Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber Gold. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber Gold. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 września 2012

Gowin zagrożeniem państwa prawa ?




Wydarzenia ostatnich tygodni  – afera Amber Gold, sprawa sędziego Milewskiego, wyrok w sprawie Pruszkowa, wyrok w sprawie antykomor - obnażają nie tylko stan wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania, ale też kondycję i państwa i społeczeństwa. Pańtwo po raz n-ty nie zdaje egzaminau na wszystkich frontach. Wszystkie te wydarzenia dotyczą fundamentalnych gwarancji konstytucyjnych wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, na straży których winny stać wszystkie trzy wladze – rząd, Sejm i Senat i sądownictwo. I wszystkich obywateli Rzeczpospolitej dotyka niekompetencja, niechlujstwo, zaniechania i łamanie prawa przez te władze.
Tymczasem  w mediach niezależnych i zależnych, po chwilowym zaskoczeniu, rozpoczęla się nawalanka. Autorytety, eksperci, celebryci, dziennikarze i blogerzy, z urzekającą prostotą postrzegania tych wydarzeń podzielili się na dwa obozy.

W takiej sytuacji nie ma już miejsca na sprzeciw wobec szerzących się; demoralizacji i bezprawia. Nie ma miejsca na otwartą i rzetelną ogólnopolską merytoryczną debatę  - co dalej. Debatę nie tylko ekspertów, autorytetów i polityków, ale także zaproszonego do niej społeczeństwa.

W sprawie naprawy i doprowadzenia sądownictwa i organów ścigania do jako takich standardów demokratycznego państwa prawa, żaden rząd w „wolnej“ Polsce i żadna partia nie miała kompleksowego  pomysłu i w gruncie rzeczy żadna nie  kiwnęła porządnie palcem w bucie. Wszyscy po jednych pieniądzach!

Kolejne próby, kolejnego ministra sprawiedliwości zrobienia cokolwiek sensownego w tym kompletnym ba...bałaganie wywołują sprzeciw i kontrowersje we wszystkich środowiskach prawniczych. Obywatele głosu nie mają.

Także doraźne działania ministra Gowina w sprawie Gold Amber i sędziego Milewskiego są atakowane. “Ideologia“ Gowina nie wszystkim pasuje, więc mamy chłopca do bicia.

Właśnie Gazeta Wyborcza wyciągnęła cieżką artylerię i grzmi i straszy – Gowin przywołuje widmo IV Rzeczpospolitej. Tym razem przywołano na odsiecz dr Jacek Kucharczyka prezesa nomen omen Fundacji Instytut Spraw Publicznych.

Jacek Kucharczyk wystąpił w roli spin doktora obecnej ekipy rządzącej i nie wspominając ani słówkiem kontekstu wydarzeń w jakich minister wypowiedział niefortunną opinię „w nosie mam literę prawa“ twierdzi wprost, iż minister Gowin stał się zagrożeniem dla reguł demokratycznego państwa i chce wrócić do tradycji „ ...gdzie wola polityczna liczy się bardziej, niż przepisy prawne…” (sic!)

Przypomnę, że Jacek Kucharczyk szefuje Fundacji Instytut Spraw Publicznych (od 2009 roku), a związany jest z tą organizacją od lat 90. ISP to niezależny i pozarządowy think tank.

“Instytut Spraw Publicznych służy obywatelowi, społeczeństwu oraz państwu. Chcemy:
aby obywatel  naszego kraju był  wykształcony, świadomy swoich praw i obowiązków, współodpowiedzialny i zaangażowany w życie publiczne
aby polskie społeczeństwo było otwarte (tolerancyjne, inkluzyjne), aktywne, solidarne, zamożne i europejskie
 aby państwo polskie było demokratyczne, deliberujące, praworządne, nowoczesne, sprawne, potrafiące definiować długo- i krótkofalowe cele, zorientowane na obywatela, partnerskie, transparentne, aktywne, odpowiedzialne wobec wspólnoty międzynarodowej”

W ramach tej misji ISP realizuje szereg programów, między innymi projekt „Obserwatorium Demokracji w Polsce”, którego zadaniem jest „monitoring potencjalnych zagrożeń dla demokracji w Polsce” w m.in. w wymiarze sprawiedliwości, administracji publicznej, w stanowieniu prawa i w mediach.

Ten monitoring chyba jest zbyteczny, zważywszy na tę wypowiedź szefa ISP: „..Pojawiają się pytania, czy 23 lata temu niektóre rzeczy mogliśmy zrobić inaczej. Możemy sobie gdybać. Jednak jeśli porównamy, gdzie byliśmy wtedy, a gdzie jesteśmy teraz, różnica jest zdumiewająca. Tak naprawdę, czasem łatwiej jest obalić reżim dyktatorski niż zbudować na jego gruzach funkcjonującą demokrację. Nam się to udało. Dlatego Polska może służyć za przykład nie tylko dla Europy…”

Ciekawe jaka jest definicja funkcjonującej demokracji Jacka Kucharczyka, nie tylko szefa Fundacji Instytut Spraw Publicznych, ale również członka Rady Dyrektorów Fundacji European Partnership for Democracy?

Póki co wydaje się, że jedynym zagrożeniem dla demokracji w Polsce wg. szefa ISP jest tylko minister Gowin. Reszta cacy. Zaiste róznica gdzie byliśmy 23 lata temu, a gdzie jesteśmy teraz jest zdumiewająca!
Szczególnie wysyp fundacji i organizacji stojących podobno na straży tej biednej demokracji.

Wracając do roli, w jakiej wystąpił Jacek Kucharski w wywiadzie dla GW, stwierdził on, iż Minister Gowin przyzwala na psucie kultury prawnej w Polsce! O jakiejż to kulturze prawnej prawił Jacek Kucharski? Czy o takiej jak słyszeliśmy w wykonaniu prezesa SO w Gdańsku, sędziego Milewskiego, a może posła Kalisza, czy b. ministra Ćwiąkalskiego?

“Zalecanie” Gowinowi, aby „..podsycać szacunek dla rządów prawa i jego przestrzegania, nawet jeśli niekoniecznie i nie zawsze się z nim zgadzamy…” jest jakimś tragikomicznym nieporozumieniem. Najpierw trzeba mieć rządy prawa, aby żądać dla tychże szacunku!

Jak cokolwiek i ktokolwiek zagraża sitwie, zawsze jest jeden i ten sam argument; argument strachu. Czy nie dość już tych strachów? Nie dajmy  się zainspirować i zainfekować strachem. Na razie żaden Ziobro, Kowalski czy inny Iksiński nie nadchodzi!  Nie dajmy się dalej demoralizować i manipulować takimi wypowiedziami.  

Jak na razie to nie Gowin czyni prymat woli politycznej prawem, nawet jeżeli jest skrajnie “ideologiczny”. To rząd, prokuratury i sądownictwo ma za uszami, a minister chyba póki co najmniej. Rozumiem, że „ideologia“ ministra Gowina nie podoba się dr Kucharczykowi, ale występowanie publiczne z takimi manipulacjami jako szef ISP jest chwytem poniżej pasa.

W klasycznym arsenale spin doktora nie zabrakło też „kokieteryjnej“ zmiany tematu. Zamiast mówić o aferze Amber Gold i zwiąnej z nią wypowiedzi ministra Gowina, szef ISP przerzucił się na bardziej bezpieczny i trendy temat.

“…Minister mówi coś takiego do gazety?...” pytał oburzając się na ową „ideologię“, która miała być przyczyną oporu ministra w sprawie ratyfikacji konwencji zwalczania przemocy wobec kobiet.

Coś takiego do gazety miało z tą straszną “ideologią“ niewiele wspólnego, a więcej ze zwykłym zdrowym rozsądkiem, który wśród  elit  niestety w zaniku. “…Tym co nas łączy, jest przekonanie, że należy w sposób bezwzględny zwalczać tak odrażające zjawisko, jak wszelkie formy przemocy. Polskie prawo w 99 proc. wyprzedza konwencję i przewiduje wszystkie rozwiązania przez nią postulowane…” A w ocenie ministra  konwencja ogranicza suwerenność sygnatariuszy, ponieważ na “…straży interpretacji zapisów konwencji ma stać specjalnie powołane międzynarodowe ciało…".

Ale czy fakty mają jakieś znaczenie? Najważniejsza jest fraza-klucz - to widmo IV Rzeczpospolitej. Działa zawsze.

Na koniec wywiadu, Jacek Kucharczyk skonstatował „...Jedną z polskich bolączek jest to, że się uchwala prawa, które później nie są egzekwowane. A tu minister mówi, że to jest w porządku i że on będzie działał tak, by powstało prawo papierowe, bez przełożenia na rzeczywistość. To jest dla mnie jeszcze bardziej rażący przykład. Albo nie powinien tego mówić, albo nie powinien zajmować tego stanowiska…” – przy czym nie bardzo wiadomo, czy chodzi o te nieszczesne mam w nosie w sprawie akt dotyczących zakończonych spraw sądowych dot. szefa Amber Gold, czy opór w sprawie ratyfikacji konwencji o przemocy w rodzinie. Ale to też nieistotny szczegół. Najważniejsze, że minister łamie prawo (sic!), a to jest niedopuszczalne w wiodącej demokracji nie tylko w Europie! I co prezes ISP w ramach monitoringu potencjalnych zagrożeń dla demokracji w Polsce, wytknął.

Osobiście uważam, że pierwsze rozwiązanie jest wystarczające -  nie powinien tego mówić, chociaż uważam, że ta polska bolączka dotyczy całego chorego państwa bezprawia.  A Instytut Spraw Publicznych miałby tu wiele do zrobienia pod warunkiem, że programy miałyby jakieś umocowanie w realiach, a podniosła i pompatyczna misja byłaby rzeczywiście wypełniana, służąc obywatelowi i społeczeństwu. Jak na razie służy tylko państwu i zatrudnionym w ISP.

Tutaj przypomina mi się scenka z przed ćwierć wieku, z urodzinowego przyjęcia mojej przyjaciólki. Rzecz się działa w Kanadzie, a na przyjęciu poznałam Kanadyjkę, dyrektorkę teatru, która właśnie straciła pracę. Ponieważ nie mogła znaleźć pracy, stwierdziła, że musi sobie sama stworzyć takie miejsce pracy. Plan wyglądał genialnie w swojej prostocie. Założyć „non profit“ organizację. Kluczem sukcesu było odpowiednie sformułowanie MISJI organizacji, tak żeby dostać grant państwowy i zainteresować sponsorów. Do dzisiaj organizacja działa, a założycielka i prezes ma się bardzo dobrze. Robi „dobrze“ przede wszystkim sobie.

Dlatego, pomimo iż „aktywny udział obywateli to jedna z kluczowych zasad i warunków skutecznego rządzenia“ i ISP podjął to wyzwanie w ramach projektu finansowanego z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, projektu Kompas i innych, do tych  działań budowania państwa prawa i kultury prawnej, nie są ani zapraszane, ani włączane, ani wspierane logistycznie i  finansowowo organizacje pozarządowe powstałe oddolnie, założone przez obywateli w rzeczywistej potrzebie, gotowych poświęcić niemal wszystko, autentycznie przerażonych i zatroskanych stanem państwa nie prawa,  a bezprawia.

To w tych organizacjach ludzie bez grantów UE, bez grantów rządowych i pieniędzy lobbystów, bez poparcia “elit” i “ekspertów“, poświęcając pracę zawodową, zaniedbując życie rodzinne, ledwo łącząc koniec z końcem tak w domu jak i w tych organizacjach, robią te mozolną organiczną robotę w swoim bezpośrednim sąsiedztwie. Walczą nie tylko o poprawę Polski, ale też walczą z alienacją, izolacją i ostracyzmem oficjałów i takich wypasionych organizacji pseudo-pozarządowych jak ISP. 

Nie zajmują się PR-em rządu i rozgrywkami politycznymi. Nie brylują na salonach, nie zaprasza się ich do udzielania wywiadów. Są solą tej ziemi. I jak sól, tak oni chronią ten kraj przed kompletnym zepsuciem. I dają wsparcie i nadzieję tysiącom pokrzywdzonych. To przed nimi powinniśmy chylić czoła. Postęp gwarantują tylko niepoprawni walczący marzyciele, a nie oportuniści i wazeliniarze. Niestety ten niewyobrażalny potencjał ludzki, ta pasja, autentyczne poświęcenie i cięzka praca jest solą w oku i dla rządzących i konkurencją dla ich satelitarnych organizacji quasi- pozarządowych.  


piątek, 21 września 2012

Lewe prawo (174)


SZCZYTOWANIE HUCPY

   Jak się skompromitować skandalicznym wyrokowaniem w sprawach  przeciwko szefowi parabanku Amber Gold - Marcinowi P. i jeszcze na tym skorzystać? Sędziowie z korporacyjnego stowarzyszenia "Iustitia" mają cudowną receptę na samouzdrowienie: Ministerstwo Sprawiedliwości powinno przekazać resztki swoich uprawnień kontrolnych (dotyczy nadzoru administracyjnego) Sądowi Najwyższemu.

   Czym to - z obywatelskiego  punktu widzenia - pachnie, a raczej śmierdzi? Kompletnym uniezależnieniem się niebywale zdeprawowanej "trzeciej władzy" od świata zewnętrznego.

   O, przepraszam, jest coś, od czego sędziowie nie chcą być niezawiśli. Tym czymś dla tych podsiębiornych hipokrytów jest forsa z państwowej kasy, czyli z naszych podatków.
 
 

sobota, 8 września 2012

Lewe prawo (156)


GOWIN: TO MUSI BYĆ WYJAŚNIONE.

JA: TRZYMAM ZA SŁOWO

   Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin w "Sygnałach dnia" w programie I Polskiego Radia z 7.09.2012, o zarządzonej przez siebie kontroli działalności nadzorczej mataczącego prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku - Ryszarda Milewskiego w związku z aferą wokół Amber Gold i skandalicznym orzecznictwem pomorskiego "wymiaru sprawiedliwości" wobec prezesa tego parabanku:

   - Nie zamierzam dyskutować o samej treści wyroków, dlatego że obowiązuje święta zasada niezawisłości sędziowskiej. Natomiast nikt z Polaków nie może przejść obojętnie wobec faktu, że notorycznemu oszustowi, jakim był Marcin P., wymierzono 9 kolejnych wyroków w zawieszeniu. To musi być wyjaśnione.

   Ja o działalności nadzorczej prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu - Ewy Barnaszewskiej w związku z jej przyzwalaniem na orzecznicze przekręty sędziów (z Anną Sobczak, Elżbietą Sobolewską-Hajbert, Urszulą Kubowską-Pieniążek i Grażyną Josiak na czele) w sprawie moich roszczeń finansowych wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych:

   Zamierzam dyskutować o treści krzywdzących i bezprawnych wyroków i postanowień, mimo że obowiązuje, święta ponoć, zasada niezawisłości sędziowskiej. Nawet minister sprawiedliwości nie powinien przejść obojętnie wobec faktu, że Barnaszewska nie zrobiła nic, aby uzmysłowić podległym jej służbowo funkcjonariuszom publicznym, że niezastosowanie merytorycznych, bezpośrednio dotyczących rozstrzyganego sporu, przepisów ustawowych na wszystkich etapach postępowania, z odwoławczym i skargowym włącznie, jest konstytucyjnie niedopuszczalne. To musi być wyjaśnione.

    Tak się składa, że Gowin i Barnaszewska są w składzie 25-osobowej Krajowej Rady Sądownictwa. Czy minister nie ma dyskomfortu, że zasiada tam razem z osobą, która toleruje na swoim wrocławskim urzędzie ignorowanie konstytucji i innych ustaw?

   Co ma począć obywatel, gdy sędziowie ze swoją "świętą niezawisłością" postępują wobec niego jak małpa z brzytwą? Jak długo jeszcze immunitet będzie chronił przed karami czarno-fioletowych przestępców, uprawiających orzeczniczą samowolkę "w imieniu RP"?

   PS.  W dzisiejszym (8.09.2012) mejlu do "Szanownego Pana Jarosława Gowina - Ministra Sprawiedliwości", napisałem w nagłówku: "Przesyłając poniższy post z mojego bloga www.adam-klykow.blog.onet.pl, proszę o potraktowanie tego tekstu jako skargi na Panią Ewę Barnaszewską - prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu i członka Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa".

wtorek, 4 września 2012

Lewe prawo (152)


TAK JEST

   Nic tak nie uzmysławia poziomu degrengolady naszego "państwa prawa", jak szczegóły afery wokół Amber Gold.

   Np. okazuje się, że prokurator generalny Andrzej Seremet, przemawiając w Sejmie w tej sprawie i informując o "wielu niedoskonałościach" (grunt to odpowiednie dać rzeczy słowo!) w pracy podległych mu śledczych, robił posłom i społeczeństwu łaskę. Bo wcale nie musiał się tam tłumaczyć. Zarazem tenże "niezależny" Seremet nie może odwołać nieudolnej szefowej Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz - Marzanny Majstrowicz bez zgody Krajowej Rady Prokuratury. Organu, któremu przewodniczy znany na Dolnym Śląsku były PZPR-owski utrwalacz PRL-owskiej władzy - Edward Zalewski.

   A zwróciliście uwagę na wątek sędziów, którzy skompromitowali się niezwykle łagodnymi wyrokami na seryjnego oszusta Marcina P.? Niemoc w ich rozliczeniu demonstrują nawet premier Donald Tusk i minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Bo - klepią niczym pacierz - sędziowie są w swym orzecznictwie niezawiśli (co w realiach III RP znaczy: nietykalni nawet w przypadku popełniania przestępstw przekraczania uprawnień). Ta totalna bezkarność sprawia, że samowolka to ich chleb powszedni.


sobota, 1 września 2012

Prokurator Seremet o odpowiedzialności, obowiązkach i uznaniowości



Właśnie byłam w trakcie pisania tekstu o skargach obywateli do Prokuratora Generalnego i Prokuratury Generalnej  i jak to w praktyce wygląda czuwanie PG nad przestrzeganiem prawa jako całości i związane z tym działanie z urzędu w przypadkach informacji w skargach obywateli o rażących naruszeniach prawa przez prokuratorów.
Z nadzieją, że znajdę jakis przydatny materiał we wczorajszej wypowiedzi PG Seremeta w Sejmie, przeczytałam, a raczej z trudem przebrnęłam przez tę inwentaryzację kalendarium  „dokonań“ prokuratów w sprawie zawiadomienia Komisji Nadzoru Finansowego z dnia 15 grudnia 2009 o podejrzeniu popełnienia przestępstwa r. przez Marcina P., prezesa zarządu Amber Gold.

Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać, albowiem i fakty i język tych wyjaśnień był przedmiotem subtelnej, ale daleko posuniętej manipulacji rzeczywistością. Parę pikantnych kawałków znalazłam.

Andrzej Seremet wystąpił “(..)jako prokurator generalny, a więc przełożony wszystkich prokuratorów, uznałem za mój obowiązek przeanalizowanie działań prokuratury podjętych w reakcji na zawiadomienie przez Komisję Nadzoru Finansowego o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Marcina P., prezesa spółki Amber Gold. Taka analiza została dokonana. Wyciągnąłem już odpowiednie wnioski.(…)

No i proszę już na samym początku z grubej rury - A.Seremet uznał za swój obowiązek zajęcie się tą sprawą. No ...jesteśmy wdzięczni Prokuratorowi Generalnemu, bo przecie równie dobrze mógł nie uznać tego za swój obowiązek! No i co nieuświadomieni naiwniacy? myśleliście, że analizowanie działań prokuratury przez Prokuraturę Genaralną należy się wam jak psu micha?

Dalej z wyjaśnień wynika ... a jakże, Prokurator Generalny nie ma sobie nic do zarzucenia, a żądania jego dymisji są wręcz śmieszne. Wprawdzie przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, skierował do niego pismo (wpłynęło do PG w dniu 29 listopada 2011r.), ze skargą na działania prokuratorów, no ale przecież  „(...) korespondencja ta została rozpoznana niezwłocznie, a wyniki analizy sprawy przeprowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku były trafne, jak już o tym mówiłem. Zaniedbanie polegało na przekazaniu przez prokuraturę okręgową odpowiednich uwag prokuraturze rejonowej z niemal trzymiesięcznym opóźnieniem oraz na nieobjęciu sprawy zwierzchnim nadzorem i wprowadzeniu w błąd prokuratury apelacyjnej co do podjętych działań (…)”.

Czytając ten kawałek wyjaśnień, słuchacz odnosi wrażenie, że dotyczą one zupełnie innych postępowań, a nie tych, które trwały dwa lata,  w momencie, kiedy zdesperowany  KNF skierował skargę do PG. Bez odpowiedzi pozostało pytanie - a co robiła Prokuratura Generalna po „niezwłocznym przekazaniu korespondencji“? Czy zainteresowała się losem tej SKARGI nazwanej z wyrażnym zamiarem manipulowania faktami i pomniejszeniem jej wagi  KORESPONDENCJĄ?

Czy to niezwłoczne załatwienie „korespondencji“ to nie mniej i nie więcej tylko zwykła „spychologia“ i umycie rąk, czyli przekazanie tego pisma wg tzw. wlaściwości - przesłanie jej a piać do Gdańska,  do Prokuratury Apelacyjnej, ta z kolei przesłala tę „korespondencję“ do Prokuratury Okręgowej, no a ta proszę ...nawaliła. Opóźnila cały proces o 3 miesiace – to prawda. No ale cały ten cyrk trwa już prawie trzy lata. Kto odpowiada za resztę ? Jakoś nie czuję się uspokojona faktem, że „(...) przyczyny tych uchybień wykaże postępowanie dyscyplinarne (…)”, zwłaszcza, że PG zabezpiecza swoją d ... i przestrzega,  “(…) Ich rezultat zależy jednak nie tylko ode mnie. Ostateczny głos należeć będzie do Krajowej Rady Prokuratury, gdy idzie o możliwość odwołania z funkcji prokuratora rejonowego, oraz do sądów dyscyplinarnych w odniesieniu do odpowiedzialności dyscyplinarnej prokuratorów.(…)

W kontekście powyższego ostrzeżenia, ciut dziwne jest oświadczenie... Andrzeja Seremeta, iż ma już w tej kwestii poufne informacje „(...)że to środowisko prokuratorskie podejmie faktyczne decyzje i że to od jego postawy zależy zakres odpowiedzialności dyscyplinarnej konkretnych osób.”(…).

No prosze idzie nowe w prokuraturach! nowe to mało powiedziane, toć to panie rewolucja! Po 23 latach budowania demokratycznego państwa prawa i po ponad dwóch latach słynnej “niezależności” prokuratury  “środowisko podejmie faktyczne decyzje” !. Otwartość godna podziwu(sic!). Czy to oznacza przyznanienie PG, iż do tej pory prokuratorzy w kwestiach dyscyplinarnych podejmowali niefaktyczne decyzje?

I na tym nie koniec tego „nowego“. PG  oznajmił, iż wprawdzie rozporządzenie ministra sprawiedliwości z dnia 30 marca 2010 r. Regulamin wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury -  nie daje mu uprawnień do sprawowania zwierzchniego nadzoru służbowego nad postępowaniami przygotowawczymi, to pal sześć to rozporządzenie: “(…)zażądałem od kierownictwa Biura Prokuratora Generalnego przedstawienia mi stosownych wyjaśnień w postępowaniu służbowym, wskazujących na przyczynę, dla której pismo Komisji Nadzoru Finansowego, o którym wspomniałem, pochodzące zatem od organu centralnego, nie trafiło bezpośrednio w moje ręce, pomimo że dotychczasowa poprzednia i obecna dobra praktyka w tym względzie powinna była wykluczyć taki przypadek.(…).

Gdyby tylko... jak to było dobrą praktyką stosowaną w PG, nagle nie wiadomo dlaczego zarzuconą  (spoko ...bedą wyjaśnienia Biura PG w tej kwestii!) Andrzej Seremet dostał do swoich rąk „korespondencję“ KNF, to napewno zrobiłby porządek wcześniej, chociaż zarządzenie MS z dnia 30 marca 2010 tego zabrania!

Na koniec dowiedzieliśmy się o konkretnych działaniach Prokuratora Generalnego, do których skłoniły go  tak istotne uchybienia przy prowadzeniu postępowania.

1.   podjąłem decyzję o zwróceniu się do Krajowej Rady Prokuratury o wyrażenie zgody na odwołanie prokuratora …
2.   poleciłem wszczęcie postępowania wyjaśniającego i postępowania dyscyplinarnego w celu ustalenia ewentualnej odpowiedzialności dyscyplinarnej…
3.   poleciłem prokuratorowi okręgowemu, by osobiście nadzorował obecne postępowanie w ramach wewnętrznego nadzoru służbowego …
4.   zleciłem prokuratorowi apelacyjnemu w Gdańsku informowanie mnie…
5.   Odbyłem naradę z prokuratorami prowadzącymi i nadzorującymi to postępowanie.


Prokurator Seremet, twierdził, że wszystko było w porządku z korespondencją KNF z grudnia 2011r, bo przekazano ją niezwłocznie. Nic wiecej nie można było zrobić, ponieważ zarządzenie MS z 30 marca 2010r. nie daje mu uprawnień do sprawowania zwierzchniego nadzoru służbowego nad postępowaniami przygotowawczymi.  

Przeczytałam to zarządzenie:
§ 15. 1. Do podstawowych zadań Departamentu Organizacji Pracy, Wizytacji i Systemów Informatycznych Prokuratury należy:
  2)   współdziałanie z organami państwowymi, państwowymi jednostkami organizacyjnymi i organizacjami społecznymi w zapobieganiu przestępczości oraz innym naruszeniom prawa;
  8)   prowadzenie działalności wizytacyjnej i lustracyjnej w jednostkach organizacyjnych;
  9)   koordynowanie działalności wizytacyjnej i lustracyjnej prowadzonej w prokuraturach apelacyjnych;
  10)  dokonywanie przez wizytatorów Prokuratury Generalnej oceny pracy prokuratorów wykonujących czynności w prokuraturach apelacyjnych oraz koordynowanie działań w tym zakresie prowadzonych przez prokuratorów apelacyjnych i prokuratorów okręgowych;
12)  monitorowanie spraw, w których strona wniosła skargę na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora bez nieuzasadnionej zwłoki i przygotowywanie analiz w tym zakresie;

§ 16. Do podstawowych zadań Departamentu Postępowania Przygotowawczego należy:
  1)   sprawowanie nadzoru procesowego związanego z realizacją uprawnień Prokuratora Generalnego w postępowaniu przygotowawczym;
  2)   koordynowanie i kontrolowanie prawidłowości sprawowania zwierzchniego nadzoru służbowego nad postępowaniem przygotowawczym przez prokuratury apelacyjne i prokuratury okręgowe;
  3)   kontrolowanie prawidłowości prowadzenia postępowań przygotowawczych w sprawach nieobjętych zwierzchnim nadzorem służbowym;

Czy podjęte obecnie działania przez Prokuratora Generalnego – w tej samej sprawie -  wspomniane w pkt. 3, 4 i 5 nie są przypadkiem tym zabronionym sprawowaniem  zwierzchniego nadzoru służbowego nad postępowaniami przygotowawczymi?

Czyli krótko mówiąc, zaiste prawdą jest, że wszystkie działania Prokuratory Generalnej i wszystkich podległych prokuratur nie są skutkiem przestrzegania obowiązujących przepisów prawa, a zależą  od uznania prokuratorów tam zatrudnionych, czy te przepisy stosować czy też nie.

I działania prokuratorów i prokuratur w sprawie Gold Amber  nie są żadnym wyjątkiem.  Potrzeba było ponad DWA I PÓŁ ROKU walki KNF  z prokuratorami w Gdańsku, olanej skargi do PG, setek obywateli ograbionych często z dorobku całego życia, śledztwa ABW, setek artykułów w Internecie, później w mediach „oficjalnych“, afery z synem premiera - żeby Prokurator Generalny uznał wreszcie za swój obowiązek,  to co  NALEŻY do jego obowiązków i za co mu płacimy !

Jaką wobec tego szansę ma zwykły Kowalski na uznanie przez prokuratora - za obowiązek - rozpatrzenie jego sprawy zgodnie z przepisami prawa?  

piątek, 31 sierpnia 2012

Lewe prawo (146)


SWOJSKIE IQ

   Tubylczy geniusze, zwani urzędowo prokuratorami i sędziami, zorientowali się wreszcie, że Marcin P., szef parabanku Amber Gold, to oszust - recydywista, którego trzeba zakwaterować w areszcie. Bystrzacy ci poniewczasie zauważyli nawet, że ten notoryczny krętacz może na wolności mataczyć.

   Równie inteligentni politycy z prawa, lewa i środka wciąż główkują, czyim "słupem" jest Marcin P. A mój nie aż tak pojętny umysł podpowiada, że to nade wszystko Nikodem Dyzma rynku finansowego III RP.

   Najmądrzejszy w naszym cudnym "państwie prawa" wydaje się być Donald Tusk, ojciec Michała, bo nie chce sejmowej komisji śledczej w sprawie, w której w roli współpracownika Marcina P. występuje rodzony syn. Premierowi wystarczyłby zapewne chór jego partyjnych lemingów, usiłujących zbagatelizować całą aferę kretyńskim szlagwortem: "Polacy, nic się nie stało!".