Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sobczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sobczak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lutego 2013

Lewe prawo (320)


ZŁODZIEJSKA SAMOWOLKA

   Od wypichconego przez Annę Sobczak niestrawnego wyroku z 10.06.2008 prześladuje mnie refleksja, po jaką cholerę obywatelowi taki sąd, który uznawszy mnie za ofiarę ZUS-owskiego bezprawia przyznaje mi rekompensatę finansową za doznane krzywdy niższą od poniesionych obowiązkowych kosztów procesu? O kant dupy rozbić taki "wymiar sprawiedliwości"! - reaguję rozeźlony. Po bliskich spotkaniach z wyrokującymi "w imieniu RP" czuję się jak ktoś okradziony przez złodziei. A potem jeszcze - co prawda tylko raz, w dokumencie z 19.05.2009 - zastraszany przez Ewę Barnaszewską, że jeśli swoją pisaniną "o treści obraźliwej pod adresem sędziów" będę "naruszał powagę wymiaru sprawiedliwości" - może to "pociągać za sobą odpowiedzialność karną".

   Wciąż też rozmyślam, kiedy wreszcie w sądach przestaną wyrokować bezprawnicy w togach, uzurpujący sobie niezawisłość nawet od konstytucji i innych ustaw? Mam zagwozdkę, do kogo w naszym "państwie prawa" zwrócić się o sensowną odpowiedź na to pytanie, skoro tzw. trzecia władza jest niezależna od każdej innej i robi co jej się żywnie podoba, bo aparatczyków Temidy przed odpowiedzialnością karną za przestępcze nadużywanie uprawnień pod korupcjogenną przykrywką "swobodnej oceny dowodów" skutecznie chroni immunitet.


czwartek, 6 grudnia 2012

Lewe prawo (257)


KONSULTANTEM ASESOR SOBCZAK
 
BYŁ TEGOROCZNY "SĘDZIA EUROPEJSKI"

  Dwutygodniowego - maksymalnie dopuszczalnego przez stosowną ustawę - terminu udostępnienia mi prostej informacji publicznej nie dotrzymał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ. Spóźnił się o jedną dobę. Tylko i aż. Bo gdy taka minimalna zwłoka zdarzy się zwykłemu obywatelowi, sędziowie zazwyczaj uznają to za uchybienie nie do wybaczenia…

   5.12.2012 otrzymałem mejla od Magdaleny Koźbiał, inspektora w oddziale kadr północno-praskiej rejonówki. Napisała ona (cytuję w całości i bez adiustacji):

   "Dzień dobry. Na zarządzenie Prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ w Warszawie w związku z Pana wnioskiem z dnia 14 listopada 2012 r. przekazanym do tut. Sądu 20 listopada 2012 r. uprzejmie informuję, iż funkcję sędziego konsultanta Pani Anny Sobczak-Kolek w czasie gdy była Ona asesorem w Wydziale Cywilnym Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia pełnił Pan Sędzia Marek Kurkowski".

   A zatem błądziłem w swoich domniemaniach. Przypuszczałem, że sędzią konsultantem asesor - autorki wyroku z 10.06.2008 w sprawie moich roszczeń finansowych wobec ZUS - mogła być któraś z trzech sędzi przyklepujących to niedorzeczne (przede wszystkim niezawisłe od litery ustaw) orzeczenie w postępowaniu odwoławczym i skargowym.

   Kim jest Marek Kurkowski, dotychczas w ogóle mi nieznany? Wyguglowałem, że to 50-latek, który akurat w bieżącym roku zwyciężył w ogólnopolskim konkursie o honorowy tytuł "Sędziego Europejskiego" w grupie sędziów sądów okręgowych.

    Czyżby ktoś taki, wielce postępowy, mógł mieć jakiś udział w sporządzeniu absurdalnego wyroku, który mnie - pokrzywdzonego przez ZUS - de facto karał odmową przyznania odszkodowania za precyzyjnie wyliczone straty materialne, ponieważ nie udowodniłem próby podjęcia pracy zarobkowej w czasie, w którym nie pozwalały mi na nią obowiązujące przepisy?  Uczciwej odpowiedzi na to pytanie chyba nie otrzymam…

   Warto jeszcze odnotować coś, co znalazłem w internetowym BIP-ie, czyli Biuletynie Informacji Publicznej. Otóż zanim Marek Kurkowski w maju został uhonorowany tytułem "Sędziego Europejskiego", cztery miesiące wcześniej przegrał z kretesem na forum Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu w tajnym głosowaniu na wolne stanowisko sędziego w tymże WSA. Spośród 13 opiniowanych kandydatów osiągnął jeden z najgorszych wyników: tylko 3 głosy na "tak" i aż 27 na "nie".
 
 

środa, 21 listopada 2012

Lewe prawo (241)


POMYŁKA CZY WPROWADZENIE W BŁĄD?

   Czy kierownictwo Sądu Okręgowego we Wrocławiu panuje nad jakością swojej pracy? Znów mam poważne wątpliwości.

   Po powiadomieniu mnie mejlem z 14.11.2012 przez wiceprezes SO Ewę Gonczarek, że nie może poinformować, kto był sędzią konsultantem asesor Anny Sobczak w Sądzie Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia, ponieważ jej akta osobowe zostały wraz nią przeniesione do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi Południe (patrz felieton pod adresem http://trybunalobywatelski.blogspot.com/2012/11/lewe-prawo-234.html) - jeszcze tego samego dnia ponowiłem prośbę o imię i nazwisko sędziego konsultanta tejże asesor (obecnie sędzi nazywającej się Sobczak-Kolek) w mejlu do prezesa południowo-praskiego SR Konrada Gradka.

   20.11.2012 otrzymałem od prezesa Gradka mejla z datą o dzień wcześniejszą, w którym zakomunikował, że "z ustaleń poczynionych w Oddziale Kadr wynika, iż Pani Sędzia Anna Sobczak-Kolek orzeka w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ", w związku z czym przesyła moją prośbę tam właśnie, "według właściwości".

   Wiceprezes Gonczarek zwyczajnie się pomyliła czy celowo chciała mnie wprowadzić w błąd? To wiedzą tylko ona i jej bezpośrednia szefowa, prezes wrocławskiego SO Ewa Barnaszewska.

   Mam nadzieję, że północno-praski SR nie uzna teraz, że skoro źle - co z tego, że nie z własnej winy - swoją prośbę zaadresowałem, to wnioskowanej informacji nie otrzymam. Chociaż w dotychczasowych kontaktach z tzw. wymiarem sprawiedliwości przeżyłem już tyle absurdów, że jeszcze jeden nie byłby zaskoczeniem.

   Co nie znaczy, że po takim niedorzecznym utajnieniu personaliów sędziego konsultanta asesor Sobczak zaprzestanę wyjaśniać okoliczności sporządzenia skandalicznego wyroku z 10.06.2008 w sprawie moich roszczeń finansowych wobec ZUS.


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Lewe prawo (114)


   Kto to jest "plecak"? Co to jest "jeden sobczak"? Z mojego bloga da się wygrzebać również takie humorystyczne bzdeciki. Z całkiem poważnymi podtekstami…

ZAGADKA DO ROZWIĄZANIA

   Wobec młodych sędziów, powiązanych rodzinnie lub przynajmniej towarzysko ze starymi funkcjonariuszami wymiaru sprawiedliwości, mniej ustosunkowani rówieśnicy w togach używają po kątach takich ksyw, jak "dzieci specjalnej troski", "genetyczni", "plecaki"…

   Zżera mnie ciekawość, czyim dzieckiem specjalnej troski, genetyczną czy plecakiem, jest sędzia Anna Sobczak z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia. Bronienie jej przez tutejsze reprezentantki instancji okręgowej za wszelką cenę, nawet kosztem gwałcenia konstytucyjnej poległości ustawom, co najmniej zadziwia. Zupełnie jakby była ona np. spokrewniona z Jackiem Sobczakiem, sędzią Sądu Najwyższego. Jeśli tak, to wszystko byłoby jasne, wszak w Polsce każdy głupi wie, że w naszym pięknym kraju na układy nie ma rady. Jeśli jednak nie - to kompletnie nie rozumiem tego kompromitowania się tylu przedstawicieli tzw. trzeciej władzy w interesie jednej, wyrokującej bez dostatecznej znajomości przepisów, córki Temidy.

SOBCZAKOWIE

WZORCAMI SPRAWIEDLIWOŚCI

   "W polskich sądach zapadają wyłącznie sprawiedliwe wyroki". To nie jakiś kiepski dowcip, lecz wypowiedź na serio. Można sprawdzić w tygodniku „Przegląd” z 30.05.2010, w opiniach pod publikacją pt. "Sądy nierychliwe i niesprawiedliwe". Autorem zacytowanych słów jest profesor Jacek Sobczak. Sędzia Sądu Najwyższego! Prominentny reprezentant trzeciej władzy, który - jak mało który z funkcjonariuszy publicznych - powinien być przykładem obiektywizmu i prawdomówności.

   Nie wystarczy skwitować tego w młodzieżowym slangu, że facet pojechał po bandzie. Trzeba alarmować, że owym "wyłącznie" zademonstrował on sto procent korporacyjnej arogancji i zero pokory, tudzież kompletną utratę kontaktu z rzeczywistością.

   Chyba że wzorcem sprawiedliwego orzecznictwa ma być wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia z 10.06.2008. Firmowany przez ówczesną asesor Annę Sobczak.

   Dokument ten jest dowodem popełnienia przez nią - prawdopodobnie bardziej z nieuctwa niż z nikczemności - przestępstwa przekroczenia uprawnień. Jest świadectwem uzurpowania sobie niezawisłości nawet od konstytucji i innych ustaw. Jest też szczytem prawniczego absurdu, bo jakże inaczej zinterpretować przyznanie mi - bezspornie pokrzywdzonemu przez ZUS - rekompensaty finansowej w kwocie niższej od poniesionych przeze mnie kosztów procesu.

   Od dziś, oprócz znanej już powszechnie czysto polskiej jednostki czasu: "jednej gołoty" (równej 53 sekundom) - proponuję ustanowić nową miarkę rodzimej sprawiedliwości: "jednego sobczaka" (równego sędziowskiemu widzimisię). A teraz już (to ja sam do siebie) morda w kubeł - bo jak nie, to...

www.adam-klykow.blog.onet.pl

pro1@onet.eu 

poniedziałek, 9 lipca 2012

Lewe prawo (69)


NUMERKI ASESOR SOBCZAK

   Ileż sędziowskiej (onego czasu - jeszcze asesorskiej) złej woli musiała mieć Anna Sobczak z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia, wydalając z siebie nonsensowny wyrok z 10.06.2008, w którym za stwierdzone, skutkujące stratami finansowymi, bezprawne postępowanie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przyznała mi, pokrzywdzonemu, rekompensatę w wysokości niższej od poniesionych przeze mnie obowiązkowych kosztów procesu cywilnego o odszkodowanie i zadośćuczynienie… To bezrozumne orzeczenie nie było pierwszą skandaliczną decyzją tej perełki Temidy w mojej sprawie.

   W wezwaniu do usunięcia braków formalnych pozwu z 17.07.2007, asesor Sobczak domagała się ode mnie, abym w terminie 7 dni podał adresy zamieszkania (wskazałem tylko miejsca pracy) wszystkich 10 pozwanych z imienia i nazwiska urzędników Powiatowego Urzędu Pracy we Wrocławiu (od wprowadzenia mnie tam w błąd zaczęła się cała biurokratyczna afera) oraz ZUS w tymże mieście i Warszawie. Żądanie to było niemożliwe do wykonania. Gdybym nawet jakimś cudem (skądinąd jako dziennikarz potrafiłem np. zdobywać tzw. sposobem numery telefonów najważniejszych osób w państwie) skompletował prywatne adresy w tak krótkim czasie, musiałbym po drodze naruszyć ustawę o ochronie danych osobowych. De facto więc funkcjonariuszka trzeciej władzy bezmyślnie przymuszała mnie do łamania prawa w celu spełnienia jej proceduralnych zachcianek.

   Ostatnio uświadomiono mi, że Sobczak nie musiała wzywać do podania adresów zamieszkania pozwanych, skoro ja - powód - poinformowałem w pozwie, gdzie oni są zatrudnieni. Wystarczyłoby zastosować z głową art. 135 par. 1 Kodeksu postępowania cywilnego o brzmieniu: "Doręczenia [pism sądowych - przypisek mój] dokonywa się w mieszkaniu, w miejscu pracy lub tam, gdzie się adresata zastanie".

   Wobec otrzymanego tygodniowego ultimatum, postanowiłem poprawić pozew, eliminując z niego osoby fizyczne (owych 10 urzędników), a pozostawiając osoby prawne (czyli PUP i ZUS). Upieranie się przy swoim groziło bowiem oddaleniem moich roszczeń bez ich rozpatrzenia.

   Pozywając konkretnych biurokratów chciałem, żeby odszkodowanie i zadośćuczynienie za swoje błędy zapłacili oni ze swoich dochodów własnych, a nie z pieniędzy podatników, paradoksalnie - z moich też! Ale asesor czuwała i nie pozwoliła, aby funkcjonariusze państwowi, którym jest i ona sama, odpowiedzieli finansowo za wykazaną nieudolność.

   Po incydencie z adresami zamieszkania i moich poprawkach, 19.10.2007 Sobczak w trybie niejawnym postanowiła jednak odrzucić pozew z 17.07.2007 w stosunku do PUP (pozostawiła tylko ZUS). Nie z jakiejś przyczyny merytorycznej, lecz z powodu czysto formalnego. Wykombinowała mianowicie, że PUP nie ma zdolności sądowej, gdyż nie jest to ani osoba fizyczna, ani osoba prawna. Jakoś nie potrafiła ustalić, że nie jest to instytucja zupełnie bezpańska. Będąc samorządową jednostką organizacyjną - PUP podlega prezydentowi Wrocławia, który, pełniąc rolę organu wykonawczego w mieście na prawach powiatu, ma osobowość prawną jak najbardziej.

   Swego, świadczącego o własnej niewiedzy, postanowienia z 19.10.2007, Sobczak nie poprzedziła wezwaniem mnie do usunięcia braku formalnego. Sam więc nie miałem szansy podmienić PUP na prezydenta Wrocławia i przy okazji podszkolić niedouczoną asesor.

   Nie wnikałem wtedy, czy mogę przedłużać spór dotyczący akurat tej części sprawy. Uznawszy, że udowodnienie winy PUP byłoby trudniejsze (z nadmiaru zaufania i braku przezorności nie nagrałem brzemiennej w skutki rozmowy z niekompetentną biurwą, nie miałem więc niepodważalnego, namacalnego dowodu wprowadzenia mnie przez nią w błąd) - poprzestałem na roszczeniach wobec ZUS, którego bezprawne działanie nie pozostawiało żadnych wątpliwości.

   Domniemywam, że niedorzeczny wyrok z 10.06.2008 (na jego mocy dostałem 3 tys. zł zadośćuczynienia i ani grosza odszkodowania) mógł być konsekwencją mojej krytyki wcześniejszych poczynań Anny Sobczak. Swoistą karą za to, że miałem czelność kontestować nieomylność pani asesor. Prawdopodobnie, nie zważając na obowiązek przestrzegania przepisów, chciała ona zademonstrować, kto jest mądrzejszy od radia (jak się mawiało w mojej rodzince o zarozumialcach) i przede wszystkim - kto tu rządzi. A że przegięła i zrobiła się sromota, to już nie mój cyrk...


poniedziałek, 14 maja 2012

Lewe prawo (15)


NAPISAĆ - NAPISAŁA,

ALE POJĄĆ - NIE POJĘŁA

   Nie jestem jakimś wyjątkiem. Mnie też nic nie wnerwia bardziej niż ludzka głupota. Zwłaszcza gdy ja sam jestem jej ofiarą i muszę za nią płacić. A kiedy występuje ona pod postacią sędziego orzekającego "w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej" - osiągam stan wrzenia.

   Anna Sobczak z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia teoretycznie powinna być żywą wizytówką paremii: "iura novit curia", w praktyce natomiast decydowała o moich pieniądzach nie znając litery prawa. Co uwieczniła w swoim wyroku z 10.06.2008 w sprawie moich roszczeń finansowych wobec ZUS.

   W uzasadnieniu tego rozstrzygnięcia napisała czarno na białym: "Powód [znaczy ja] wskazywał, iż z uwagi na obowiązujące przepisy w okresie od dnia 26.09.2006 r. do dnia 12.07.2007 r. nie mógł podjąć żadnego zatrudnienia, [przecinek dodany przeze mnie] gdyż w tym czasie pobierał zasiłek dla bezrobotnych [precyzyjniej powinno być: gdyż w tym czasie był zmuszony spełniać wymogi rejestracyjne osoby bezrobotnej]. Gdyby Zakład Ubezpieczeń Społecznych przyznał mu świadczenie emerytalne [chodzi tu oczywiście o świadczenie przedemerytalne] we właściwym czasie, [znów uzupełniłem interpunkcję] mógłby on podjąć dodatkowe zatrudnienie i osiągnąć dodatkowe dochody".

   Ten fragment świadczy, że zeznawałem całkiem jasno. Podkreślając, w jaką pułapkę prawną mimowolnie, za sprawą urzędników ZUS, wpadłem. Sobczak to potwierdziła na piśmie i… odszkodowania mi nie przyznała. Jakby zupełnie nie pojęła, co do niej - po polsku - mówiłem na rozprawie.

    Usiłując nadążać za "rozumowaniem" Sobczak: odszkodowanie mi się nie należało, bo nie udowodniłem, że próbowałem podjąć pracę zarobkową w czasie, gdy nie pozwalały mi na to przepisy ustawowe! Tyle że gdybym spełnił zachciankę funkcjonariuszki tzw. wymiaru sprawiedliwości i wykazał, że w trakcie sporu z ZUS-em zarobiłem choćby złotówkę, utraciłbym nie tylko status bezrobotnego, lecz także świadczenie przedemerytalne, które pozwany bezprawnie (fakt bezsporny) mi blokował i o które właśnie wtedy walczyłem!