|
Łączna liczba wyświetleń
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewinnie skazani. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewinnie skazani. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
APEL -STOP BEZPRAWIU SĄDÓW I PROKURATUR
czwartek, 12 lipca 2012
Czym się różni saper od sędziego?
Od kilku miesięcy w mediach main stream, jak i w
niezależnych mediach coraz głośniej
i otwarciej mówi się o pomyłkach,
błędach i niedoróbkach sędziów i prokuratorów, o zapaści wymiaru
sprawiedliwości, o bezprawiu w Polsce.
Zbiegły się te przekazy z Kongresem ruchu Niepokonanych 2012. Nie tylko pokrzywdzeni i ich rodziny, ale i Polacy, którzy
nigdy nie mieli spotkania trzeciego stopnia z wymiarem sprawiedliwosci,
powoli zaczynają sobie zdawać sprawę z powagi sytuacji.
Oliwy do ognia dolało Forum
Obywatelskiego Rozwoju wraz z Instytutem Profilaktyki Społecznej i
Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, którzy zorganizowali 9
lipca na UW w Warszawie konferencję połączoną z prezentacją raportu – „Przyczyny
niesłusznych skazań w Polsce“ -
autorstwa Łukasza Chojniaka i Łukasza Wiśniewskiego.
Pokrzywdzeni przez wymiar sprawiedliwości mieli
nadzieję, iż raport ten i sama konferencja będzie początkiem „nowego“, początkiem oczyszczenia
stajni Augiasza. Niestety, już dzisiaj, kilka dni po tych wydarzeniach
przeglądając przekazy medialne i opinie -
na temat zawartości samego raportu i relacje z konferencji
uwidaczniają , iż ani nie ma Herkulesa, który wyburzylby mur stajni i skierował
rzeki Alfejos i Penejos, aby wymyły gnój piętrzący się pod sufit, ani też w
rzeczywistości Augiaszowi nie przeszkadza ten gnój.
Naiwnym było domniemanie, iż zaproszeni na
konferencję FOR najważniejsi animatorzy wymiaru sprawiedliwości w Polsce, będą “promowali
prawdę i zdrowy rozsądek
w tym
dyskursie publicznym."
Konferencję otworzył
Prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński duszsaczypatielnym:
“…W przypadku niesłusznego skazania mamy
do czynienia z gwałtem państwowym, bo - jak przy zwykłym gwałcie - nic później
nie jest takie samo, to zdarzenie, które kaleczy człowieka na całe życie…”
Ale już prof. Lech Paprzycki – Prezes Izby
Karnej Sądu Najwyższego – sędzia
z olbrzymim doświadczeniem, także naukowiec i teoretyk prawa, który
spotyka się z bezprawiem sędziów na codzień w swojej pracy, wyrażnie
bagatelizował problem. „...Pomyłki
można więc traktować wąsko i szeroko. Ale jakie są przyczyny pomyłek? Niczego
nowego się nie dowiedziałem. Ludzie są po prostu omylni...”
Też prawda. Nic nowego.Tyle tylko, że sędzia SN i kto jak nie Prezes Izby
Karnej SN. zdaje sobie doskonale
sprawę, iż nie te rzeczywiste pomyłki, ale świadome manipulacje,
fałszowanie dowodów, absurdalne i arbitralnie dowolne oceny dowodów przez
sędziów sa najczęstszą przyczyną nieslusznych skazań ludzi faktycznie
niewinnych. Trzeba ten dyskurs rozpocząc od odrzucenia wszelkich eufemizmów i
nazwania rzceczy po imieniu. Nie pomyłki, błędy i niedoróbki, a najzwyczajniejsze w świecie bezprawie i
przestępstwa sędziów prowadzą najczęściej
do niesłusznych skazań.
Dalej w dyskusji profesor postulował "…zadbać trzeba, by właściwe osoby były sędziami…” Nie można nie zgodzić się i
z tym postulatem. Ale nie można
też nie zauważyć, iż jest to banał i puste słowa, bo przecież nic nie słychać i
nic się nie dzieje – nie prowadzone są jakiekolwiek prace nad zmianą systemu
wyboru sędziów, a sami sędziowie nie inicjują i nie postulują rzeczywistych
zmian.
Podobne
puste frazesy usłyszeli uczestnicy konferencji od profesora Girdwoynia. Na
pytania: czy nie pomogłoby wprowadzenie możliwości dochodzenia odszkodowania za
oczywiście niesłuszne oskarżenie? I co z odpowiedzialnością finansową sędziów
za niesłuszne skazania? profesor odparł: “…
Sędzia nie może się bać wyrokowania. Problem jest w doborze kadr, urząd sędziego
powinien być koroną zawodów prawniczych…”
Rzeczywiście
sędzia nie powinien bać się wyrokowania, ale może powinien bać się konsekwencji
łamania prawa – bo przecież to był omawiany problem na konferencji. W raporcie
wyrażnie podkreślono, że nawet dostępne obecnie narzędzia dyscyplinowania nie
są stosowane.
“…Przyjmując,
że przyczyna niesłusznych skazań – co do zasady – leży w słabości ludzkiej
pracy i oceny materiału dowodowego, w przypadku zawinionych błędów nie istnieje
– w praktyce – realny system prewencji, przejawiający się choćby w skorzystaniu
w przypadku oczywistych naruszeń prawa przez sąd, z dyscyplinującej instytucji
wytyku, zarezerwowanej tak dla sądów odwoławczych183, jak i dla
Sądu Najwyższego184. W sprawach, w których orzeczono przykładowo kary powyżej
górnego zagrożenia ustawowego, a więc z rażącą, oczywistą obrazą prawa, nie
stwierdziliśmy skorzystania z instytucji wytyku. Nie chodzi o zatem o karanie
sędziów, obrońców czy prokuratorów w każdym przypadku, gdy w danej sprawie
zaistnieje przypadek niesłusznego skazania, ale jeśli doszło do niego na skutek
zawinionych działań profesjonalnego uczestnika postępowania, odpowiedzialność
dyscyplinarna, a także odszkodowawcza nie powinny być tylko iluzoryczne. Jeśli
przyczyną niesłusznego skazania jest najczęściej ludzki błąd, to brak
mechanizmów wdrażających realną odpowiedzialność za popełnione błędy z
pewnością zwiększa skalę tego zjawiska…“
Sędzia, który ma
„ręce nieuwalane“ nie musi obawiać się wyrokowania. Takich sędziów właśnie
potrzebujemy! Co do doboru kadr i uczynienie urzędu sędziego koroną zawodów
prawniczych – jak wyżej.
Według
Prezesa Izby Karnej SN nie potrzeba nam herosa Herkulesa, Augiasz sam oczyści
swoją stajnię. „...Główna
teza raportu - brak profesjonalizmu jako przyczyna pomyłek, profesjonalizm jako
lekarstwo - została obroniona…”
Czy tego wariantu już raz nie przerabialiśmy przy okazji dyskusji nad lustracją władzy sędziowskiej?
I w czyim profesjonaliźmie widzi
sędzia Paprzycki lekarstwo na bezprawie i nagminne łamanie prawa przez sędziów
i prokuratorów?
Ja zupełnie co innego wyczytałam
w tym raporcie.
“…Gdyby pokusić się o próbę wskazania jednej głównej
przyczyny pomyłek sądowych skutkujących niesłusznym skazaniem, to w pierwszej
kolejności należałoby wskazać na niekompetencję po stronie profesjonalnych
uczestników postępowania. Zdajemy sobie sprawę z wyrazistości tej oceny, ale
niekiedy jest ona konieczna. Oczywiście, dalecy jesteśmy od generalizacji i
ujawnione przez nas przykłady nie świadczą o całym środowisku sędziów,
adwokatów czy prokuratorów, ale dobitnie wskazują jednak, że profesjonaliści
mylą się niekiedy w sposób niedopuszczalny, co wywołuje daleko idące negatywne
skutki. Wskazywanie tych przykładów ma na celu dążenie do ich ograniczenia w
praktyce wymiaru sprawiedliwości, choćby nawet stanowiły one margines…”
W konferencji
wziął też udział Zastępca
Prokuratora Generalnego - Robert Hernand .
Rzecznik Prasowy PG podsumował jego udział:
„...Badający jednoznacznie pozytywnie ocenili pracę Prokuratury
Generalnej, często umożliwiającej wszczęcie procedury służącej wyeliminowaniu z
obrotu prawnego niesłusznego skazania...”
Warto przytoczyć w całości tę ocenę, aby zauważyć manipulację rzecznika PG:
„..Z uwagi na brak uczestnictwa obrońcy w szeregu spraw,
w których stwierdziliśmy przypadki niesłusznych skazań, nadzwyczajna kontrola
prawomocnych orzeczeń była wszczynana na skutek skargi Prokuratora Generalnego
lub Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednoznacznie pozytywnie należy ocenić pracę
obydwu podmiotów, często umożliwiających wszczęcie procedury służącej
wyeliminowaniu niesłusznego skazania z obrotu prawnego…”
Nie jednoznacznie pozytywna ocena - ogólna
w domyśle,
a jednoznacznie pozytywna ocena w
przypadkach niesłusznych skazań z uwagi
na brak uczestnictwa obrońcy – a to jest zupełnie co innego.
Dalej Mateusz Martyniuk… “…Warto podkreślić, że w 2011 r. w Departamencie
Postępowania Sądowego Prokuratury Generalnej rozpoznano 2 063 wnioski o
wniesienie przez Prokuratora Generalnego kasacji od prawomocnych orzeczeń
sądów karnych, przy czym 457 wniosków złożonych zostało przez prezesów sądów,
prokuratorów apelacyjnych i okręgowych oraz innych oskarżycieli publicznych. Ilość
wniosków kierowanych przez prokuratorów apelacyjnych i okręgowych w porównaniu
z rokiem 2010 znacząco wzrosła, co wskazuje że zalecenie Prokuratury
Generalnej kierowane do prokuratorów apelacyjnych w 2011 r. zostały
zrealizowane. W 2010 roku prokuratorzy skierowali 130 wniosków o wywiedzenie
kasacji, podczas gdy w roku 2011 takich wniosków
było 253…” ( podkreślenia autora)
Niestety te imponujco irrelewantne wyliczanki statystyczne nic nam nie mówią bez najważniejszego numerka - ile wniosków o kasację wywiódł i skierował do SN Prokurator Generalny, aby
wyeliminować z obrotu prawnego niesłuszne skazania? No i
ile tych ewentualnych wniosków zakończyło się skasowaniem wyroku nieslusznie
skazującego?
I
ten problem zdaja się dostrzegać autorzy raportu.
“…Inną kwestią
jest konieczna kontrola i zbadanie, w porozumieniu z Prokuratorem Generalnym i
Rzecznikiem Praw Obywatelskich, rodzaju spraw kierowanych do tych podmiotów
przez potencjalnie niesłusznie skazanych i wskazywanych przez nich
przyczyn takiego stanu rzeczy…”
Na stronie internetowej Ministerstwa
Sprawiedliwości i Rzecznika Praw Obywatelskich nie ma w
ogóle wzmianki o tym raporcie.
Nie trzeba
być geniuszem, żeby zorientowac się z fragmentarycznych przekazów
z tej konferencji i wspomnianego sprawozdania na stronie internetowej PG, że korporacje prawnicze i decydenci
z najwyższej półki wykorzystali i raport i konferencję dla swojego PR.
Metodą – spin – czyli odkręcania kota ogonem, zniekształcali rzeczywistość na
swoją korzyść. Taktyka pozbawiania ludzi zdroworozsądkowego
myślenia, poprzez manipulowanie faktami, używanie powyżej wskazanych “kojących” eufemizmów, proponowanie pełnych
obłudy, niewykonalnych “rozwiązań“, podawanie statystyk, które nic nie wnoszą i
bagatelizowanie tak skali jak i konsekwencji
społecznych zjawiska pracuje na
najwyższych obrotach.
Nie
można też pominąć zawartości samego raportu, który w sposób niezamierzony przez
autorów wpisywał się swietnie w ten spin z racji niezwykle ograniczonego
zakresu badań.
“…Aby mówić
o niesłusznym skazaniu, konieczne jest ustalenie, że w konkretnej sprawie
zapadł prawomocny wyrok skazujący. Orzeczenie
takie musi zostać następnie uchylone w drodze nadzwyczajnych środków
zaskarżenia (kasacja albo wznowienie postępowania), a poprzednio skazana osoba
uniewinniona albo postępowanie w jej sprawie umorzone. Możliwe jest również
ponowne rozpoznanie sprawy po uchyleniu prawomocnego wyroku. Jeżeli w takim
postępowaniu odpowiedni sąd uniewinni oskarżonego, umorzy postępowanie albo
skaże oskarżonego na karę łagodniejszą, również ma miejsce niesłuszne
skazanie...
…Łącznie
przeanalizowano 119 spraw rozpoznanych przez sądy z obszaru właściwości
Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (ze 171 wytypowanych – nie wszystkie akta były
dostępne), z czego w 68 sprawach stwierdzono niesłuszne skazanie. Już te dane,
obejmujące sprawy rozpoznane jedynie przez sądy z apelacji poznańskiej,
dowodzą, że liczba niesłusznych skazań w całej Polsce (11 apelacji) musi być
zdecydowanie większa niż liczba spraw, w których zasądzono odszkodowanie lub
zadośćuczynienie za niesłuszne skazanie…”
Niezwykle
istotny jest fakt, że badaniu poddano praktycznie wyłacznie sprawy rozpatrywane
w pierwszej instancji przez sądy rejonowe. Nie wiadomo czy to był wybór
badaczy, czy też zmuszeni byli do takiego wyboru spraw okolicznościami, np.
odmową czy utrudnianiem dostępu do dokumentacji spraw. (badacze podają, że na
171 wytypowanych spraw – w 52 sprawach „nie wszystkie akta były dostępne“)
Jakakolwiek była przyczyna takiego doboru spraw, nie podlega dyskusji, że każde niesłuszne skazanie jest
naganne i swiadczy o tym, że państwo zawiodło obywatela, to jednak konsekwencje
tak dla skazanego jak i jego rodziny są zupelnie inne w przypadku niesłusznego
wyroku 6 miesiecy, roku czy dwóch, a zupełnie inne w przypadku wyroków
wieloletnich do dożywocia
włącznie.
Oczekiwania i nadzieje tysięcy niesłusznie
skazanych i pokrzywdzonych przez
wymiar sprawiedliwości oczekujących na raport Łukasza Chojniaka i Łukasza
Wiśniewskiego zakończyły się rozczarowaniem. I nie wynika to z nierzetelności badaczy, a raczej z nierealistycznych nadziei
oczekujących.
Pokrzywdzeni
przez wymiar sprawiedliwości, niewinnie skazani prawomocnymi wyrokami, gnijący w więzieniach, nie mają żadnych
narzędzi i nie mogą zmusić żadnego sądu do pochylenia się nad ich sprawą ponownie. Nie są więc te
skazania „oficjalnie“ potwierdzone wyrokiem sądu, jako niesłuszne.
Jedynymi
instytucjami mającymi narzędzia - upoważnionymi do wywiedzenia kasacji są Rzecznik Praw
Obywatelskich i Prokurator Generalny. Działania tych „podmiotów specjalnych“ w dziedzinie “umożliwiania wszczęcia procedury służącej wyeliminowaniu z obrotu
prawnego niesłusznego skazania” są
tematem na oddzielną notkę. Gwarancyjna funkcja Prokuratora
Generalnego i Pzecznika Praw Obywatelskich w zakresie eliminowania niesłusznych
skazań jak na razie jest w Polsce fikcją.
W dyskusji na konferencji przedstawiającej raport
nie było więc miejsca na
podnoszenie kwesti tysięcy faktycznie niewinnych, niesłusznie skazanych
prawomocnymi wyrokami. W świetle prawa ich wyroki są
słuszne, (najczęściej potwierdzone kontrolą apelacyjną i nieudaną kasacją) a ich zarzuty to „subiektywne odczucia, do których mają prawo” w
najlepszym wypadku. Oczywiście są i inne warianty - mogą też wynikać z “zaburzeń psychiatrycznych„
skarżących, a także z „pieniactwa
i bezpodstawnej wyjątkowej roszczeniowości“,
no i „zwykłego niezadowolenia
z wyroku“.
I autorzy raportu doskonale zdają sobie sprawę,
że ich badania to tylko czubek góry lodowej.
“..,Mamy natomiast przekonanie, iż duża część spraw, w
których zaistniała pomyłka sądowa, pozostaje w ogóle niedostrzeżona, skoro
często usuwanie takich błędów, co stwierdziliśmy podczas badań, dzieje się na
skutek ich zupełnie przypadkowego dostrzeżenia i wszczęcia procedury kasacyjnej
lub wznowieniowej, nierzadko przez Rzecznika Praw Obywatelskich lub Prokuratora
Generalnego. Ile takich spraw wciąż pozostało niezauważonych i funkcjonuje w
obrocie prawnym – nie wiadomo… “
Dalej pozostaje
problem, jak te „niezauważone sprawy“ wyeliminować z obrotu prawnego –
czyli jak zwrócić niewinnie skazanym ich marzenia, nadzieje, plany, utracone rodziny
i życie.
olbrzymi i tragiczny http://www.for.org.pl/pl/misja-for
http://www.pg.gov.pl/index.php?0,821,1,526
czwartek, 5 lipca 2012
W IMIENIU RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ...
Ciąg dalszy...BŁĘDY, POMYŁKI, NIEDORÓBKI ? dowodzenie w sądzie po polsku
Ø Czy fakt, że Jerzy B. widział przywiezione do P. pręty metalowe, jak również znalazł za pomieszczeniem gospodarczym 8 prętów dowodzi, iż do P. przywieziono zespawaną w Suwałkach klatkę?
Swiadek zeznał„....Przypominam sobie, że do Wieśka były przywożone takie jakieś paczki z metalowymi prętami ze stali zbrojeniowej, ale co to było to nie wiem bo wszystko wnosili na strych a ja jeżdżę na wózku inwalidzkim i nie mogłem tego sprawdzic...“ a na rozprawie świadek dodał, że pręty były zapakowane w szary papier i zawiązane sznurkami.
Sędziowie dysponowali również dowodem rzeczowym – świadek znalazł za starą wersalką 8 prętów metalowych i powiązali fakty podane w zeznaniach świadka ze znalezionymi przez niego prętami. Ustalili. iż fakt przywiezienia i wniesienia na strych prętów metalowych dowodzi, że klatka zespawana w Suwałkach została przewieziona do P. a więc Tomasz S. był przetrzymywany w klatce zespawanej w Suwalkach.
Żeby jednak dojść do takiego wniosku, najpierw sędziowie winni wyjaśnić jak klatka zespawana w Suwałkach (przez fachowca ) „rozspawała“ się w drodze do P. i na posesji Wiesława S. jego ojczym Jerzy B. widział pręty metalowe wnoszone na strych.
Następnie wyjaśnienia wymagało jak zabójcy znieśli te pręty ze strychu i Jerzy B. przebywający non stop w domu lub na podwórku nie zauważył tego.
Dalej wyjaśnienia wymagało jak te pręty ponownie „złożono” w funkcjonalną klatkę, z której nie wydostał się zdrowy, młody Tomasz S. Przy tym wyjaśnianiu, pod rozwagę powinni wziąć sędziowie domniemanie, iż zabójcy zamówili zespawaną klatke, ponieważ prawdopodobnie nie umieli spawać i/lub nie mieli spawarki.
Odpowiedzi, wymagało też pytanie – jaki był sens i racjonalne powody w ogóle zamawiania zespawanej klatki, ponoszenie kosztów jej wykonania, aby w drodze do P. jakoś ją „rozspawać“ (co nie jest takim łatwym zadaniem w podróży), a nawet popakować tę klatkę w szary papier i zawiązać sznurkiem? Czy nie prościej byłoby kupić po prostu pręty?
Po zabójstwie wg ustaleń sędziów ponownie w postaci prętów, umieszczono klatkę na strychu i tego wnoszenia też nie zauważył świadek. Umieszczenie na strychu prętów oznacza, że klatka ponownie została „rozspawana“ czy w jakis inny sposób „rozłożona“ na pręty. Podstawą tego ustalenia faktycznego, są zeznaniaJerzego B. iż pod koniec sierpnia 1999r. (po znalezieniu głowy) zabójcy przyjechali do P. i ze strychu znosili „różne rzeczy“. Te „różne rzeczy“ dla sędziów to były pręty metalowe/ elementy metalowe– bo takie zamiennnie określenia znajdujemy w uzasadnieniu wyroku.

Jedyny wniosek, kóry nasuwa się przy analizowaniu tych absurdalnych ustaleń – ile potrzeba arogancji, bezczelności i poczucia absolutnej bezkarności, a także braku elementarnego poczucia zwykłej ludzkiej przyzwoitości, aby udowadniaćz taka determinacją i udowodnić, że zespawana klatka, to to samo co zawinięte w szary papier metalowe pręty, podczas gdy jedyną wspólną cechą tych dwóch „bytów“ jest to, ze i klatka to metal i pręty też! Przy powyższym - różne rzeczy z zeznania, zamienone na potrzeby ustalenia faktycznego w pręty metalowe/elementy metalowe już nawet nie szokują jako metoda dochodzenia prawdy.
Interesujące są okoliczności w jakich Jerzy B. znalazł pręty schowane za wersalką. Otóż wg zeznań świadka na wiosne 2001 roku (dawno po przeczesaniu posesji przez fachowców CBŚ w lipcu 2000r i jeszcze raz we wrześniu 2000r) – na posesję W P. przyjechało samochodem 2 młodych nieznanych świadkowi mężczyzn. ( nie był to żaden z 9 podejrzanych, ponieważ w tym czasie wszyscy siedzieli już w areszcie). Mężczyźni ci nie zwracając uwagi na świadka weszli na strych i „czegos szukali“ a później kontynuowali poszukiwania w pomieszczeniach gospodarczych i na terenie posesji. Nic nie znaleźli i odjechali. Jerzy B. zaintrygowany pojechał wózkiem na tyły pomieszczenia gospodarczego i tam za starą wersalką odkrył 8 prętów metalowych. Zadzwonił natychmiast na policje, ale nie do lokalnego posterunkowego, a bezpośrednio do znajomegofunkcjonariusza CBŚ w odległym Bialymstoku, tego samego co to przyjeżdżal do niego towarzysko i który prowadził śledztwo w tej sprawie.
Podkomendant przyjechał nastepnego dnia – 19 kwietnia 2001roku i odebrał zeznanie Jerzego B. Natomiast 30 kwietnia „zatrzymano rzeczy od Jerzego B.“ na podstawie postanowienia prokuratora „o zatwierdzeniu przeszukania, zatrzymania rzeczy“, które prokurator wydał 23 kwietnia 2001r. - po rozpatrzeniu wniosku KGP CBŚ.
I w procedurze tej nie byłoby nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że sam wniosek KGP CBŚ o zatwierdzenie zatrzymania rzeczy od Jerzego B. nosił datę 15 STYCZNIA 2001r. Równe dwa tygodnie przedPIERWSZYM przesłuchaniem Jerzego B. Skąd podkomendant CBŚ, wiedział, że w ogóle będzie potrzeba zatrzymania jakichkolwiek rzeczy, jeżeli CBŚ już prawie pól roku wcześniej przeszukało posesję Wiesława B dwukrotnie i zatrzymało cały szereg potencjalnych dowodów rzeczowych? Czy pogawędki ze świadkiem dawały podkomendantowi prawo do takiego przypuszczenia?
Jeżeli tak, to ten wniosek był gotowy na czas - przed pierwszym przesłuchaniem świadka przez prokuratora Tomasza Kamińskiego 29.01.2001r. Niestety w tym zeznaniu nie było żadnej podstwy do przeszukania i zatrzymania rzeczy.
Czy to było powodem tej wizyty młodych mężczyzn i poszukiwań „czegoś“ na posesji w kwietniu 2001r.? I dlaczego świadek po ich odjeździe pojechal prosto za zabudowanie gospodarcze i szukał za starą wersalką?
Ø Czy fakt,świadek rozpoznał Jacka W., Romualda W. na zdjęciach, jako osoby, które bywały w P. jest dowodem, aby uznać, że Jacek W. torturował i był zabójcą Tomasza S.?
Wspomniałam wcześniej, że obydwaj rozpoznani przez świadka bywali u Wiesława S. od lat i Jerzy B. znał ich. Świadek nie wspomniał nic o tym w swoich zeznaniach, albo spisujący protokól zeznania pominąl ten fakt. W dniu zabójstwa rozpoznał tylko jedną osobę Romualda W, nie wspomina o Jacku W. czy Damianie D. Co więcej nie wspomina, że Jacek W. czy Damian D. byli w P., kiedy przywieziono pręty, ktore zamieniły się w kłatkę, a podczas usuwania śladów pod koniec sierpnia 1999r „słyszał imię Jacek“ ale też nie widział ani Jacka W., ani Damiana D.
O jedynym zeznaniu innego świadka, relacjonującym wizytę obcych mężczyzn w P. w czerwcu 1999r. - Norberta D. sami sędziowie w uzasadnieniu wyroku stwierdzili,
„...Zeznania tego świadka są o tyle istotne, iż wśród mężczyzn z Suwałk przebywających na terenie plaży nie rozpoznał on ani Jacka W, ani Krzysztofa A. oskarżonych o pozbawienie życia Tomasza S, natomiast rozpoznał Adama S. i Marka J...“
Na zdrowy chłopski rozum, istota tego zeznania polega na tym, że nie potwierdza zeznań Jerzego B. Dlaczego podczas rozprawy sędziowie nie przepytali ani Adama S, ani Marka J. co robili w P.? Dlaczego nie wzięli pod uwagę tego zeznania w swoich rozważaniach? Ponadto Jacek W. nie był mężczyzną z Suwałk, jak sugerują sędziowie, mieszkał w Olsztynie i jego samochód miał olsztyńskie numery.
Ø Czy podane przez sędziów w uzasadnieniu wyroku dowody mające potwierdzać ustalenia poczynione z zeznań Jerzego B. o uczestnictwie Jacka W., Wieława S. i Damiana D. z torturowaniu i zabójstwie Tomasza S. rzeczywiście je potwierdzają?
1. zeznania świadka incognito nr.1 „...o zabójstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i były to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wiem czy brały w nim udział…”a to zdanie jest przesądzające w uznaniu, że Jacek W. brał udział w zabójstwie Tomasza S.
2. zeznania świadka incognito nr.2, który podczs śledztwa twierdził, że słyszał na mieście, że Tomasza S. torturował Damian D. ( w domu Adama S.) i Tomasz S. nie przeżył tych tortur. W trzy lata później na rozprawie przypomniał sobie, że w torturował Jacek W. ( też w domu Adama S.), a ofiara nie przeżyła tortur.Gdzie słyszał tę wersję nie powiedzial, a sędziowie nie byli zainteresowani.
3. zeznanie Jarosława R. (odwołane na rozprawie). Swiadek zeznał w śledztwie, że po znalezieniu głowy w jeziorze Jacek W. mówił, że to niemożliwe, że jest to głowa Tomasza S. Sędziowie orzekli, iż świadczy to o dokładnej wiedzy Jacka W. na temat zabójstwa i rozkawałkowania zwłok.
Powyżej przedstawione „metody“ dowodzenia winy, a także inne takie przypadki znane z mainstream mediów i ze stron internetowych walczacych z bezprawiem sądów uprawniają twierdzenie, że sędzia polski może orzec, że ziemia jest płaska i ten krażek leży na plecach trzech słoni czy żólwi i to orzeczenie uzasadnić, a przy odwołaniu sięod tego orzeczenia, prawdopodobieństwo, że sąd odwoławczy nie uzna tego orzeczenie za zgodne z zasadami logiki, wiedzy i doświadczenia życiowego, a także zdrowego rozsądku jest mniejsze niż prawdopodobieństwo wygrania na loterii. Ewentualna kasacja w SN ma takie same szanse.
Twierdzenie, iż “…sędzia wydając wyrok musi (w przeciwieństwie do przysięgłego) przygotować jego uzasadnienie… sędzia, choć przekonany (np. niedopuszczalnym dowodem) o winie oskarżonego, wyda wyrok uniewinniający ze względu na brak argumentów, których mógłby użyć w uzasadnieniu decyzji odwrotnej..”.[1]i ten obowiązek uzasadniania ma nas chronić przed arbitralną, absurdalną czy bezprawną oceną dowodów jest taką samą bajką jak wszystkie inne gwarancje konstytucyjne i procesowe rzetelnego procesu.
Jak wykazalam powyżej, każdy absurd da się udowodnić i uzasadnić w polskim sądzie.
Kontrola apelacyjna swobodnej oceny dowodów jest zwykłą fikcją – vide fragment uzasadnienia SA w tej sprawie.
“(...zarzuty)sprowadzają się do obrazy przepisów prawa procesowego, także błędu w ustaleniach faktycznych, w istocie zmierzają do podważenia wiarygodności zeznań głównych świadków, które stały się podstawą ustaleń faktycznych sądu meriti. W ocenie zaś Sądu Apelacyjnego dokonana przez sąd Iinstancji analiza i ocena przeprowadzonych dowodów… zasługuje na aprobatę(...)”
Spektakularny przykład tej fikcji - zastosowanie zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego (in dubio pro reo) na przykładzie orzeczenia w tej samej sprawie - Sądu Apelacyjnego w Białymstoku przez sędziów Tamarę Grygoruk, Andrzeja Czapkę, Jacka Dunikowskiego i Nadzieję Surowiec, przy udziale prokuratora PA w Białymstoku. Małgorzaty Gasińskiej-Werpachowskiej – sygnatura akt II aKA 333/03
Sędziowie poddali ocenie fragmenty zeznania świadka anonimowego, relacjonujący rozmowę z Damianem D., która miała miejsce w szpitalu aresztu śledczego. Damian D. czekał na przeniesienie do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Podczas tej obserwacji biegli stwierdzili, iż jest on chory psychicznie i nie może odpowiadać za zabojstwo Tomasza S.
Swiadek anonimowy zeznał w czasie śledztwa:
„...mówił, że wcześniej u tego co urwało mu nogę pracowal w ogrodzie...Uważał go za bliskiego kolegę, przyjaciela, ale zabójstwa podjął się nie z przyjaźni, ale dla pieniędzy, bo mu ich brakowało. Opowiadał, że załatwił sobie wcześniej papiery psychiatryczne, symulując chorobę...Ten, kto zlecił zabójstwo chciał się zemścić za utratę nogi...D. mówił, że o zabojstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i byly to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wie czy brały w nim udział.Wymieniał też osobę o ps. Student, o imieniu Marek, że to jego wspólnik...Przypominam sobie, że zwłoki przewieźli w jakieś odległe miejsce...zlecił zabójstwo, razem z tym mężczyzną bez nogi innej osobie, ale z jakichś powodów to nie wyszło i zabójstwa dokonał sam”
Świadek podał również, że w domu mężczyzny bez nogi był lombard, a siostra żony Damiana D, była konkubiną tego mężczyzny.
Sędziowie SA doszli do wniosku, iż sędziowie J.Sowul i W.Malec popełnilibłąd oceniając te zeznania i ustalili, iż Krzysztof A. zlecił zabójstwo Tomasza S., jak również uznali, że dowód z tego zeznania jest przesądzający, aby uznać, że Jacek W. brał udział w zabójstwie.

Uzasadnienie: „...stwierdzenie świadka ...na polecenie mężczyzny, któremu bomba urwała nogę… sa zbyt ogólne, a nadto sprzeczne z innymi dowodami. Oparcie zaś w swoim rozstrzygnieciu na tego rodzaju pośrednim dowodzie byłoby więc sprzeczne także z zasadą określoną w art. 5 & 2 tj. tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego...”
Gdyby powyższe ustalenie sędziów SA było prawdziwe, to prawdziwe byłoby równocześnie twierdzenie, iż w Suwałkach była tak duża ilość mężczyzn, którym nie tylko bomba urwała nogę, ale również:
§ w ich domach mieszczą się lombardy,
§ Damian D. pracował u nich w ogrodzie,
§ a ich konkubiną byla szwagierka Damiana D
że sędziowie SA, nie mieli wyjścia i musieli uznać, że powyższe cechy identyfikacyjne są tak ogólne, że nie mogą stwierdzić o kim mówił świadek.
W swietle tak daleko posuniętej ostrożności sędziów SA w ocenie cech identyfikacyjnych i uznanie podanych cech za „zbyt ogólne“, niezrozumiałe jest dlaczego oceniając ustalenia dotyczące identyfikacji Jacka W. i Marka J. uznali, że wspomniany przez świadka jeden raz „Jacek“ i wspomniany dwa razy „Marek“ nie jest określeniem ani troszkę „zbyt ogólnym“. Z tego wnioskuję, iż w Suwałkach nie było ani jednego osobnika o imieniu „Jacek“, oprócz Jacka W., (który nawet nie mieszkał w Suwalkach, a w Olsztynie.) i ani jednego osobnika o imieniu„Marek“oprócz Marka J.
Co więcej, sędziowie ci uznali, iż część zeznania „...o zabojstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i były to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wiem czy brały w nim udział…”jest (jak słusznie ustalili sędziowie sądu I instancji)- przesądzająca w uznaniu, że Jacek W. brał udział w zabójstwie Tomasza S. Dlaczego akurat tylko „Jacek“, a nie inni wymienieni przez świadka? Tego sędziowie nie wyjaśnili w uzasadnieniu.
Ustalenia sędziów SA w tej kwesti są nie tylko przeprowadzone z pominęciem zasad logicznego myślenia, wiedzy i doświadczenia życiowego i zdrowego rozsądku, ale również rażąco naruszają inne zasady procesowe.
Ocena zeznań świadka icognito miała cechy zasady ogólnej, co oznaczało, iż sędziowie mieli obowiązek zastosować ją do wszystkich oskarżonych, oceniając ten dowód w tym samym zakresie–możliwości identyfikacji osób, na podstawie informacji w zeznaniu.
Nie mogli więc sędziowie uznać cech identyfikacyjnych oskarżonego Krzysztofa A. za niewiarygodne, przy równoczesnym uznaniu ich wiarygodności w tym samym procesie, wobec Jacka W. i Marka J. przy identycznych przesłankach faktycznych i prawnych.
Samo decyzja zastosowania zasady in dubio pro reo przy ocenie zeznań świadka anonimowego przez sędziów SA była nieprawidłowa. Zasada ta ma zastosowanie dopiero wówczas, gdy zostały wyczerpane wszystkie możliwości poznania stanu faktycznego.
Analizując ocenę zeznań świadka anonimowego przez sędziów sądu meriti, błędy tej oceny sa diametralnie różne od tych jakie „zauważyli“ sędziowie SA.
Zeznanie to nie powinno być w ogóle dowodem w tej sprawie, ponieważ:
§ Damian D. wkrótce po tej rozmowie ze świadkiem został uznany za psychicznie chorego i nie odpowiadał za zabójstwo Tomasza S.
§ Jeżeli po rozmowie ze świadkiem Damian D. był uznany za chorego psychicznie, był też uznany za chorego psychicznie przed rozmową ze świadkiem, podczas zabójstwa Tomasza S. to jest oczywistym, iz był też chory psychicznie podczas tej rozmowy. K.p.k. wyklucza uznanie za dowód zeznań osób chorych psychicznie, a więc również zeznań relacjonujących rozmowę z osobą chorą psychicznie.
§ sędziowie SO nie przesłuchali świadka incognito na rozprawie i swoje ustalenia oparli na ujawnionych na rozprawie zeznaniach świadka ze śledztwa, a więc nie zastosowali zasady bezposredniości.
§ zeznania świadka nie były dowodem pierwotnym, świadek relacjonował rozmowę z Damianem D. Nie miał żadnej niezależnej wiedzy na temat zabójstwa Tomasza S. i osób z tym zabójstwem związanych, ponad to co twierdził, że usłyszal od Damiana D.
Nawet uznając wbrew przepisom prawa procesowego to zeznanie za pełnowartościowy dowód :
§ Nie mogli też sędziowie SO ustalić, iż Krzysztof A. zlecił zabójstwo, bowiem żadne inne dowody nie potwierdzały zeznań świadka icognito. Przepytanie na tę okoliczność świadka było niemożliwe, ponieważ nie stawił się na rozprawę.
§ Nie mogli sędziowie SO ustalić z tego zeznania, że wspomniany w nim raz „Jacek“ to Jacek W. bez potwierdzenia w innych dowodach. Przepytanie na tę okoliczność świadka było niemożliwe, ponieważ nie stawił się na rozprawę.
§ Tym bardziej nie było zgodne ze stanem faktycznym ustalenie sędziów sądu meriti, iż „Jacek“ brał udział w zabójstwie, ponieważ świadek nic takiego nie zeznał.
§ W tym kontekście absurdem jest ustalenie, że to zeznanie jest przesądzającym o udziale Jacka W. w zabójstwie.
Przedstawione w ostatnich trzech odcinkach mity i hity III władzy dotyczące zasad procesowych dowodzenia, unaoczniają z porażającą jasnością, jak rażąco łamią prawo sędziowie. Każdy kto narusza prawo jest przestępcą.Czym więc róznią się sędziowie od tych, których osądzają? Nie moralnością, nie zasadami etycznymi i nie przyzwoitością, bo przecież opisane powyżej metody dowodzenia winy oskarżonych nie są ani moralne, ani etyczne, ani nie świadczą nawet o zwykłej ludzkiej przyzwoitości sędziów. Róznica polega na tym, że przestępstwa sędziów włącznie ze zbrodniami sądowymi są popełniane w imieniu Rzeczpospolitej, przy użyciu i wykorzystywaniu autorytetu wymiaru sprawiedliwości i imunitetu sędziowskiego. Pospolici przestępcy odpowiadają za swoje przestępstwa, a często i za te, które sędziowie fałszywie im udowodnią, natomiast przestępcy w togach są bezkarni absolutnie.
Niestety tragedią jest, iż całe środowisko prawnicze, robi wszystko, aby problem zbagatelizować, zamieść pod dywan, czy zgrabnie odkręcić kota ogonem. Już sam fakt, ze nikt nie nazywa rzeczy po imieniu, uciekając się do żałosnych eufemizmów, jest jednoznaczny. Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski w wywiadzie dla „Przeglądu“ powiedział miedzy innymi o błędach prokuratorów i sędziów:
“…To prawda, pytanie tylko, czy zrobił wszystko, aby się nie pomylić, czy może prowadził postępowanie na zasadzie „byle odwalić”. Za pomyłki należy ponosić odpowiedzialność, a prawo do błędu nie jest nieograniczone. Trudno sobie wyobrazić, by kierowca czy pilot, który spowodował ciężki wypadek, zasłaniał się tym, że miał prawo do błędu. Podobnie traktuję sędziego i prokuratora. To są zawody zaufania publicznego i wielkiej odpowiedzialności. Uważam, że to wstyd, iż Polska należy do liderów pod względem spraw przegrywanych w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. W końcu płacą za to podatnicy. Takie przykłady jak historia Janusza Lewandowskiego, obecnego unijnego komisarza do spraw budżetu, który 14 lat był podejrzanym i oskarżonym, są żenujące…”
Dobrze powiedziane! Ale, ale…następne pytanie:
- Czym są spowodowane błędy i nieprawidłowe działania ludzi mających strzec praworządności?
„Przyczyny są różne, nie wszystkie obciążają prokuraturę i sądy. Jeśli świadek kłamie, ktoś tworzy fałszywe dowody wyglądające jak prawdziwe, do oceny których z całą powagą podchodzą prokuratorzy i sędziowie, nie można mówić o ich błędach. Świadek, który z premedytacją kłamie, może doprowadzić do skazania osoby niewinnej – i trudno w każdej sytuacji winić za to sąd.”[2]
Tutaj wymiękłam! Panie profesorze prawa, po cóż nam więc w ogóle sądy i procesy sądowe? Po co ta mitręga przeprowadzania postępowania dowodowego? Czy nie jest faktem, iż prawo procesowe nie dopuszcza skazania kogokolwiek na podstawie zeznania jednego świadka, bez przeprowadzenia postępowania dowodowego? Żeby przeprowadzić takie postępowanie trzeba mieć jakieś dowody, które potwierdzą lub zaprzeczą zeznaniom świadka, a rzetelne postępowanie dowodowe prokuratora i sędziów ujawni kłamstwa świadka. Chyba, że jak sam profesor powiedział, nie zrobili wszytkiego (jak wyżej), żeby się „nie pomylić“!
Co do tego „kogoś“ co to może „tworzyć fałszywe dowody wyglądające jak prawdziwe“ to nie tylko zdrowy chłopski rozum mi podpowiada, ale też z autopsji wiem, że poza właśnie prokuratorami i sędziami, lub przy ich pomocy – takich możliwości nie ma nikt. Praktycznie niemożliwym jest, aby prokurator czy sędzia podchodząc „z całą powagą do oceny dowodów“i stosując wszystkie zasady dowodzenia, dał się nabrać na „stworzony przezkogoś falszywy dowód“. Opisałam ten mechanizm w detalach w tej serii.
No i ten kawałek
Nastąpił właśnie zaskakujący zwrot w sprawie zamordowania gen. Papały. Czy skoro teraz odrzucane są wątki, które starano się udowodnić przez kilkanaście lat, oznacza to, że wcześniej popełniono rażące błędy?
“W sprawach karnych tak się zdarza. …Byćmoże więc i wątek zamordowania generała przez złodzieja samochodu okaże się tym właściwym...Ta wersja jest zdecydowanie bardziej wiarygodna od wcześniejszych...” (sic!)
W tym samym numerze “Przeglądu“ na pytanie: „Czy można zmniejszyć liczbę pomyłek sądowych i prokuratorskich?“, były szef MSWiA Janusz Kaczmarek powiedział:
„To trudne pytanie. Każdy chciałby, aby nie było żadnych pomyłek, jednak statystyka pokazuje, że 8% uniewinnień bierze się ze złego przygotowania materiału dowodowego...“
Nie wiem skąd p. Kaczmarek wziął te statystyki, mam natomiast pytanie – te pozostałe 92% uniewinnień jaką miały podstawę? Bo jakoś niewiele jest innych możliwości !
Z cyklu MITY I HITY III WŁADZY
1 . http://biolawgy.files.wordpress.com/2011/03/efekt-niedopuszczalnych-dowodc3b3w_b_kucharzyk.pdf
2. http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/nadgorliwi-niesprawiedliwi-rozmowa-prof-zbigniewem-cwiakalskim
Subskrybuj:
Posty (Atom)


