Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nepotyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nepotyzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 października 2012

Lewe prawo (189)


KUMOTERSTWO JAK KURESTWO

   Pod publikacją pt. "Minister: społeczeństwo to ja!", zamieszczoną w internetowym wydaniu Gazety Prawnej z 1.10.2012, trafiłem na fragmenty znanego mi skądinąd tekstu, którego autorstwo jakiś anonimowy komentator przypisał komuś, kogo nazwał "recenzentem". Tymczasem cytaty pochodzą z mojego blogowego felietonu pt. "Wewnątrzsądowi tropiciele nepotyzmu", opublikowanego w grudniu 2010 (patrz też przedruk w 153. odcinku "Lewego prawa": http://trybunalobywatelski.blogspot.com/2012/09/lewe-prawo-153.html).

   Internauta bez nicka, przytaczając fragmenty tego tekstu, nie ujawnia nie tylko nazwiska "recenzenta". Mimo że ja się podpisałem. Pomija również nazwiska pracowników lubelskiego sądownictwa, krytykowanych za nepotyzm w blogu "Summum ius summa iniura". Mimo że jego zakonspirowani autorzy tych osób nie utajniają. Zaszyfrowuje nawet "Lublin" pod inicjałem "L"! Ale mniejsza o to - istotniejsze jest, co miał do napisania od siebie:

   "W związku z funkcjonowaniem od kilku lat [przesada, bo tak naprawdę od niespełna paru - przypisek mój] na forum internetowym bloga "Summum ius summa iniura", pozwolę sobie publicznie postawić Ministerstwu Sprawiedliwości pytanie: Co na to resort? Czyli jak zapatruje się na przedstawione w felietonach problemy, by nie rzec wynaturzenia? Bo albo na tym forum pisze się rzeczy nieprawdziwe, albo wymagają one wyjaśnień i być może (tego nie wiemy) stosownych działań ze strony ministerstwa. Na pewno nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Bowiem poza literacką kpiną mogą dotyczyć rzeczywistych, ważnych dla funkcjonowania sądownictwa problemów. Np. nepotyzmu, kwestii nieprawidłowości w obsadzie stanowisk sędziowskich itp.".

   Anonimowy internauta dziwi się temu, czemu ja się też kiedyś dziwiłem. Dopóty, dopóki nie przekonałem się, że żyję w państwie, w którym kumoterstwo w obsadzaniu urzędów publicznych jest jak kurestwo - nie do ruszenia…


wtorek, 18 września 2012

Ilu mamy Milewskich w sądach?




Sędzia Ryszard Milewski, politycy i funkcjonariusze medialni mają już spin pracujący na najwyższych obrotach. Sędzia bez odrobiny kindersztuby, bo o posiadanie honoru, moralności, etyki zawodowej, poczucia godności i dbałości o dobre imię władzy sądowniczej nikt po usłyszeniu tego nagrania, nikt zdrowy na umyśle sędziego nie podejrzewa, robi z siebie ofiarę PRZESTĘPSTWA. Ba, tupetu sędziemu nie brakuje,  nazywa to paranoją(sic!) i podłą prowokacją.


Fakty są jednak jasne, gdyby sędzia nie sprzeniewierzył się przysiędze sędziowskiej i zasadzie niezawisłości, gdyby pogonił tego sekretarza Arabskiego, nie oddał się do „dyspozycji“,  gdyby służalczo nie prosił o spotkanie z  Tuskiem, któremu chciał koniecznie przekazać osobiście „informacje“, nie dyskutował o składzie sędziowskim  i nie zapewniał o zaufaniu jakim obdarza skład, który wyznaczy, nie dopytywał się czy ma czekać czy wyznaczać termin posiedzenia w sprawie - to ta „ochydna i podła prowokacja“ spaliłaby na panewce.

Natychmiast przypomniała mi się konferencja z lutego tego roku w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa - „Niezależność sądów i niezawisłość sędziów gwarancją praworządności i praw człowieka”.

Sędziowie oburzali się na zależność sądów od ministerstwa sprawiedliwości. Nie można dopuścić do dyktatu władzy wykonawczej – mówił prof. Bałaban. Przewodniczący KRS sędzia Antoni Górski powiedział: “...Konferencja nasza jest próbą zwrócenia uwagi na niewłaściwe traktowanie sędziów. Po wtóre – jest próbą skorygowania tego spojrzenia. Stopień dojrzałości demokracji mierzy się także szacunkiem pozostałych władz do władzy sądowniczej".

Nie wiem czy te wszystkie „autorytety” prawne, a z nimi politycy i funkcjonariusze mediów stracili kompletnie kontakt z rzeczywistością, czy przenieśli się w inny wymiar, czy po deklem coś im szwankuje, czy są po prostu cynicznymi manipulatorami, dość, że każda z tych przypadłości jest zabójcza dla odbiorców zapodawanych rewelacji.

Szef KRS żąda szacunku dla władzy sądowniczej, zapominając, że tegoż nie można nakazać ustawą, na szacunek trzeba sobie zasłużyć, ciężko zapracować! Nie togi sedziowskie, łańcuchy, birety, kodeksy etyki, przysięgi, których niewielu dotrzymuje,  ale poszanowanie prawa, bezpardonowe pozbywanie się wszystkich, którzy maja „ręce uwalane“, będą przynosiły szacunek. Nie trzeba być prawnikiem, żeby widzieć i rozumieć co się wokół nas  dzieje, nie trzeba być prawnikiem żeby widzieć stronniczość sędziego. Nie trzeba być prawnikiem żeby odróznić bezprawie od sprawiedliwości. 



Sędzia Górski nie dostrzega lub udaje, że  absurdem jest mierzenie stopnia dojrzałości, czegoś czego nie ma. Demokracja w Polsce to fikcja od 23 lat!

Najpierw trzeba mieć władzę sądowniczą – wolną od służalczości, wazeliniarstwa, wykonywania poleceń władzy, nieprzyzwoitości, tchórzostwa, oportunizmu, łgarstwa, braku empatii, korupcji, zeszmacenia i łamania prawa – bo tylko takowa może zagwarantować w przyszłości budowę demokratycznego państwa prawa.  Póki co żyjemy – i Pan również – w totanym chaosie bezprawia i bandytyzmu w każdej dziedzinie, w każdym zakątku Polski.

Władza sądownicza moze istnieć be demokracji, demokracja nie może istnieć bez władzy sądowniczej!  W pierwszym przypadku jej jakość nie ma znaczenia, w drugim musi spełniać najwyższe standardy moralne.

Nie żyjemy, jak  bohaterowie Brave New World Aldousa Huxleya,  w świecie powszechnej „zadawanej“ szczęśliwości, gdzie z poranną kawką wystarczło połknąć tabletkę somy, aby ucieć od realiów.  Dla wielu z nas nie jest też (a jest nas coraz więcej) ucieczką od rzeczywistości poranna prasówka z permanentną propagandą sukcesu, gloryfikacją putynizacji polskiej polityki wewnętrznej,  ostracyzmem, ośmieszaniem i mieszaniem z błotem wszystkich odważniejszych krytyków polskiej rzeczywistości. W dzisiejszych mediach main stream nie ma miejsca na obiektywną i rzetelną ocenę stanu polskiej „praworządności” jest tylko pic, PR, zgrabna nowomowa i banialuki, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego.

Nie dyskutujcie panowie eksperci prawa o wydumanej zależności sądownictwa od władzy ustawodawczej i wykonawczej w zakresie tworzenia prawa, finansowania (w tym ustalania wynagrodzeń), administrowania sądami czy mianowania sędziów. Nie dyskutujcie bez końca o swoich interesach!

 Waszą rolą jest służenie w pierwszym rzędzie społeczeństwu, i interesy tego społeczeństwa powinny w pierwszej kolejności leżeć wam na sercu. Podyskutujcie z nami – suwerenem – obywatelami – o stanie sądownictwa, o reformie . My mamy też duzo do powiedzenia o niezawisłości sędziów! O degrengoladzie i farsie w sądach polskich. Znamy ją z autopsji, a nie z teoretycznych dysertacji nie mających z praktyką nic wspólnego.  Tysięcy wołowych skór za mało, aby je wszystkie spisać! Wystarczy się rozejrzeć do okoła. Dzisiaj pod sądem w Krakowie protestuje od prawie 2 miesięcy dr Kęsik z innymi ofiarami waszej niezawisłości. W Łodzi pod SA protestują też pokrzywdzeni przez sądy. W poprzednim tygodniu protestowali we Wrocławiu,  Katowicach. W Warszawie pod ministerstwem „sprawiedliwości“ protestuje p.Rowińska pozbawiona dorobku życia przez niezawisłych sędziów koszalińskich. Prasa donosi  od prawie tygodnia o nagraniu Przewodniczącego SO Ryszarda Milewskiego w Gdańsku. Od paru tygodni dowiadujemy się nowych szczegółów o wyrokach w zawieszeniu i umorzeniach w sprawie Marcina P. i Amber Gold. Parę miesięcy temu ukazał sie raport Lukasza Chojniaka i Lukasza Wiśniewskiego z badania niesłusznych skazań w jurysdykcji apelacji poznańskiej. 31 maja w Sali Kongresowej zebrało się około 2000 pokrzywdzonych przez sędziów i i prokuratorów. Parę dni temu skazano twórcę strony internetowej Antykomor, uniewinniono przywódców  gangu Pruszków.  Po 13 latach kilka miesięcy temu zapodano, że gen.Papałę zabił złodziej samochodów, a  K.Olewnik miał sam się porwać przy pomocy rodziny ( cisza na temat skazanych prawomocnymi wyrokami za porwanie!). itd itd. I są to tylko sprawy z ostatnich miesięcy, nagłośnione w mediach!

Niezawisłość sędziego nie jest ani prawem ani przywilejem sędziego, jak  nam wmawiacie!

Jest ona formalno-normatywną gwarancją wymiaru sprawiedliwości - sędziowie wymierzając sprawiedliwość są zawiśli tylko od Konstytucji i innych ustaw i od nikogo innego!

Przecież to wy panowie sędziowie, aby ta niezawisłość rzeczywiście była tą gwarancją, powinniście zachowywać najwyższe standardy moralne i etyczne, poczucie godności osobistej, honor, dbałość o dobre imię tak swoje jak i władzy sądowniczej, „...sądząc bowiem postępki ludzkie należy mieć własne sumienie czyste, a ręce – niezawalane”. Powtarzając zaś za Witoldem Hausnerem, sędziowie powinni „...odczuwać dotkliwie bolesność bezprawia”, co więcej „...nastawienie na sprawiedliwość nigdy nie może go opuszczać”, aby te gwarancje rzeczywiście były zapewnione.““

Konstytucja i inne ustawy gwarantują wam, że jeżeli będziecie spełniali władzę sądowniczą przestrzegając tych zasad, to włos z głowy wam nie spadnie. Macie imunitet i tę funkcję dożywotnio. Nie musicie całować zadków zadnej władzy w strachu przed utratą stołka.

Ilu mamy prezesów sądów okręgowyvch w Polsce? 45, coś koło tego. Razem z sędziami Sądu Najwyższego, prezesami sądów apelacyjnych i sędziami Trybunału Konstytucyjnego  to jest ciut ponad półtorej setki.  Czy wśród prawie 11000 sędziów nie można wybrać 45 godnych stanowiska prezesa Sądu Okręgowego?
Bo przecież takich sędziów Milewskich jest dużo więcej w Polsce. I nie są to plotki, świadczą o tym twarde dowody, które posiadają przez nich pokrzywdzeni. I tutaj dochodzimy do kwestii fundamentalnej. Odpowiedzialności sędziów za łamanie prawa i etyki sędziowskiej. Taki sędzia Milewski uważa, ze jest w porządku i trzeba ścigać tych podłych prowokatorów. Brylując jak celebryta i udzielając wywiadów, nie widzi nic niestosownego w gotowości informowania premiera i ustalania z nim czy z jego biurem strategii w sprawie Marcina P. Nawet powiedział z rozbrajająco szczerością, że ma „dużo“ takich telefonów z urzędów i ministerstw. Toż to nawet dla lemingów nie odróżniających demokracji od “demokracji ludowej“ za dużo tej arogancji!
ściema i
Niestety system dyscyplinarny w sądownictwie ( i nie tylko) to następna ściema i fikcja. Składanie doniesień o podejrzeniu przestępstwa do prokuratury wywołuje śmiech politowania i  najczęściej nie podjęcie żadnych działań, po podjęciu i markowaniu dochodzenia umorzenie. Sądy odwoławcze nie inicjują też postępowań dyscyplinarnych w stosunku do sędziów po przeprowadzeniu kontroli odwoławczej, gdzie często ewidentnym jest, iż sędziowie naruszyli prawo czy kodeks etyki podczas procesu. Rzecznik Praw Obywatelskich – szkoda gadać – juz dawno ta instytucja powinna zmienić nazwę na Rzecznika Sądu i rządu.

Wielu obywatelom wydaje się naiwnie, że KRS stoi na straży etyki sędziowskiej i ich niezawisłości. 
W Ustawie Zasadniczej art 186 ustp 1 „Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności 
sądów i niezawisłości sędziów”. Ale to de facto martwy przepis.

Pomimo tego konstytucyjnego obowiązku, dopiero od 2002r. KRS zajmuje się “rozpatrywaniem“ i
 lakonicznym omówieniem  skarg indywidualnych.

Na stronie internetowej KRS nie ma jednak żadnej informacji jakie sprawy i czego dotyczące ( w zrozumiałym
 dla laika języku) są rozpatrywane przez Radę, a nawet nie ma takiej zakładki jak skargi czy 
postępowania dyscyplinarne.  Tych informacji  trzeba się dokopać w rocznych sprawozdaniach.

Prześledziłam lakoniczne informacje KRS na temat tych  skarg od 2002r. I zauważyłam interesującą ewolucję rozpatrywania. W pierwszych 3 latach KRS pozostawiało relatywnie dużo mniejszą liczbę skarg „bez nadania biegu“. Jak wyjaśnia KRS  są to skargi ponawiane, skargi o charakterze pieniaczym lub wskazującym na niezrównoważenie psychiczne ich autorów (?). Innymi słowy to te, których się nawet nie czyta. W tych pierwszych trzech latach nawet kilka rocznie uznawano za zasadne. Od 2005r do 2010 (ostatnie dostępne sprawozdanie) KRS nie uznało ani jednej skargi indywidualnej za zasadną. Jednocześnie lawinowo wzrosła liczba tych olanych bez czytania.

2002r. -  823 ogolem, 173 bez dalszego biegu. Z przeczytanych  750 rozpatrzono 60. 16 uznano za zasadne

2003 r. 1012 ogłem, 290 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 722 rozpatrzono 70 i 7 uznano za zasadne. (…)W korespondencji, która w 2003 r. wpłynęła do Rady - brak szacunku wobec instytucji sądu jest szczególnie widoczny. Zwroty takie jak: "korupcja w sądzie", "skorumpowany sędzia" - stały się nagminnie używane w treści skarg i wniosków.(…)

2004 r. 1043 ogłem, 660 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 383 rozpatrzono 66 i 5 uznano za zasadne.

2005 r. 1469 ogółem, 500 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 969 rozpatrzono 137 i żadnej nie uznano za zasadną. (…)Jednym z wyrazów niezadowolenia stron postępowań sądowych z zapadłych orzeczeń były doniesienia o naruszeniu przez sędziów zasad etyki zawodowej i żądania wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i karnych.(..)

2006 r. 1656 ogółem, 509 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 1147 rozpatrzono 151 i żadnej nie uznano za zasadną. (…)Niejednokrotnie, na tle indywidualnych spraw, osoby skarżące zarzucały sędziom działania (…) korupcyjne(…)

2007 r. 1238 ogółem, 690 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 548 rozpatrzono 190 i żadnej nie uznano za zasadną. (…)Jednym z wyrazów niezadowolenia stron postępowań sądowych z zapadłych orzeczeń były doniesienia o naruszeniu przez sędziów zasad etyki zawodowej i żądania wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i karnych(…)


2008 r. 1405 ogółem, 611 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 794 nie podano w ogóle ile rozpatrzono  i ile uznano za zasadne.

2009 r. 1413 ogółem, 611 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 802
nie podano w ogóle ile rozpatrzono  i ile uznano za zasadne.

2010 r. 1438 ogółem, 549 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 889 rozpatrzono 197 i żadnej nie uznano za zasadną.

Czy na zdrowy chłopski rozum jest prawdopodobnym, aby przez 5 lat na 8619  skarg przesłanych do KRS nie było ani jednej zasadnej ?


Ale przeciez kiedyś szambo pod tym dywanem, zacznie śmierdzieć tak, że sami nasi rządziciele nie  zniesiecie tego fetoru, a o zamiecione pod ten dywan  tragedie tysięcy zaczniecie się przewracac i kuku sobie zrobicie. 
Justitias vestras iudicabo! 

sobota, 8 września 2012

Jak to robią inni - sędzia i prokurator w Kanadzie


„Produkowanie” sędziego, niezależnego, nieskazitelnego moralnie, wykwalifikowanego zawodowo - zaczyna się już na etapie selekcji kandydatów na studia prawnicze. Nominacja na sędziego powinna byc ukoronowaniem kariery prawniczej.

Siedziba SN Kanady w Ottawie



Sędziowie w kanadyjskich prowincjach  - do sądów, które mniej więcej są odpowiednikami polskich sądów rejonowych i okręgowych są nominowani przez Ministra sprawiedliwości prowincji.
 Proces wyboru i w nominacji sędziego rozpoczyna się od zgłoszeń kandydatów ( osobistych)  do Judicial Advisory Committee w prowincji – jest to niezależne ciało ( w Ontario są 3, ze względu na dużą populację, w innych prowincjach po 1) składające się z reprezentantów – Law Society prowincji, Canadian Bar Association, sędziów,  przedstawicieli „ludu” i policji.
Zgłaszając swoją kandydaturę, kandydat na sędziego składa do Judicial Advisory Commitee  formularz ok. setki stron – Personal History Form – Kryteria jakie ma spełniać kandydat ogłaszane są publicznie.
Komitet „prześwietla” kandydata, sprawdzając każdy fakt podany w Personal History i sprawdza wszystkie podane referencje, jak również przeprowadza swoje małe śledztwo. Proces jest dość długi i trwa nawet do roku. Następnie komitet ocenia kandydatów – są  3 stopnie – „super nadający sią, nadający się i nienadający się” .Te oceny przekazuje ministrowi sprawiedliwości prowincji, a ten po konsultacjach z komisją sprawiedliwości parlamentu i gabinetem, nominuje sędziego(ów)
 Do Sądu Najwyższego prowincji obowiązuje podobna procedura, tylko nominuje Minister Sprawiedliwości w rządzie federalnym Kanady i konsultuje w Parlamencie Federalnym. Przewodniczącego SN prowincji nominuje premier – procedura podobna.
 Do Sądu Najwyższego Kanady procedura jest archaiczna i skomplikowana. Kandydaci nie stawiają swojej kandydatury osobiście. Sędziego wybiera Gubernator Kanady, a zatwierdza Królowa.  Rekomenduje Qeens Privy Council for Canada - Królewska Prywatna Rada do Spraw Kanady. W skład tej Rady wchodzi również Gabinet Kanadyjski. Tradycyjnie tylko gabinet w osobie premiera rozmawia z Gubernatorem. Do 2006 roku, prowincje i Parlament Kanadyjski formalnie nie miały nic do powiedzenia w sprawie nominacji.
W 2006 roku, po raz pierwszy przy nominowaniu sędziego SN, Qeens Privy Council for Canada, zasięgał opinii specjalnie w tym celu powołanej Komisji Parlamentarnej.
W 2008, kiedy ponownie trzeba było nominować sędziego SN ( sędziowie SN, jako jedyni  w Kanadzie, muszą przejść w stanek spoczynku po 75 roku życia) tym razem ze względu na wybory i mniejszościowy rząd, Council konsultował nominację z liderami Oficjalnej Opozycji.
SN składa się z 9 sędziów. Zbiera się na  około pół roku i „Siedzi na ławie”  18 tygodni. Przyjmuje do rozpatrzenia od 45 do 80 spraw rocznie.
Praktycznie SN wypowiada się w konkretnej sprawie, do której musi być załączone pytanie prawne i SN decyduje najpierw, czy zachodzi potrzeba ustosunkowania się do tegoż pytania prawnego, jeżeli decyzja jest TAK,  przyjmie sprawę i rozpatruje.
Nie ma też w tym systemie odpowiednika Trybunału Konstytucyjnego. Rolę tę spełnia SN, lub inicjatywa legislacyjna w Parlamencie.
Jest to temat ciągle dyskutowany, jedni teoretycy uważają, że powinna to być rola tylko władzy ustawodawczej, ponieważ jest ta władza wyłoniona w demokratycznym procesie wyborczym i krótko mówiąc SN jako ciało nominowane nie powinien mieć tej władzy. Zwolennicy SN uważają, że właśnie sędziowie tego sądu, ze swoim doświadczeniem i przygotowaniem powinni decydować o zmianach w prawie.
Orzeczenie Sądu Najwyższego ma rangę obowiązującego prawa. 
Na przykład prawo do aborcji w Kanadzie jest właśnie wynikiem decyzji SN, zresztą w USA podobnie.
Poniżej jak się „produkuje” sędziów.
 Na prawo praktycznie można zdawać, mając w kieszeni przynajmniej studia I stopnia, nie można być karanym, opinia co do morale jest niezbędna i dobre referencje. Konkurencja ok 20 na jedno miejsce. Po skończeniu prawa, aby móc wykonywać zawód adwokata lub prokuratora i ew. w przyszłości sędziego, trzeba zdać tzw. Bar Exam, bardzo trudny i wielu podchodzi do niego dobre kilka razy.( polscy aplikanci niech nie narzekają na "trudność" egzaminów)
Przystepujący do Bar nie może być karany, nie może mieć najdrobniejszej kolizji z prawem, nadto musi mieć nieposzlakowaną opinię i bardzo mocne referencje. Jeżeli nie spełnia tych warunków, nie jest dopuszczony do egzaminu, co w praktyce oznacza pożegnanie się z zawodem prawnika na zawsze.
Po zdaniu egzaminu można szukaś pracy w kancelarii adwokackiej, prokuraturze lub otworzyć własną praktykę. Równocześnie automatycznie podlega „jurysdykcji” Law Society.
 Law Society jest w każdej prowincji i jest to samodyscyplinujące się ciało dla wszystkich zawodów prawniczych, czyli wszystkich, którzy posiadją Bar Exam.W Ontario ciało to liczy 60 osób, 40 prawników, 2 paralegal , kilku przedstawicieli komisji sprawiedliwosci prowincjalnego Parlamentu, reszta z „ludu”. Oprócz najważniejszej funkcji utrzymania prestiżu, nienagannych moralnie i etycznie postaw wszystkich prawników w prowincji, co oczywiście wiąże się z dyscyplinowaniem, ciało to ma za zadanie, szerzyć kulturę prawną, występować w konsultacjach dot. wyboru sędziów, w konsultacjach dot. kodyfikacji etc. Ponadto prowadzi programy pomocy prawnej i wraz z kancelariami adwokackimi programy pro bono.
Działanie tego ciała uregulowane jest ustawą Law Society Act.
 W sprawach dyscyplinarnych, jeżeli w czasie rozpatrywania skargi na prawnika okaże się, że sprawa kwalifikuje się do prokuratury, jest tam przekazywana, a postępowanie dyscyplinarne Law Society zawieszone. Po rozstrzygnięciu sprawy przez wymiar sprawiedliwości,  sprawa dyscyplinarna jest podejmowana ponownie.
W zależności od wyniku sprawy prowadzonej przez wymiar sprawiedliwości – jak, umorzenie, wyrok w zawieszeniu, wyrok wiezienia, zależą konsekwencje jakie poniesie prawnik w sprawie dyscyplinarnej w Law Society. Może to być  zawieszenie przywileju wykonywania zawodu  na jakiś okres czasu albo dożywotnio. Jeżeli delikwent został przez sąd uznany winnym, oczywiście dożywotnio.
 Ciekawe jest jak to ciało określa zadania prokuratora – Not to seek to convict but to see that justice is done through fair trial on merits- Nie szukać skazania, ale pilnować, aby sprawiedliwości stało się zadość poprzez sprawiedliwy proces oparty na faktach.
 Każdy , kto staje przed sądem „zawodowo”, ma prawny i deontologiczny obowiązek aby „sprawiedliwości stało się zadość” i nazywa się „oficerem sądu” (Officer of the court), są to prokuratorzy, adwokaci, biegli, coroner, policjanci .
 Oficer sądu jest zobowiązany przede wszystkim moralnie ( bo jako obywatel jak każdy inny podlega temuż) do przestrzegania prawa i działania w ramach prawa, zachowania tajemnicy adwokackiej, bez wzglądu na okoliczności, wyłączenie się ze sprawy, jeżeli w jakikolwiek sposób mógł się zetknąć osobiście ze sprawą itd itd. Są to normy, które są przestrzegane, a jeżeli prokurator czy adwokat pozwoli sobie na jakieś uchybienie, natychmiast jest karany grzywną przez sędziego. W poważniejszych sprawach, jest podejmowane śledztwo i prowadzone rzetelnie, ponieważ prowadzący je jest też oficerem sądu i nie może sobie pozwolić na żadną machlojkę, a nie prowadzi dochodzenia w sprawie kolegi czy znajomego ponieważ jako oficer sądu musi się wyłączyć ze sprawy. I tak jakoś to pracuje, ponieważ honor jest najważniejszy w tym środowisku. Na straży tych wartości stoi Law Society i wymiar sprawiedliwości.
 A ponieważ prestiż i pieniądze są (szczególnie w wypadku adwokatów) olbrzymie, rzadko się to zdarza.
W związku z tym, że nie ma tutaj aplikacji na poszczególne zawody prawnicze, zmiana z adwokata na prokuratora ( to tylko nawiedzeni), a częściej odwrotna, z prokuratora na adwokata jest bardzo powszechna. Kolega mojego syna pracuje jako prokurator, bo chce nabrać doświadczenia w sądzie i ma zamiar otworzyć praktykę adwokacką. Zważywszy na  normy i honor oficera sądu, które zawsze obowiązują, takie zmiany „strony” nie mają   praktycznie żadnych ujemnych reperkusji. Np. obawa, że prawnik był prokuratorem i prowadził śledztwo w sprawie X, a teraz jest adwokatem i będzie bronił X. Zgodnie z normą i honorem oficera nie podjąłby się obrony X.
 W ten sposób cała ta machina działa w sumie prawie dobrze.
 Nie ma w tym systemie żadnej kontroli sędziów per se. Kontrola to stosowanie litery prawa co do kropki nad i, sędziowie wyselekcjonowani najlepsi z najlepszych, którzy wznieśli się ponad ludzkie małości, ich nieskazitelne morale, honor,etyka i oczywiście -  kontrola apelacyjna, bezlitosna, której boi się każdy sędzia.
Zbrodnie sądowe, zdarzają się rzadko i najczęściej z powodu źle przeprowadzonego śledztwa i przygotowania aktu oskarżenia, w sprawach w których  nacisk opinii publicznej, aby złapać i osądzić winnego jest bardzo duży. Nie są one tak powszechne jak w USA. Sądy apelacyjne nie mogą rozpatrywać sprawy pod wzglądem merytorycznym, a tylko proceduralnym. Jeżeli nie było uchybień proceduralnych, muszą być przedstawione nowe nieznane sądowi fakty, innaczej wyrok jest nie do podważenia.
Są to niestety najczęściej sprawy o zabójstwo i ciężko je odkręcić. W czasie moje ćwierćwiecza tutaj, takich spraw było około 10 i nie słyszę o żadnej na bieżąco.
Nigdy nie słyszałam o żadnej sprawie sędziego skorumpowanego, to się po prostu nie zdarza i ten koncept jest kompletnie obcy ludziom tutaj wychowanym. Sędziowie nie mają imunitetu bo nie jest im potrzebny.  
„Produkowanie” sędziego, niezależnego, nieskazitelnego moralnie, wykwalifikowanego zawodowo -  zaczyna się już na etapie selekcji kandydatów na studia prawnicze.  Nominacja na sędziego jest rzeczywiście ukoronowaniem kariery prawniczej.

piątek, 17 sierpnia 2012

Lewe prawo (122)


SPRAWIEDLIWOŚĆ I NEPOTYZM

   Na początku grudnia 2009 nad ranem na ul. Mazowieckiej w Białymstoku samochód daewoo nubira pierdyknął w latarnię. Kierowcą okazał się Krzysztof T., syn sędziego miejscowego Sądu Okręgowego, sam pracujący w tejże placówce na posadce asystenta. Zdemolowany słup oświetleniowy o tej koligacji szofera nie wiedział i ustąpić mu drogi nie chciał. Żadnego poważania rzeczy martwej (na jej szczęście) dla dziecka funkcjonariusza wymiaru sprawiedliwości, które zazwyczaj ma genetyczny talent do bycia prawnikiem.

   Pech chciał, że na miejscu zdarzenia pojawili się nieskorumpowani policjanci i poprosili sprawcę wypadku o dmuchnięcie w alkomat. Wyszło, że wydychane powietrze zawiera 1,3 promila alkoholu.

   Kolejny niefart: sprawa trafiła do uczciwego prokuratora. Zażądał skazania Krzysztofa T. za kierowanie autem w stanie nietrzeźwym i za spowodowanie kolizji.

   W marcu 2010 Sąd Rejonowy w Białymstoku na posiedzeniu tajnym(!) zadecydował - wbrew stanowisku prokuratora, za to zgodnie z wnioskiem oskarżonego - o warunkowym umorzeniu sprawy. Poprzestał na odebraniu Krzysztofowi T. prawa jazdy na dwa lata i nakazaniu wpłaty 5 tys. zł na cel społeczny. Apelację prokuratora pod koniec sierpnia 2010 oddalił Sąd Okręgowy w Olsztynie, który rozpatrywał odwołanie w zastępstwie organu zatrudniającego oskarżonego i jego ojca. Wyrok uprawomocnił się.

   W ten oto sposób wykorzystano furtkę w przepisach. Niby formalnie sąd stwierdza, że człowiek popełnił przestępstwo, karze go, ale jednocześnie w myśl prawa taki ktoś jest osobą niekaraną (sic!).

   Ma to niebagatelne znaczenie np. przy zatrudnieniu we wszelkich urzędach, a tym bardziej w sądach. Bo osoby z wyrokiem pracować tam nie mogą - chyba że nastąpiło właśnie warunkowe umorzenie sprawy z ich winą.

   Oznacza to zatem, że Krzysztof T. - synuś swego tatuśka - będzie mógł [pisane we wrześniu 2010] kontynuować zawodową karierę prawniczą. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w przyszłości został sędzią osądzającym np. kierowców taranujących latarnie po pijaku.


   Na razie może on wrócić do dotychczasowej roboty. Ale nawet w trakcie zawieszenia go w pracy sądowego asystenta duża krzywda mu się nie działa: przez pierwsze trzy miesiące otrzymywał pełne wynagrodzenie, a potem - połówkę…

   Ponieważ nic tak nie ożywia tematu, jak komentarze internautów - poniżej mój chronologiczny wybór wpisów pod publikacją Wojciecha Więcki pt. "Sprawiedliwość i syn sędziego" w "Gazecie Wyborczej" z 31.08.2010.

   Skoczowianka77: To jest kpina, a nie sprawiedliwość. Co na to Minister Sprawiedliwości? Jak taki człowiek może być niezawisłym sędzią i wydawać sprawiedliwe wyroki? Po co zaostrzono sankcje karne za przestępstwa drogowe spowodowane przez pijanych kierowców?

   Mimi9930: No super, brawo nepotyzm!

   Edek47: Co wy chcecie od tego chlopca? Chcecie mu życie i karierę zmarnować? Takie postępowanie jest karygodne! Pociągnąć do odpowiedzialności tych, co postawili ten słup z lampą!

   Royal_pl: Zgodnie z art. 155. § 1 ust. 2 Ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych na stanowisku asystenta sędziego może być zatrudniony ten, kto jest "nieskazitelnego charakteru". Widocznie jednak ta przesłanka nie wszystkich obowiązuje.

   Byrcyn11: A jakby nie w latarnię, tylko uderzył w przechodnia? Na pewno jako osoba światła w prawie i jego konsekwencjach, zdawał sobie sprawę z tego co robi. I taki człowiek ma być sędzią!? To tak, jakby złodzieja czy oszusta zatrudnić jako strażnika skarbca, bo przecież każdemu raz coś może się zdarzyć. Nie mówię, żeby zaraz poszedł na 2 lata do pierdla, ale na stanowisko obrońcy prawa i praworządności to… Tak naprawdę nie jestem zaskoczony sytuacją, ani nawet mnie ona nie oburza. Nie od dziś wiadomo, że polski wymiar sprawiedliwości to żywy pomnik minionego systemu, ale jak państwu i obywatelom to pasuje...

   Jansoch: Sąd w komentarzu do wyroku powinien powiedzieć: "Życzę szerokiej drogi oraz gumowych latarni, drzew i przechodniów".

   Jimir: Ten moczymorda, jak już zostanie sędzią i będzie miał immunitet, to będzie już mógł dla odmiany niszczyć ludzi zupełnie bezkarnie. Zadba o to korporacja kolesiów.

   Knock.out.4: I co im zrobicie?

   Rroobbuulleekk: W ten sposób to każdy powinien dostać po jednej szansie na rozwalenie latarni. Niech żyją niezawisłe sądy w tym naszym cudownym kraju, gdzie wszyscy są równi wobec prawa :)

   Dajan55: To ja już wolę sprawiedliwość po białorusku. Tam Łukaszenko sam decyduje i się tego nie wstydzi! U nas obrzydliwości robi się w majestacie prawa. Marnym jest taki kraj, gdzie rządzi zakłamanie i prywata!

   I33: Nic się nie zmieniło w mentalności ludzi posiadających władzę od czasów PRL-u. Może lepiej i uczciwiej byłoby uchwalić drugi Kodeks karny, regulujący przestępstwa popełniane przez "lepiej urodzonych".

   Gazokm: Kraj, w którym wymiar sprawiedliwości jest w stanie degrengolady, nie ma prawa istnieć.

   Badziewiak66: Oddaliśmy władzę w sądach miernotom moralnym, nadużywającym jej, kierującym się w swym orzekaniu sympatiami i antypatiami zamiast prawem, solidarnie niszczącym młodych uczciwych prawników, by nie naruszyli utrwalonego od komunizmu porządku. To zbiorowisko ludzi zepsutych do szpiku kości, nie znoszących krytyki i wytykania częstokroć absurdalnych błędów, ba - brnących w imię źle rozumianej dumy w jeszcze większe absurdy. System apelacji jest w Polsce chory. Sędziowie się wspomagają.