby.
Zeby dopiąć wszystko na ostatni
 guzik. Kawalec wydedukował, że dowodem na to, iż Kowalski był przetrzymywany i
 zamordowany w Pipidowce, są zeznania policjanta w powiązaniu z zeznaniami
 Burego. Policjant zeznał, że 11 września 1999r.podsłuchał rozmowę telefoniczną (operacja Czacha) 
pomiędzy Panisiewiczem a Kaczyńskim. Kaczyński przekazał Panisiewiczowi 
wiadomość od Gamuza, ktory chciał, żeby
 Panisiewicz zapłacił mu, za przysługę jaką zrobił Wojdakowi. Zeznanie Burego - 
jak przyjechało pogotowie z Olsztyna do narzeczonej Gamuza, widział u pasierba „dużą ilość pieniędzy
w portfelu" jak ten nachylił się nad noszami i poła marynarki uchyliła się.
 Pogotowie przyjechało do Pipidowki 15 sierpnia ! Ale Kowalec to wykształcony człowiek i
 teorie Einsteina nie sa mu obce, a podróż w przeszłość tej dużej ilości pieniędzy
 całkiem przecie możliwa, bo tylko przy takim zalozeniu wszystko tak sie ladnie sklada w logiczna calosc. Ta zaplata to miala byc wg prokuratora za udostepnienie miejsca do przetrzymywania Kowalskiegoprzez Gamuza – Wojdakowi. Dlaczego akurat Wojdakowi, a nie wszystkim mordercom? I jakie to miejsce udostepnial Gamuz? nie posiadal on ani ziemi ani kawalka lasu ani w ludnym ani w bezludnym miejscu! Czy udostepnilbezludne miejsce w publicznym lesie? i za to kazal sobie placic? 27 dni po tym jak ojczym widzial juz duza ilosc pieniedzy w jego portfelu, ktore wg prokuratora byly ta zaplata?
Mając morderców i dowody,
 prokurator Kawalec zaczął pisać akt oskarżenia. I tu stała się rzecz 
zadziwiająca. Pewnego dnia Kawalec poprosił podkomendanta Mackiewicza - 
wystosował notatkę służbową - aby ten odnalazł grób Kowalskiego, bo zamierza
 ekshumować szczątki. Mackiewicz odnalazł grób i odpowiednie informacje na
 piśmie plus szkic kwatery na cmentarzu, przekazał prokuratorowi. Nie wiadomo, 
dlaczego Kawalec chciał ekshumować, można co najwyżej domniemywać, iż powziął 
jakieś podejrzenia co do rzetelności identyfikacji prokuratora Wuja, albo uznal, ze cala ta identyfikacja za grubymi nicmi szyta, aby sie pod nia podpisac.  Prokurator Wuj byl juz w 
tym czasie krajową gwiazdą od wykrywania porwań.
Byc moze doszedl do wniosku, ze troche przesadzil z tymskladajacym sie w logiczna calosc "rozciagnieciem w czasie"  przetrzymywania i zamordowania Kowalskiego - z 2-3 dni wg dowodow z zeznania K.Ropko do prawie dwoch m-cy wg dowodow z zeznan Burego. 
Słusznie się domyślasz czytelniku, Kowalec został odsunięty od śledztwa, a w niedługim czasie prokuratura 
pożegnała go na dobre. Nie żeby ten fachowiec się marnował, np w 
adwokaturze, przyhołubił go IPN w 
Białymstoku, a obecnie jest prokuratorem w centrali w Warszawie.
Trzecim i ostatnim super-sledczym w tej sprawie, został prokurator Grzegorz Dyza.
Po niemilym epizodzie z Kawalcem i ekshumacja, przyszedl prikaz z gory, aby wyprostowac te niedorobki z identyfikacja szczatkow NN. Prokurator Dyza rozpoczął swoją pracę od 
przesłuchania doktora Porągiewki. Doktor hurtowo w tym zeznaniu poprawił
 wszystkie swoje wcześniejsze „pomyłki" Na temat tych dwóch podudzi w protokole
 sekcji, co to przez nieuwagę prokurator Wuj podłączył do akt prawdziwy, powiedział że „.. „... w związku z 
tym, że dysponuje dużą ilościa szczątek doszło do
 technicznej pomyłki przy przepisywaniu protokołu..." i zamiast pisać o jednej 
nodze, której sekcję robił, pisał o dwóch.
Nie wyjaśnił dlaczego pobrał mat.
biologiczny z dwóch podudzi - w protokole stoi jak wół - lewa i prawa.
Ponieważ bylo to nieszczesne zeznanie z przed roku, kiedy nie zorientowany doktor upieral sie, ze znaleziono dwa podudzia, w którym wspomagając 
swoją pamięć zdjęciami powiedział „...z
 materiału zdjęciowego wynika, że z jeziora wydobyto dwa podudzia..."
 tym razem zeznał, że nie wie jak to się stało, że powiedział dwa podudzia. Musiał się pomylić (sic!), bo teraz zeznaje oglądając te zdjęcia i widzi wyraźnie, że wydobyto tylko
 jedno podudzie.Niewątpliwie były to nie “te” a inne zdjęcia, czyli nie “te”, ktore oglądał rok wcześniej w
 Olsztynie - wspomagając swoją pamięć i widzac dwa podudzia!
Następnie z całą mocą podkreślił,
 że do rozkawałkowaniadoszło przy użyciu piły, a jego wcześniejsze ustalenia,
 że użyto siekiery lub topora wcale nie są błędem, bo to też narzedzia tnące!
Wyjaśniał też, dlaczego nie opisał
 i nie zauważył otworu po postrzale w żuchwie, który odkryła antropolog po 
usunięciu tkanki miękkiej dziąsła. A mianowicie zeznał, że część twarzo-czaszki
 miała wiele złamań i nie mógł zauważyć otworu po postrzale , ale nie wyklucza, 
że był nawet i trzeci. Nie sprecyzował gdzie konkretnie miałby być ten 
ewentualny postrzał, ani co ma piernik do wiatraka, to znaczy co ma złamanie do 
tego , że nie ma otworu po postrzale czy postrzałach. Zresztą Dyza nie
 przyciskał, bo przecież Bury słyszał tylko dwa strzały i tyle otworów po
 postrzale potrzebował.Nieważne, że jeden był pod zarośniętym dziąsłem - liczy sie liczba otworow!.
Porągiewka zmienił też swoją
 opinię, co do faktu czy podudzia(e) odcięto za życia ofiary, czy po śmierci. W
 protokole oględzin i w protokole autopsji stwierdził, że po śmierci. Teraz Dyza miał zeznanie świadka, który
 słyszał „na mieście, że wśród złodziei
 jest mówione, że Kowalskiemu obcięli nogę kiedy żył" i Porągiewka zeznał, że
 faktycznie nogę odcięto za życia ofiary.
Po tej i paru innych drobnych poprawkach, prokurator Dyza nie mial problemow z polaczeniem powyzszych dowodow w logiczny lancuch poszlak, ktore wskazywaly na jedna tylko logiczna ewentualnosc przebiegu wydarzen. Napisaniem akt oskarżenia i przedstawił go Sadowi Okregowemu w Suwalkach. Cale sledztwo trawalo 3 lata.
CDN

poniedziałek, 23 lipca 2012

Sejmowi obrońcy sprawiedliwości/praw człowieka w akcji



Kilka dni temu Aneta Mrugła zamieściła na Facebook informację i link do zapisu posiedzenia Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka /nr 33/ z dnia 26-06-2012, gdzie przedstawiła sprawę św. pamięci Doroty Mrugały zmarłej w zeszłym roku w areszcie.

Sprawa to i tragiczne i bulwersująca.

Niestety Aneta Mrugała nie miała więcej szczęścia, niż inni pokrzywdzeniu występujący ze swoimi sprawami przed tą Komisją.

Komisja tym razem obradowała pod przewodnictwem posła Jerzego Kozdronia (PO), zastępcy przewodniczącego Komisji oraz posła Stanisława Piotrowicza (PiS), też zastępcy przewodniczącego Komisji.

Na tym posiedzeniu Komisja   “zrealizowała następujący porządek dzienny:” - informacja na temat przedłużających się terminów tymczasowego aresztowania.

W tym samym czasie, kiedy Komisja “realizowała” punkt swojego programu - przepraszam porządku dziennego, w Sejmie odbywała się dyskusja na temat zmiany ustawy o zgromadzeniach.

Dlaczego w dyskusji nad tak istotną ustawą dotyczącą praw człowieka, nie uczestniczyli sejmowi fachowcy od tychże praw? Planowanie w tym samym czasie posiedzenia Komisji, co tak ważne dla suwerena posiedzenie Sejmu, jest oburzającym i niedopuszczalnym brakiem respektu dla tegoż suwerena. Stawia to też pod wielkim znakiem zapytania jakość pracy naszych posłów tak w samej  Komisji jak i na sali obrad parlamentu.
Wielu posłów udziela się w pracach kilku Komisji. Vide Przewodniczący  w tej Komisji, poseł Jerzy Kozdroń, spieszył przewodniczyć Komisji Kodyfikacyjnej ( także kilku innych posłów) i miał nadzieję, że szybko odwali się program dnia na tym posiedzeniu.

Poseł Jerzy Kozdroń dał do zrozumienia, iż ewentualne wysłuchanie Anety Mrugały nie wynikało z chęci pochylenia się członków Komisji nad tragedią rodziny Mrugałów, czy  z chęci poznania powszechnych praktyk w stosowaniu aresztu tymczasowego, ale li tylko i wyłacznie z “dobroci “ Przewodniczącego komisji...dla posła Jaworskiego.

Co to strony merytorycznej, to sam problem przedstawiony w porządku dnia - informacja na temat przedłużających się terminów tymczasowego aresztowania, był jakimś nieporozumieniem. Wskazywał na brak podstawowej wiedzy szefów Komisji na temat problemów związanych ze stosowaniem aresztu tymczasowego. Takie zawężenie tematu nie tylko do przedłużających się terminów, ale  przede wszystkim do kuriozalnego ograniczenia  tylko do informacji, czyniło samo posiedzenie Komisji zbędną stratą czasu. Takie informacje na prośbę Komisji mogły przesłać  zaangażowane podmioty emailem. 

Co  do meritum - Trybunał w Strasburgu,  po ponad 170 sprawach o nieuzasadnioną przewlekłość tymczasowego aresztowania  przegranych przez Polskę powoli wymusił polepszenie sytuacji w tej kwesti.

Dlatego też zaproszeni - Prokurator Generalny Andrzej Seremet i Podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Grzegorz Wałejko nie mieli problemu z zarzuceniem Komisji statystykami, z któych oczywiście wynikało, ze terminy aresztowań nie wydłużają się, a wręcz przeciwnie skracają. Nie musieli nawet kombinować.

PG A. Seremet podkreślił też zasadnie, iż nie można całą winą za problemy z tymczasowymi aresztowaniami obciążać prokuratury, poniewaważ to sądy podejmują decyzje na wniosek prokuratora. O zaproszeniu przedstawicieli sądownictwa  Komisja nie pomyślała.

Obok przewlekłego, często wieloletniego stosowania aresztu, nagminnym jest stosowanie tegoż, w sytuacjach, kiedy można skorzystać z innych rozwiązań. Jeszcze bardziej bulwersujące i tragiczne jest bezpodstawne nadużywanie aresztu tymczasowego.

Podczas gdy w demokratycznych krajach areszt tymczasowy stosuje się tylko w wyjątkowych wypadkach  i nawet w przypadkach podejrzenia zabójstwa większość podejrzanych, a póżniej oskarżonych odpowiada z wolnej stopy, u nas każdy podejrzany – i złodziej czekolady w Tesco jak i zabójca lądują w areszcie, bez względu na dowody jakimi dysponuje (a często nie dysponuje) prokuratura. Taka polityka organów ścigania (występujących z wnioskami) i sądów (orzekających zastosowanie aresztu) jest niezrozumiała. Przecież to są kolosalne koszty utrzymania aresztowanych, obciążających cale społeczeństwo.

Ale głównym i tragicznym w konsekwencjach problemem są aresztowania nie mające podstaw prawnych. To są te „.. kierowane do sądów wadliwe wnioski…” jak to nazywa efemistycznie PG. I najczęściej niestety, prokuratorzy przywiązują się do swoich błednych tez i  podejrzeń i jak zachodzi potrzeba wprowadzają w życie powiedzenia Dzierżyńskiegoo i Wyszyńskiego – Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf i Nie ma niewinnych, są tylko źle przesłuchiwani – czyli jak  już aresztują delikwenta, no to trzeba coś na niego znaleźć i po latach w końcu,  różnymi metodami, niekoniecznie zgodnymi z prawem - znajdują. Taki jest najczęściej początek „pomyłek, błędów i niedoróbek“ wymiaru sprawiedliwości, o których tyle się mówi ostatnio.

Z formalnego punktu widzenia, zważywszy  na temat  programu dnia do odwalenia przez Komisję, zaproszeni przez posła Andrzeja Jaworskiego goście - Aneta Mrugała i jej narzeczony Łukasz Białkowski nie mieli nic do powiedzenia „na temat przedłużających się terminów tymczasowego aresztowania”. Nie miał też w tej kwesti nic do powiedzenia jeden z założycieli ruchu Niepokonani Andrzej Żuromski,  zaproszony „oficjalnie“ przez Komisję.

Miał rację poseł Mariusz Kamiński twierdząc, że temat i formuła tego posiedzenia była nieprzemyślana i bez sensu.

Natomiast poseł Stanisław Piotrowicz wypowiadając się o podstawach prawnych tymczasowego aresztowania, nie bardzo rozumiał  problem i wyrażnie pomieszały mu się niektóre pojęcia.

Broniąc decyzji prokuratur w sprawie tymczasowego aresztowania,( nie wynikało z tej wypowiedzi – czy tych przedłużających się w lata, czy tych bezpodstawnych) doszukiwał się źródła zła w absurdalnym powszechnym oczekiwaniu od prokuratura, aby kierował akty oskarżenia , tylko wtedy gdy będzie pewność skazania. Czyli proste – to wina głupich obywateli!
Największą bolączka wymiaru sprawiedliwości według posła jest natomiast fakt, że na wyrok czeka się latami.  A do tego „..Trybunał w Strasburgu zasądza odszkodowania, nie wdając się w meritum sprawy, zasądza odszkodowanie tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś nie uzyskał wyroku w tak zwanym rozsądnym terminie…”

Poseł nie rozróżnia trzech różnych problemów, o których mówił a) niesłuszne aresztowanie, b) przewlekłość tymczasowego aresztowania ( bez względu na fakt czy jest ono zasadne, czy też nie) i c) przewlekłość procesu sądowego. Dziwi też i niepokoi dyletanctwo i niewiedza posła Piotrowicza (z-cy Przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości  i Praw Człowieka ) co do postępowania przed ETPC. Trybunał nie jest ani powołany, ani nie ma kompetencji do  rozpatrywania merytorycznie sprawy za polski sąd – nie ma więc co rozpaczać, że zajmuje się wyłącznie kwestią uzyskania przez kogoś wyroku w rozsądnym terminie – tego dotyczyły skargi! Na marginesie dodam, iż sprawy o przewlekłość procesu sądowego nie dotyczą tylko spraw karnych, ale też i to głównie spraw cywilnych i tymczasowe aresztowanie tych postępowań nie dotyczy.

Oczywiście ETPC rozpatruje również skargi dotyczące przewlekłości tymczasowego aresztowania, ale o tych nie wspominał poseł.

Trzeba pamiętać, iż większość śledztw w poważniejszych sprawach w Polsce ciągnie się latami i to  nie z powodu wyjaśniania wszystkich okoliczności sprawy. Główną przyczyną jest tunel vision prokuratorów. Najczęściej już w pierwszych tygodniach śledztwa wypracowują jakąś hipotezę i szukają dowodów na potwierdzenie tejże. Tak się działo przez 12 lat w śledztwie zabójstwa gen. Papały i dziesiątkach innych śledztw, które znamy z doniesień mediów. Tak też się dzieje w tysiącach innych śledztw, o których nic nie wiemy.

 Pisałam w poprzednich moich  tekstach o sprawie zabójstwa, w której prokuratura po roku (sic!) trwania śledztwa rozpoczęła przeszukiwanie terenu w okolicy znalezienia ciała i przesłuchiwanie okolicznych mieszkańców. W takim tempie podczas trzech lat trwania śledztwa, ani nie wyjaśniono wszystkich okoliczności, ani nawet podstawowych okoliczności ! I śledztwo nie trwało tyle czasu, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik i mieć pewność skazania! Spreparowanie dowodów, żeby się jako tako trzymały kupy wymaga czasu. Prokuratorzy nie muszą się martwić o pewność skazania, tę mają jak w banku na 98,2%,  sędziowie skażą, poprawią statystyki,  wstydu oszczedzą! To 1.8%? uniewinnień w sądach jest dobitnym potwierdzeniem  powyższych twierdzeń.

Poseł Piotrowicz twierdzi, że przed wojną z “…oskarżenia prokuratorskiego zapadało 30% uniewinnień…” i twierdzi, ze wynikało to z faktu niewyjaśniania wszystkich okoliczności przez prokuratorów i   nieposiadania pewności skazania. Moim zdaniem przyczyną leży gdzie indziej. Może przed wojną mieliśmy sędziów, którzy przestrzegali prawa, szanowali honor i swój i wymiaru sprawiedliwości, a dzisiaj mamy gumowe pieczatki potwierdzające każdy niemal akt oskarżenia – czyli te 98,2% !

Poseł pocieszył Andrzeja Żuromskiego, ze jego sprawa trwa tylko 5 lat, sa przecież tacy, których sprawy ciągną sie i 10 lat. Umknęło przy tym uwadze posła fakt, że Żuromskiemu uchylono areszt za kaucją. Gdyby nie miał tych 70 tys. kaucji,  to siedziałby w areszcie  bagatela - do dzisiaj – 5 lat.

Aneta Mrugała i jej narzeczony skorzystali z dobroci posła Przewodniczącego, chociaż czasu było niewiele, członkowie Komisji zniecierpliwieni, a Andrzej Seremet też nie miał już czasu, natomiast posłankę Ligię Krajewską... bolały uszy od wysłuchiwania za głośnych żali o tych aresztowaniach.

Najpierw do głosu dopuszczono  Łukasza Białkowskiego, który powiedział, że “…dowody, które zgromadził prokurator, były bezpodstawne i nie należało na ich podstawie stosować przedłużającego się aresztowania i poczyniono w tej sprawie tak wiele błędów, że my tak naprawdę po ośmiu latach nie wiemy, do kogo się mamy zgłosić. Po ośmiu latach śledztwa byliśmy w telewizji, w prasie, u adwokatów…Gdzie ci ludzie, którzy stają przed wielką machiną, gdzie napisane jest sprawiedliwość, mają jeszcze iść. Odpowiedzcie mi proszę państwo na to pytanie. Co dalej? …za tymi sprawami jest szereg, tysiące zniszczonych ludzi…”

Po tym wystąpieniu, poseł Piotrowicz doszedł do wniosku, iż „dobroć“ posła Kozdronia ma granice, a Komisja nie jest od rozpatrywania indywidualnych spraw. Zadał natomiast pytanie Prokuratorowi Generalnemu, czy relikt minionych epok(?) areszt wydobywczy nadal jest stosowany?

Andrzej Seremet zapewnił solennie posłów, powołując się na swoje 25 letnie doświadczenie, że areszty wydobywcze nie są stosowane.

Odnosząc się do wystąpienia Andrzja Żuromskiego i Łukasza Białkowskiego PG rzucił najpierw trochę marchewki: „...państwo mają rację, że postępowania zarówno w pana jak i pani matki sprawie, a w szczególności pana, trwają za długo. Postępowanie o dość prostą sprawę dowodowo i prawnie, która trwa sześć lat, jest obrazą wymiaru sprawiedliwości i trzeba użyć tych ciężkich słów, bo ja nie zwykłem ukrywać i chować głowy w piasek…”

I szybciutko złapał kij…

“…No, proszę państwa, jeżeli państwo w swoim programie osób pokrzywdzonych…dążycie państwo do tego, żeby wyeliminować z prawa polskiego możliwość skazania za tak zwane pomówienie, czyli oparcia się na jednym dowodzie, to państwo tak naprawdę nawołujecie do formalnej teorii dowodów, bo dziś korzystamy z zasady swobodnej oceny dowodów. Dziś i prokurator może oskarżyć, i sędzia może skazać wyłącznie na podstawie wypowiedzi jednej osoby i takie wyroki zapadają i nie zawsze są to wyroki niesłuszne...”

Uwadze Prokuratora Generalnego umknęło, iż żądanie przestrzegania przez prokuratorów przepisów kodeksu postępowania karnego, nie ma nic wspólnego  z  sugerowanym nagannym i  rewolucyjnym działaniem usunięcia zasady swobodnej oceny dowodów! Ci Panowie  nawołują tylko do uwzględnienia wszystkich dowodów i okoliczności  i dokonania ich oceny stosownie do wymogów art. 4, 5 § 2 i 7 kpk.

Albowiem, nie jest zgodne ze standardami tak polskiego kpk  jak i standardami określonymi w art. 6 ust. 1 i 3 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności,  oparcie oskarżenia i skazania dysponując tylko i wyłącznie jednym dowodem pośrednim jak twierdzi PG.

W przypadku postępowania przygotowawczego (gdzie te standardy są dużo liberalniejsze, niż w postępowaniu przed sądem) musi to pomówienie znaleźć potwierdzenie w innych dowodach bezpośrednich lub pośrednich, które logicznie zamykają się łańcuch zdarzeń i nawet jeżeli brakuje jakichś elementów (śledztwo czy dochodzenie trwa), to muszą one  wskazywać na, czy uprawdopadabniać winę podejrzanego w stopniu takim, aby zastosować ewentualnie  areszt tymczasowy.

To właśnie brak stosowania zasady swobodnej oceny dowodów jest przyczyną tragedi rodziny Mrugałów i Andrzeja Żuromskiego! Z ich wypowiedzi wynika jasno, że prokuratury nie oceniły dowodu z pomówienia swobodnie, a więc nie uprawdopodobniły winy podejrzanych. Proszę więc nie traktować nas jak ograniczonych umysłowo i zakładać, że obywatel nie jest w stanie pojąć co jest rzeczywiście swobodną oceną dowodów i odróżnić jej od oceny arbitralnej,  często wręcz absurdalnej, niezgodnej z zasadami logiki, wiedzy i zdrowego rozsądku. 

Pomimo krasomówstwa PG spin jest transparentny. Odwracanie kota ogonem i  atakowanie pokrzywdzonych. Prokurator Generalny stoi, na straży rzetelności i  praworządności w działaniu prokuratur i ma tak moralny jak i prawny obowiązek odpowiedzieć merytorycznie na podniesione zarzuty arbitralnego stosowania tymczasowego aresztowania, a nie tylko usprawiedliwiania i sankcjonowania bezprawia prokuratorów uciekając się do manipulowania faktami, pustej retoryki, sofistycznych  twierdzeń i banałów. Trzeba użyć tych ciężkich słów, kiedy Prokurator Generalny zwyczajnie chowa głowe w piasek, pomimo zapewnień że nie zwykl tego robić.


Wypowiedź Anety Mrugały i jej przejmujący apel „..zwracam się do pana prokuratora generalnego z prośbą o przyjrzenie się, w jaki sposób prowadzone było śledztwo i z prośbą o zmianę kwalifikacji umorzenia śledztwa w stosunku do naszej mamy, nie z powodu śmierci, ale z powodu braku dowodów jeszcze przed jej śmiercią. To jest dla nas niezwykle ważne, bo tylko ta zmiana da nam możliwość powiedzenia prawnie, że nasza mama została oczyszczona z zarzutów po śmierci.

nie tylko nie wzruszył Prokuratora Generalnego, ale wyraźnie go rozdrażnił.

“…co do pani przypadku. Otóż, wydaje się być pani osobą szalenie przywiązaną do koncepcji odpowiedzialności prokuratora za areszt i za doprowadzenie do tego tragicznego skutku, który rzeczywiście w przypadku pańskiej matki nastąpił…W momencie wpłynięcia aktu oskarżenia 10 sierpnia 2006 r. sąd okręgowy stał się niejako dysponentem osoby pani matki…Sąd okręgowy, który pani tak chwali… ten sam sąd, ba ten sam sędzia przedłużył aresztowanie jeszcze we wrześniu, trzy tygodnie przed śmiercią pani matki. Zgoda? Takie są fakty, więc nie szukajmy wyłącznie winy u prokuratora, którego pani uznaje za sprawcę całego tego nieszczęścia…”
Po czym Andrzej Seremet sięgnął po kij bejsbolowy.
“…Pani doskonale wie, że na skutek pani doniesienia toczyło się śledztwo w sprawie odpowiedzialności karnej z art. 231 prokuratora Dryjasa, jeżeli już o tym mówimy. Pani doskonale wie, że Prokuratura Rejonowa w Nowym Targu umorzyła to postępowanie. Pani doskonale wie, że na skutek pani zażalenia sąd rejonowy oddalił pani zażalenie i utrzymał to postanowienie w mocy…”
Zawsze interesowało mnie ile doniesień złożyli obywatele (np w ostatnim dziesięcioleciu) w sprawie odpowiedzialności karnej prokuratora z art.231 kk? Ile z nich  zostało potwierdzonych w dochodzeniu i zakończyło się aktem oskarżenia? Co więcej interesujące jest czy prokurator prowadzący dochodzenie zastosował areszt tymczasowy w stosunku do podejrzanego? No i na koniec, ilu prokuratorów zostało skazanych wyrokiem sądu z art.231kk?
Z autopsji wiem, że takie umorzenia mogą nie być poprzedzone nawet zapoznaniem się prokuratora z samym doniesieniem, nie mówiąc o innych czynnościach sprawdzających, których winien dokonać prokurator, zanim wyda postanowienie o umorzeniu. Ale nawet jak ta farsa osiągnie dalszy etap, jak czynności sprawdzające -  przesłuchanie świadków, czy nawet powołanie biegłych, to i tak bez względu na ustalenia,(jak zajdzie potrzeba,  będą ocenione z naruszeniem zasady swobodnej oceny dowodów)  efektem będzie umorzenie.
Poseł Jaworski usiłował polemizować z wypowiedziami Andrzeja Seremeta, ale posłowie Komisji nie mieli już ani serca, ani czasu wysłuchiwać  “jakichś jednostkowych spraw”
Zrozumiałym jest więc, iż i dobroć Przewodniczącego musiała mieć w końcu jakieś granice: “…Panie pośle… przychodzi pan z jakimiś jednostkowymi sprawami, kiedy my rozmawiamy na temat instytucji stosowania tymczasowego aresztowania (sic!)… No niech pan się już wypowie, wysłuchamy i skończymy to posiedzenie.”
Po wypowiedzi posła Jaworskiego posiedznie Komisji podsumował poseł Piotrowicz.
Najpierw serdecznie podziękował Prokuratorowi Generalnemu za przybliżenie nam problematyki (?). I podkreślił, że jest pod wrażeniem dużej otwartości PG ( tutaj stawiam ???), no ale szczególnie był poseł wdzięczny, że PG (raczy w ogóle) dostrzegać problem (sic! czy to nie za to miedzy innymi płacimy pensję Andrzejowi Seremetowi?).

Konkluzją podsumowania były podziękowania za rzeczową dyskusję (jeszcze raz ???). W tym miejscu chyba trzeba podkreślić, że gdyby nie nieproszeni goście, dopuszczeni z dobroci do głosu, żadnej dyskusji nie byłoby na tym  posiedzeniu! Tylko wypowiedzi tychże sprowokowały tę dyskusję, której nawet wykazując maksymalną dobroć, nie można nazwać rzeczową. Spin nigdy nie jest rzeczowy Panie pośle! Jeżeli jako członek Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, takie wyciągnął Pan wnioski z tego posiedzenia, to ta Komisja wydaje się zbędna w Sejmie RP. Po co mnożyć te fikcyjne byty niby obrońców sprawiedliwości i niby obrońców praw człowieka. Szkoda czasu i atłasu.