Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstytucja RP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstytucja RP. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 stycznia 2013

Życzenia noworoczne z dodatkiem




Wszystkim niepoprawnym, niepokonanym, niezależnym, oszołomom, prowodyrom, awanturnikom, wichrzycielom i inspiratorom walki z wszechobecnym bezprawiem w Polsce, szczególnie w wymiarze niesprawiedliwości, jak również szanownym  Czytelnikom i przypadkowym gościom, życzę  Dosiego Roku.


Do decydentów i wszystkich funkcyjnych  organów ścigania i wymiaru niesprawiedliwości
Noworoczny apel:

Jestem głęboko zatroskana narastającą falą mowy nienawiści na forach Internetowych  zajmujących się wymiarem niesprawiedliwości. Wiadomo, że nie ma to nic wspólnego z merytoryczną krytyką czy z wolnością słowa. Społeczństwo en masse, w tym, funkcyjni wymiaru niesprawiedliwości, środowiska prawnicze, a także politycy niemal jednomyślnie i demokratycznie stoją na stanowisku, iż w demokratycznym państwie Rzeczpospolita Polska, wolność słowa osób głoszących  krytyczne, a więc dekadenckie, nienawistne i kłamliwe informacje odnoszące sie do działania organów ścigania i wymiaru niesprawiedliwości, powinna podlegać prawnym ograniczeniom,  włączając w to wysokie sankcje karne.

Trybunał Konstytucyjny wydał trzy orzeczenia dot. konstytucyjności artykułu 212 kk i uznał, iż ograniczenia prawne, w tym sankcje karne nie naruszaja konstytucyjnej wolności słowa. Wedlug TK godność człowieka jest wartością nadrzędną nad wolnością słowa, a cywilnej ochronie dóbr osobistych muszą towarzyszyć  represje karne.

Zgodnie ze słusznym duchem tych orzeczeń, dajemy stanowczy odpór i zdecydowanie potępiamy wsteczne poglądy, iż wolność ta może dotyczyć treści krytycznych dotyczących działań prokuratur, sądownictwa i wymienianych często imiennie sędziów. Nikomu nie może przecież ujść bezkarnie używanie w stosunku do w/w takich inwektyw jak: złodzieje, oszuści, gangsterzy, niedouki, tumany w togach – że wymienię tylko te delikatniejsze 

I chociaż jest oczywistym, iż w przyjęciu takiego stanowiska nie bierzemy pod uwagę  obiektywnych faktów czy  prawdy, także bezprawnych i absurdalnych  działań organów ścigania i sądów, to jak słusznie zauważył TK, godność i prestiż w/w jest wartością najważniejszą. 

Hierarchia wartości co do praw, w szczególności konstytucyjnej zasady poszanowania równości wobec prawa, oraz godności człowieka, jest jednoznaczna – „  zerwać opaskę z oczu naszej Temidy (…). Chodzi o to, aby »miecz« naszej sprawiedliwości nie działał na oślep w myśl jakichś abstrakcyjnych, oderwanych od życia zasad, lecz potrafił w wirze ścierających się sił uderzyć całym swoim ostrzem we wroga ”. (Sędzia Aleksander Rypiński 1948 r.)


Ja też mam dość rozpowszechniania tej mowy nienawiści. Chcę skończyć z tym ohydnym i nagannym procederem. Nie chcę przynależeć do skansenu. Jeśli mi pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć... Jak? Pomożecie?... No. !

Przekujmy go w program realizowany wysiłkiem  klasy robotniczej, chłopów i inteligentów polskich. Dzięki temu pójdziemy na naprzód i osiągniemy sukces, który przysporzy szacunku i uznania w UE i na świecie. W krótkim czasie Polska stanie się przykładem dla innych, a Polakom zacznie się żyć lepiej.  Tego niepodważalnego faktu nie zakwestionuje nikt, nawet wrogowie.

Skończmy z pozorowanymi działaniami. Wystarczy odchudzić Konstytucję, Kodeks postępowania karnego i Kodeks postępowania  cywilnego ( na początek),  aby przepisy prawa były wreszcie zgodne ze stanem faktycznym.  Odbierzemy wszystkie argumenty niepoprawnym, niepokonanym, niezależnym, oszołomom, prowodyrom, awanturnikom, wichrzycielom i inspiratorom.  I wtedy dopiero będziemy mogli im powiedzieć ,  jak wy ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy, jak oni swoim postępowaniem szkodzą krajowi. Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa (...) – tym lepiej dla sprawy.(...) To musi być atmosfera pokazywania na nich jak czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle na świecie chodzą.
(inspirowane  przemyśleniami E.Gierka)

Aby osiągnąć cel, propozycja programu minimum:

1.   Usunąć  artykuły 83 i 178 ust. 1 Konstytucji.  Sędziowie de facto nie podlegają ani Konstytucji, ani ustawom, nie ma też narzędzi wyegzekwowania od nich obowiązku przestrzegania prawa.

2.    Znowelizować ustawę - Prawo o Ustroju Sądów Powszechnych, usunąć art. 82 & 1, 2 i pkt 1 z art. 61 & 1 i zmienić treść art. 66 na: „ Ślubuję uroczyście jako sędzia sądu powszechnego, służyć wiernie swoim szeroko pojętym interesom,  materialnym i  korporacyjnym, korumpować się, olewać prawo, logikę, osiągnięcia nauki i doświadczenie życiowe,  wymierzać niesprawiedliwość w zależności od: humoru, sympatii  czy antypatii politycznych, zaleceń czy oczekiwań przełożonych i władzy, czy innego dowolnie wybranego kryterium, a w postępowaniu kierować się interesem swoim, korporacji sędziowskiej i władzy. Przyrzekam pracować nad sobą, aby takie obciachowe cechy charakteru jak uczciwość, honor, stosowanie zasad moralności, czy etyki kompletnie wyeliminować. Tak mi dopomóż mój immunitecie, moja niezawisłości, a w razie wpadki – koledzy sędziowie i Krajowa Rado Sądownictwa.”

3.   Konsekwentnie iść za ciosem i usunąć też Zbiór Zasad Etyki Zawodowej Sędziów, którego stworzenie wg. Pani Sędzi SN Teresy Romer „... stanowi szczególną formę odpowiedzi na powszechną krytykę wymiaru sprawiedliwości...”. çzyli  fikcja, pic, ściema, mydlenie oczu itp

4.   artykuł 79 Konstytucji.

5.   Alternatywnie - zlikwidować Trybunał Konstytucyjny, a skargi konstytucyjne kierować do Sądu Rejonowego Wydział w Olsztynie. Sąd ten przejął już de facto kompetencje Trybunału Konstytucyjnego w roku 2007.  Nie znając skargi konstytucyjnej, bo takowa jeszcze nie została sporządzona, sąd ten orzekł, iż jest bezzasadna. A ta konstatacja była podstawą odmowy ustanowienia pełnomocnika z urzedu do sporządzenia tej oczywiście bezzasadnej skargi konstytucyjnej.

6.   Rozpoczętą nowelizację kpk uprościć, nie bawić się w zmiany, zwyczajnie pousuwać:

Ø   Art. 2, 3, 4, 5, 6, 9 Zgodnie z orzecznictwem sądów odwoławczych i Sądu Najwyższego przepisy te są i tak taką „ogólną dyrektywa postępowania organów procesowych”, które przecież nawet „nie mogą stanowić podstawy środka odwoławczego”.

Ø   Art. 5 & 2  - zgodnie z wyjaśnieniami SN  “nie można zasadnie stawiać zarzutu obrazy art. 5 § 2 k.p.k. podnosząc wątpliwości strony, co do treści ustaleń faktycznych,  bowiem dla oceny, czy nie została naruszona zasada in dubio pro reo istotne jest jedynie to, czy orzekający w sprawie sąd rzeczywiście powziął wątpliwości co do treści swoich ustaleń faktycznych. Sąd orzekający dokonanuje ustaleń na podstawie swobodnej oceny dowodów”.

Ø   Art. 7. Ponieważ sąd nie tylko jest arbitrem w sprawie, ale też stroną i posiada inicjatywę dowodową, m inn. uprawnienia do zadawania pytań i uchylania  pytań stron,  od uznania sądu zależy dopuszczenie  wnioskowanych  przez strony dowodów, tak więc chociażby warunki ujawnienia całokształtu okoliczności sprawy i obowiązek rozważenia wszystkich okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i niekorzyść oskarżonego, niezwykle rzadko są spełniane. Jest oczywistym, iż obowiązek dochodzenia prawdy jest w takiej sytuacji również niespełniony.

Abstrahując od innych wymogów, które muszą być spełnione, aby ocena dowodów była swobodna, brak spełnienia powyższych jest wystarczający do stwierdzenia, iż ocena dowodów jest z reguły arbitralna.

Ø   Art. 151 do 155 – to martwe przepisy dotyczące teoretycznej możliwości sprostowania protokołu rozprawy.  Protokoł z rozprawy nie jest udokumentowaniem wydarzeń  na sali sądowej, a mniej lub bardziej  zbliżoną do faktycznych wydarzeń interpretacją,  podyktowaną – literalnie i w przenośni przez sąd.

Ø  Art. 410 – konsekwencja usunięcia art. 5 & 2 i art. 7

Ø  Art. 521 – Uprawnienie podmiotów specjalnych, czyli Prokuratora Generalnego i Rzecznika Praw Obywatelskich do wszczęcia procedury kasacyjnej służącej wyeliminowaniu z obrotu prawnego niesłusznych wyroków de facto jest w fikcją.

Ø  Art. 542. § 1.  – stanowi - wznowienie postępowania może nastąpić na wniosek strony lub z urzędu. Tymczasem SN stoi na stanowisku, iż strona nie może wnioskować wznowienia postępowania w przypadku  podnoszenia zarzutów skatalogowanych w art. 439 & 1 kpk, czyli bezwzględnych przyczyn odwoławczych i takie wnioski pozostawia bez rozpoznania. Od decyzji SN nie ma odwołania - Art. 547. § 1. Nie można więc zaskarżyć tej decyzji w ETPC.  Ironicznie art. 439 $ 1 K.p.k. gwarantuje minimalne standardy sprawiedliwego procesu w postępowaniu karnym i uchybienie skatalogowanym w tym artykule standardom narusza podstawowe prawa konstytucyjne do rzetelnego procesu.
Ø  Art. 547. § 1 – patrz powyżej – brak możliwości zaskarżenia narusza z gwarancje konstytucyjne zawarte w art. 45 & 1 i 78  Konstytucji.
Ø  Rozdział 2 – Wyłączenie sędziego - Przynajmniej stan prawny nareszcie będzie zgodny z praktyką i rzeczywistością. (Patrz pkt. 1, 2, 3).

Ø  Rozdział 10 - Przedstawiciel społeczny -  argument j.w.

7.   Ministerstwo Sprawiedliwości przemianować zgodnie ze stanem  faktycznym na Ministerstwo Niesprawiedliwości. Pozwoli  to zmniejszyć zatrudnienie o 95%.

W obliczu złożonych nowych zadań legislacyjnych, w trudnej, pełnej zagrożeń i napięć sytuacji, żywotne interesy wymiaru niesprawiedliwości, wymagają od wszystkich funkcyjnych wysokiej dyscypliny i rozwagi, wymagają poczucia odpowiedzialności. I powiem więcej — powinna to być powszechna, patriotyczna powinność. Powinniście po przemyśleniu podjąć działania, które zapewnią uzyskanie w przyszłym latach jeszcze lepszych wyników niż w poprzednich 23 latach.

Powiem kolokwialnie,  należy przewidywać, że nastąpi duże spiętrzenie prac polowych. Najważniejszym więc zadaniem jest dziś dobre przygotowanie akcji żniwnej. Musimy ją przeprowadzić tak, by nic, co się urodzi, nie zostało zmarnowane przez niedbalstwo czy nieudolność.
(inspirowane  przemyśleniami E.Gierka)
  



środa, 12 grudnia 2012

Lewe prawo (264)


   Kontynuując prezentowanie tekstów archiwalnych z mojego "Bloga weredyka" - dziś o Konstytucji RP i innych ustawach w teorii i praktyce naszego "państwa prawa"
 
BEZ WYRAZU NA "K"

   Nieprawdopodobne, ale prawdziwe. W sprawie, w której przedstawiam niepodważalne dowody na pogwałcenie kilku artykułów Konstytucji RP przez funkcjonariuszy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zarówno oni w swych samowolnych decyzjach i nieudolnych wyjaśnieniach, jak i - co najbardziej zdumiewające - prokurator Bartosz Biernat i asesor sądowy Miłosz Chwalibóg w swoich postanowieniach, niczym diabeł święconej wody unikają wyrazu "konstytucja", nie używając go ani razu! W ich interpretacji przepisów najważniejszy akt prawny w państwie nie tylko nie zasługuje na uwagę. On po prostu w ogóle nie istnieje!

   Wielokrotnie już pytałem reprezentantów ZUS, prokuratury i sądu, jak długotrwałe dyskryminowanie mnie na podstawie promocyjnego przepisu miało się właśnie do konstytucji. Odpowiedzi - jakiejkowiek - nie otrzymałem do dziś.

   Nie od rzeczy więc będzie tu przypomnieć wywiad pt. "Prawo czy sprawiedliwość", który udzielił tygodnikowi Przekrój (nr 5/2007) prof. Marek Safjan, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Powiedział on m.in. (cytuję fragmenty, które można odnieść do mojej sprawy):

   "Wszyscy już wiedzą, że literalne stosowanie prawa nie pokrywa się wcale z zasadą surowości prawa. Literalne stosowanie prawa jest bardzo często niemądre i często całkowicie sprzeczne nawet z tym, co chciał uzyskać prawodawca. Czasem nawet trudno ustalić literę prawa. A poza tym pamiętajmy, że już prawnicy rzymscy wyraźnie podkreślali, że ponad tekstem dosłownym, treścią literalną prawa trzeba poszukiwać jego ducha, jego sensu, racjonalności, tego, co prawnicy nazywają tak zwanym funkcjonalnym tłumaczeniem prawa. Mądry prawnik zapyta, jaka jest funkcja jakiegoś prawa, do czego zmierza ten przepis, jaki jest jego cel, a nie o to, jak dokładnie brzmi. Tylko niewykształceni prawnicy albo niezbyt mądrzy prawnicy, no i nieprawnicy mają wyraźną tendencję do kurczowego trzymania się literalnego rozumienia przepisów prawa i są przekonani, że to jest najbardziej sensowne.

   W ogóle w Polsce jest bardzo niska kultura prawna. A wystarczy się przyjrzeć temu, co od wielu lat robią rozsądne sądy w krajach europejskich - one nigdy nie interpretują prawa literalnie. To nie jest tak, że jeżeli istnieje jakaś hierarchia wykładni, to wykładnia czysto semantyczna, literalna ma pierwszeństwo przed wykładnią funkcjonalną. We współczesnym prawie, skomplikowanym, wielosegmentowym, nowoczesna, elastyczna wykładnia prawa musi dotyczyć jego funkcji. Jakby pan zaczął dosłownie wykładać prawo europejskie, jego dyrektywy pisane językiem, którego się nie da literalnie stosować, to zabrnąłby pan donikąd. Wobec tego my poszukujemy sensu tych regulacji. I to jest dla każdego wykształconego prawnika absolutnie oczywiste. Mogę podać wiele przykładów, w których nasz Sąd Najwyższy odwoływał się właśnie do słuszności, do sprawiedliwości wobec nawet bardzo wyraźnego brzmienia przepisów prawa.

   Wykładnia funkcjonalna, w tej chwili najbardziej znacząca dyrektywa wykładni, wsparta jest też czymś, co prawnicy określają dyrektywą wykładni zgodną z konstytucją. Zawsze trzeba poszukiwać takiego sensu przepisu, który jest zgodny z konstytucją, bo to jest hierarchicznie najwyższe. Jeżeli ja dostrzegam ewidentną sprzeczność tej interpretacji literalnej z normą konstytucji, to moja dusza prawnicza mi po prostu nie pozwala inaczej tego interpretować.

   Obejście prawa jest w doktrynie prawa traktowane tak samo jak naruszenie prawa, jak złamanie prawa. [Polega ono - dopisek mój, wynikający z opuszczonego pytania dziennikarza] na tym, że stosuje pan prawo zgodnie z jego brzmieniem, ale naprawdę łamie pan jego cel, jego funkcję. Takich przypadków obejścia prawa mamy w życiu publicznym niemało. To było kiedyś nazywane „falandyzacją” prawa.

   W każdym razie chodzi tutaj o takie postępowanie, które trochę się wyśmiewa, pokazuje figę ludziom - złapię się takiego kruczka prawnego i pokażę wam, co można zrobić mimo prawa. Ale to jest zachowanie naruszające to, co bym nazwał funkcjonalną wykładnią prawa".

   Tyle prof. Safjan. Nic ująć, nic dodać.

03.2008
 
 

czwartek, 29 listopada 2012

Lewe prawo (249)


SĄDOWA KARYKATURA
 
LEGALIZMU I RÓWNOŚCI
 
   Art. 7 Konstytucji RP: "Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa".

   Art. 32, ust. 1 tejże ustawy zasadniczej: "Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne".

   Chociaż zasadę legalizmu dzielą od zasady równości 24 inne przykazania konstytucyjne, w życiu publicznym obie powinny występować w nierozerwalnym i uzupełniającym się związku. A jak to wygląda na terytorium głównego strażnika przestrzegania prawa - w sądownictwie, zwanym dla zmyłki (a może dla żartu) wymiarem sprawiedliwości?

   Gdy trzeba ukarać zwykłego obywatela - np. za opisaną tu w poprzednim tekście kradzież prądu o wartości 70 gr - to zasada legalizmu ("takie są przepisy") działa niczym bezrozumny robot. Jeśli natomiast należałoby ukarać funkcjonariuszy publicznych - w mojej sprawie urzędników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych za ewidentnie bezprawne decyzje, a sędziów za zgoła przestępczą niezawisłość od konstytucji i innych ustaw - to wówczas zasada legalizmu jest w ogóle pomijana.

   Morał? W naszym boskim "państwie prawa" legalizm i równość ulegają zwyrodnieniu niczym osobowość wymierzaczy sprawiedliwości po studenckim, aplikanckim i zawodowym praniu mózgu.


wtorek, 17 kwietnia 2012

Lewe prawo (8)


OSKARŻAM SĘDZIÓW

   Przekonałem się osobiście, że w III RP, zwanej jak na ironię "państwem prawnym", immunitet zapewnia sędziom, choć nie powinien, orzeczniczą bezkarność. Nawet wtedy, gdy wyrokując uzurpują sobie niezawisłość od ustaw z konstytucją na czele. Na szczęście w nieszczęściu dla upodlanych ofiar sędziowskiej samowolki, w czasach wolności słowa i nie dającego się ocenzurować internetu immunitet nie gwarantuje ochrony przed obywatelskim oskarżeniem. I przed osądem społecznym.

   Występując tu nie tylko w swoim własnym interesie, publicznym również - zarzucam sędziom, orzekającym w sprawie moich roszczeń odszkodowawczych za nielegalne i skutkujące stratami finansowymi decyzje urzędników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, popełnienie kilku przestępstw, na które są stosowne paragrafy w Kodeksie karnym.  Mam na myśli nadużycie władzy (art. 231), kradzież (art. 278), podżeganie (art. 18) i - co prawda tylko incydentalnie, ale jednak - zastraszanie (art. 190).

   To sentencja oskarżenia. Teraz krótkie uzasadnienie.

   Po pierwsze: stałem się ofiarą sądowego przestępstwa przekroczenia uprawnień. Wrocławscy funkcjonariusze tzw. wymiaru sprawiedliwości: Anna Sobczak, Elżbieta Sobolewska-Hajbert, Anna Kuczyńska, Izabela Bamburowicz, Urszula Kubowska-Pieniążek, Beata Stachowiak, Ewa Gorczyca, Grażyna Josiak i Czesław Chorzępa nadużyli swej władzy, orzekając niezawiśle od ustaw, którym podlegają na podstawie art. 178 ust. 1 Konstytucji RP. Na wszystkich etapach postępowania, z odwoławczym włącznie, w ogóle nie uwzględnili, dotyczących meritum sporu, przepisów ustaw: o świadczeniach przedemerytalnych oraz o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Mało tego: Kubowska-Pieniążek (recydywistka w tym towarzystwie) oraz Josiak i Chorzępa, rozpatrując ostatnią z możliwych skarg, zlekceważyli ponadto jeden z wyroków Sądu Najwyższego, zbieżny z moją interpretacją litery obowiązującego prawa.

   Po drugie: poczułem się jak okradziony przez dziewięcioro wymienionych sędziów z należnych mi pieniędzy. Szukałem sprawiedliwości, trafiłem na złodziei na państwowych posadach. W efekcie nie otrzymałem ani grosza odszkodowania. Mimo że obliczyłem precyzyjnie, na podstawie oficjalnego dokumentu ZUS, ile mogłem dorobić do świadczenia przedemerytalnego, nielegalnie mi blokowanego przez ponad 9 miesięcy (byłem wtedy zmuszony utrzymywać swój status bezrobotnego, co oznaczało zakaz dorobienia choćby symbolicznej złotówki). Z tzw. widełek wyszło z niezwykle rzadką dokładnością do jednego grosza, że straciłem minimum 4.548,86 zł, a maksimum 15.831,42 zł. Dostałem tylko 3 tys. zł zadośćuczynienia za doznane uszczerbki moralne i zdrowotne. Kwota ta, wzięta "z sufitu", jedynie wyrównała mi poniesione i niezwrócone opłaty sądowe. Gdybym czas poświęcony na walkę o praworządność i na pisma procesowe przeznaczył na publikacje dziennikarskie, zarobiłbym wielokrotnie więcej (tzw. wierszówki).

   Po trzecie: byłem podżegany przez Sobczak, Sobolewską-Hajbert, Kuczyńską i Bamburowicz do czynu zabronionego. Bo czymże innym jest domaganie się ode mnie, abym udowodnił, że próbowałem podjąć pracę zarobkową w czasie, w którym nie pozwalały mi na to przepisy ustaw: o świadczeniach przedemerytalnych oraz o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy? Tylko w ten sposób (sic!) mogłem spełnić absurdalną, w tym konkretnym przypadku, zachciankę owego orzeczniczego kwartetu i wykazać swoje prawo do odszkodowania. To był chyba najwyższy ze szczytów prawniczego debilizmu i bandytyzmu w mojej sprawie.

   I po czwarte: raz poczułem się zastraszony przez szefową wspomnianych sędziów, Ewę Barnaszewską (wówczas wiceprezes, a obecnie prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu). Przed blisko trzema laty, w maju 2009, zagroziła mi ona odpowiedzialnością karną za "naruszanie powagi wymiaru sprawiedliwości", gdy w jednym z przesłanych mejlem felietoników z mojego bloga stwierdziłem wzburzony, że damski tercet: Sobolewska-Hajbert, Kuczyńska i Bamburowicz, podtrzymując debilny wyrok Sobczak, "wlazł - opisując niearomatycznie, ale za to plastycznie - w ZUS-owskie gówno i się nim utytłał".

   Marzę o oskarżeniu mnie przez sędziów do dziś. To byłaby bowiem szansa, aby wreszcie ktoś z decydentów rzetelnie przeanalizował moje zarzuty wobec orzeczniczych bezprawników i przykładnie ich rozliczył z hucpiarskiej samowolki.




poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Lewe prawo (7)


SĄDOWA PIRAMIDA

BEZKARNYCH BEZPRAWNIKÓW


   Konstytucja RP, art. 178 ust. 1:

   "Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom".

   Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, art. 2:

   "Ilekroć w ustawie jest mowa o (…) bezrobotnym - oznacza to osobę (…) niezatrudnioną i niewykonującą innej pracy zarobkowej".

   Ustawa o świadczeniach przedemerytalnych, art. 2:

   "Świadczenie przedemerytalne przysługuje osobie (…) po upływie co najmniej 6 miesięcy pobierania zasiłku dla bezrobotnych (…) jeżeli osoba ta spełnia łącznie następujące warunki: 1) nadal jest zarejestrowana jako bezrobotna".

   Kodeks karny, art. 231 par. 1:

   "Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

   Fundamentalna paremia prawnicza:

   "Iura novit curia" (Sąd zna prawo).

   Z powyższego zestawu cytatów dla jako tako inteligentnego czytelnika wynika jednoznacznie, że:

   1. Sędziowie, będący niewątpliwie funkcjonariuszami publicznymi, są wprawdzie niezawiśli, ale nie od ustaw z konstytucją na czele.

   2. Osoba zarejestrowana w urzędzie pracy jako bezrobotna nie może legalnie dorobić nawet symbolicznej złotówki - skutkowałoby to bowiem utratą zarówno zasiłku, jak i prawa do świadczenia przedemerytalnego.

   3. Jeśli znający - patrz paremia - przepisy sędzia nie bierze tego wymuszonego ustawowo zakazu aktywności zawodowej pod uwagę przy rozstrzyganiu zasadności pozwu o odszkodowanie za wyliczalne - jak rzadko - z dokładnością do grosza straty finansowe, popełnia oczywiste przestępstwo przekroczenia swoich uprawnień (nadużycia władzy).

   Proste jak konstrukcja cepa? Nie dla sędziów orzekających w sprawie moich roszczeń pieniężnych wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych za bezprawne (fakt bezsporny) blokowanie mi przez ponad 9 miesięcy należnego świadczenia przedemerytalnego, którego pobieranie pozwala - w przeciwieństwie do zasiłku dla bezrobotnych - na limitowaną kwotowo pracę zarobkową.

   To logiczne rozumowanie okazało się czymś ponad możliwości intelektualne Anny Sobczak, autorki debilnego wyroku z 10.06.2008, ówczesnej asesor Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieście. Przyznała mi tylko 3 tys. zł zadośćuczynienia (nie rekompensując nim choćby samych kosztów procesu), odmówiła natomiast jakiegokolwiek odszkodowania (bo jakoby nie udowodniłem strat finansowych, skądinąd oczywistych dla każdego legalisty potrafiącego sensownie zinterpretować literę ustaw o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy oraz o świadczeniach przedemerytalnych).

   W imię iście mafijnej solidarności zawodowej, niedorzeczne orzeczenie Sobczak podtrzymały pozornie od niej mądrzejsze i bardziej doświadczone sędzie Wydziału Cywilnego Odwoławczego Sądu Okręgowego we Wrocławiu: Elżbieta Sobolewska-Hajbert, Anna Kuczyńska i Izabela Bamburowicz.

   Skargi z wnioskami o wznowienie postępowania z powodu nieuwzględnienia przez Sobczak, Sobolewską-Hajbert, Kuczyńską i Bamburowicz wspomnianych na wstępie przepisów (w drugim z zażaleń jako dodatkowy argument wymieniłem wyrok Sądu Najwyższego, podzielający moją interpretację ustaw) - zostały bezrefleksyjnie uwalone przez recydywistkę Urszulę Kubowską-Pieniążek (podpisała się pod obu kompromitującymi postanowieniami uniemożliwiającymi powtórzenie procesu) oraz przez Grażynę Josiak, Beatę Stachowiak, Ewę Gorczycę i Czesława Chorzępę.

   Cała ta granda działa się za przyzwoleniem prezes (początkowo wiceprezes) Sądu Okręgowego we Wrocławiu i zarazem członka Krajowej Rady Sądownictwa (obecnie w składzie jej prezydium) - Ewy Barnaszewskiej, tudzież za wiedzą rzecznika dyscyplinarnego dolnośląsko-opolskich sędziów - Marcina Cieślikowskiego, który uznał mój donos o przestępstwie za "oczywiście bezzasadny".

   Wśród ślepych i głuchych na moje sygnały o samowolce tych funkcjonariuszy Temidy byli też m.in. Andrzej Niedużak, prezes Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, członek działającej przy ministrze sprawiedliwości Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego (ciekawostka: tuż po wprowadzeniu stanu wojennego został sędzią Garnizonowego Sądu Wojskowego w Opolu) oraz Ryszard Pęk, prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa.

   I temu towarzystwu wzajemnej adoracji nic nie można zrobić (chyba że "skoczyć", jak w znanej odzywce). Skutecznie bowiem chroni ich dożywotni, a przez to sprzyjający przestępczym patologiom, immunitet.

   Niniejszy tekst napisałem zarówno pro domo sua, jak i pro publico bono. Wiedzie on bowiem od szczegółu (od mojej sprawy) do ogółu (do uświadomienia komu trzeba orzeczniczej bezkarności trzeciej władzy, zdolnej do upodlania obywateli już i tak wcześniej pokrzywdzonych przez innych funkcjonariuszy "państwa prawnego").

   PS. Dzisiejszy wpis zilustrowałem młotkiem służącym sędziom również jako ucywilizowana maczuga, do wybijania - z głów obywateli - prawa i sprawiedliwości oraz do wbijania - tamże - swojej uzurpatorskiej niezawisłości od ustaw.

www.adam-klykow.blog.onet.pl

pro1@onet.eu